Do jednych z trudniejszych spraw, jakie do nas trafiły, należy zaliczyć przypadek małżonków Beaty i Romana, którzy swoją przygodę z kredytami rozpoczęli w 2002 r., pożyczając w banku pieniądze na otwarcie sklepu. Do biznesu, podobnie jak do spłaty zobowiązania, kredytobiorcy podeszli rzetelnie i terminowo rozliczyli się z bankiem.
W 2004 r. związali się z długami na dłużej, zaciągając 15-letni kredyt hipoteczny w kwocie 60 tys. zł. Zakupili też samochód w kredycie za 70 tys. zł. Pieniądze przeznaczyli na remont. Ich mieszkanie, położone w centrum Ostrołęki, było warte ok. 200 tys. zł, więc nie mieli większych problemów z obciążeniem hipoteki. Jesienią 2006 r. Raiffeisen Bank udzielił dłużnikom kredytu w kwocie 30 tys. zł z przeznaczeniem na rozwój firmy. W lipcu 2007 r. Beata postanowiła zmienić dostawcę towaru i prywatnie wzięła kredyt w Citibanku (34 tys. zł) na spłatę dotychczasowej hurtowni. Żyrantem Beaty był jej mąż Roman, który z kolei w grudniu 2007 r. wziął w Polbanku 50 tys. zł kredytu.
Beata w styczniu 2008 r. dodała do kredytowego łańcucha 35 tys. zł. Pieniądze miały pomóc zrobić porządki w finansach. Zaciągnięte kredyty spłacano terminowo, jak w szwajcarskim zegarku. Brak konkurencji na lokalnym rynku przynosił dobre przychody i małżonkowie postanowili oprzeć swój rozwój głównie na pożyczkach. Z zaciąganiem kredytów w bankach przedsiębiorcy nie mieli problemów ze względu na bardzo dobrą opinię w Biurze Informacji Kredytowej (BIK). Idąc za ciosem, w lutym 2008 r. Beata pożyczyła od Alior Banku 15 tys. zł na spłatę debetu w innym banku. Miesiąc później w tym samym banku małżonkowie wzięli 25 tys. zł na zakup garażu. Po niespełna pół roku przedsiębiorcza rodzina pożyczyła znów w Alior Banku 16 tys. zł. Marzenia naszych bohaterów przeradzały się w kolejne inwestycje i związane z nimi kolejne kredyty. I tak, żeby poszerzyć ofertę handlową swojego sklepu, w styczniu 2009 r. do puli kredytów Beata dołożyła kolejne 25 tys. zł, również z Alior Banku.
Małżonkowie postanowili podkręcić obroty sklepu do maksimum, oferując kolejne produkty, i w kwietniu 2009 r. Lukas Bank pożyczył im 35 tys. zł. Sprzedaż w hurtowni utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie. Beata chciała mieć większe rabaty w hurtowni i postanowiła przenieść dotychczasowe płatności za towar z systemu kredytowego na rozliczenia gotówkowe. Dlatego na zakupy pożyczyła w 2009 r. jeszcze 62 tys. zł.
Wszystko układało się po jej myśli do jesieni 2009 r. Wtedy to w małej gminnej miejscowości, gdzie dłużnicy prowadzili firmę, pojawiła się sieciowa konkurencja, z tym samym asortymentem, ale z dużo niższymi cenami. Sklep, który dla naszych bohaterów był kurą znoszącą złote jaja, zaczął przypominać magazyn z zakurzonym towarem. Wielka fala sukcesu, po której surfowali małżonkowie, gwałtownie wyrzuciła ich na skały. Czasu na myślenie ratunkowe już nie było. Na horyzoncie pojawiły się bieżące problemy i opóźnienia w spłatach kredytów. Powstały zaległości w zapłacie czynszu za mieszkanie i czesnego za szkołę dziecka.
Roman po zamknięciu firmy został bez pracy. Beatę zatrudniła konkurencja na stanowisku kierownika, jednak jej pensja w wysokości 4 tys. zł nie pokrywa sumy wszystkich rat. Za uzyskane pieniądze ze sprzedaży towaru (poniżej kosztów zakupu) i środki ze sprzedaży garażu (20 tys. zł) rodzina utrzymała się przez osiem miesięcy. W rozmowie z „Eurogospodarką” Beata podkreśla, że cały czas utrzymuje kontakt z wierzycielami i spłaca długi w miarę swoich możliwości. Dłużnicy nie mają już większych środków finansowych i pomysłu na ich zdobycie. Chcieliby uratować jedynie mieszkanie. Nasi redakcyjni prawnicy przygotowują pakiet rozwiązań pozwalających na zawarcie długoterminowych
ugód z wierzycielami.
ANDRZEJ SKUBISZEWSKI
Przybywa niewypłacalnych Polaków
Ponad 2,2 mln Polaków ma problemy ze spłatą długów. W ciągu trzech lat dłużników przybyło niemal trzykrotnie. W sumie zalegamy ze spłatą blisko 31 mld zł, co stanowi ok. 6,5% długów wszystkich gospodarstw domowych, które przekroczyły 483 mld zł. Na przeciętnego mieszkańca naszego kraju przypada ok. 13 tys. zł. Zdaniem ekspertów szybki spadek naszej wiarygodności kredytowej może fatalnie wpłynąć na rozwój gospodarki. Najbardziej zadłużony Polak mieszka w województwie mazowieckim, jego długi dochodzą do 89,3 mln zł (z tytułu odsetek karnych jego zadłużenie rośnie ok. milion złotych miesięcznie). Z danych NBP wynika, że niespełna 60% naszych długów to kredyty na zakup nieruchomości: ziemi, mieszkań i domów. W kwietniu suma tych długów sięgnęła 279 mld zł. Reszta to inne zobowiązania: kredyty i pożyczki zaciągnięte na przykład na zakup sprzętu AGD, samochodów czy debety na kartach bankowych.
źródło: Eurogospodarka 8/2011