– Niech gmina odkupi od nas działkę, którą nam sprzedała. W 1991 r. wydali nam zgody na lokalizację i budowę warsztatu ślusarskiego na terenie zalewowym, a po latach okazało się, że nie mieli prawa podpisać takich decyzji. Na terenie zalewowym przecież niczego nie wolno budować!
Całe zło wyniknęło z pierwszej decyzji urzędniczej. W 1991 r. burmistrz Leśnej wydał zgodę na lokalizację działki przemysłowej na terenie zalewowym. Na terenie zagrożonym powodzią nie wolno postawić żadnego zakładu. Ale ten fakt burmistrzowi Leśnej jakoś „umknął”. Gmina działkę sprzedała panom Sikorskim w przetargu. Za decyzją burmistrza o lokalizacji pojawiła się następna – pozwolenie na budowę. To pozwolenie – też naruszające prawo – wydał już kolejny urzędnik: kierownik urzędu rejonowego w Lubaniu. Sikorscy, przekonani w 1991 r. o legalności decyzji urzędników, postawili zakład ślusarski o powierzchni ponad 3,5 tys. m2, na którego budowę wzięli kredyt. Zatrudnili prawie 70 osób. Z roku na rok obroty i zysk były coraz większe.
W 1992 r. oficjalne pismo o zakazie budowania na tej działce przysłała Okręgowa Dyrekcja Gospodarki Wodnej. Nie wolno było budować żadnego zakładu przemysłowego, bo to teren zalewowy. ODGW winą za tę decyzję obarczyła terenowe organy administracji państwowej. Ale konsekwencje ponieśli przedsiębiorcy Sikorscy. Gdy inspektorzy ochrony środowiska zaczęli grozić im wysokimi karami za budowę warsztatu, którego na tej działce być nie powinno, trzeba było zamknąć dobrze prosperujący zakład – jedyne źródło utrzymania.
Sikorscy rozpoczęli walkę z urzędnikami. Za błędne, niezgodne z prawem decyzje. Po pierwsze, tę wydaną przez burmistrza Leśnej – o lokalizacji działki na terenie zalewowym jako przemysłowej – i następną – zgodę na budowę warsztatu, wydaną przez kierownika urzędu rejonowego w Lubaniu. Mają wyliczone straty z tytułu budowy firmy, poniesionych kosztów. Sikorscy widzą tylko jedno wyjście z sytuacji: – Chcemy, żeby urzędnicy wykupili ten zakład, ponieważ sprzedali działkę z wadą prawną. Tutaj nigdy nie powinien być wybudowany zakład przemysłowy, tylko powinna być łąka, pastwiska i tereny zieleni. Walczą nie tylko o wykup ich działki przez gminę. Także o odszkodowanie – 12 mln zł.
Błędne decyzje urzędników administracji w 2005 r. potwierdził, najwyższy rangą w Dolnośląskiem, sam wojewoda.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka ujęła się za panami Sikorskimi. Postanowiła im pomóc w walce z urzędem. Przeciwnikiem fundacji stał się burmistrz Leśnej. Ten nie ukrywa, że reakcja Fundacji zmobilizowała ich do działania. W gminie nie mają jednak pełnej dokumentacji sprawy o działkę sprzed 21 lat. Czekają, aż prawnicy ją skompletują. Uciekają, jak tylko mogą, od odpowiedzi na pytanie, kto jest winien sprzedaży działki niezgodnie z prawem.
Fundacja jest zdecydowana wnieść skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, jeśli nie otrzymamy żadnej odpowiedzi od władz lokalnych lub jeżeli otrzymana odpowiedź będzie negatywna – w obronie przedsiębiorców-bankrutów mówi Michał Chylak z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 8/2011 Eurogospodarki.