Strona główna Archiwum Czy rzeczywiście polski abonament RTV to archaizm?

Czy rzeczywiście polski abonament RTV to archaizm?

0

Podstawą do pobierania opłat abonamentowych jest ustawa z 21 kwietnia 2005 r., która nakłada obowiązek opłacenia kwoty ustalonej wcześniej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na osoby posiadające odbiorniki umożliwiające odbiór kanałów telewizyjnych i radiowych. Nieprawdą jest więc utarty mit twierdzący, że urzędnicy muszą nam najpierw udowodnić, że korzystamy z odbiorników, aby dowieść nam obowiązek uiszczenia opłaty. Wystarczającym kryterium jest sam fakt posiadania odbiornika, choć w dużej części krajów UE jest inaczej.
Instytucją odpowiedzialną za ściąganie opłat jest natomiast… Poczta Polska. I w tym przypadku faktycznie mamy do czynienia z reliktem. Dzisiejsza sytuacja jest dosyć absurdalna, gdyż osobą, która ma uprawnienia, żeby sprawdzić, czy posiadamy odbiornik telewizyjny lub radiowy, jest… listonosz. Jak wiadomo, jego uprawnienia są na tyle małe, że wystarczy po prostu nie wpuścić go do domu, aby uniknąć opłaty. Według oficjalnych danych Telewizji Polskiej od płacenia abonamentu wymiguje się połowa użytkowników telewizorów i radioodbiorników, ale eksperci twierdzą, że w rzeczywistości może być to nawet 70% odbiorców sygnałów publicznego radia i telewizji. To najgorszy wynik wśród wszystkich 27 krajów Unii Europejskiej.
Co ciekawe, wśród państw europejskich zdecydowana większość dotąd nie zrezygnowała z „archaicznego” abonamentu. Spośród 27 państw Unii Europejskiej abonament radiowo-telewizyjny nadal funkcjonuje w 19 i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. Wśród krajów spoza UE, które stosują to rozwiązanie, znajdują się również wysoko rozwinięte, takie jak Szwajcaria czy Norwegia. W większości tych państw media publiczne nie są oczywiście finansowane jedynie ze środków zdobytych przez opłaty abonamentowe, ale również z reklam oraz (znacznie rzadziej) dotacji budżetowych.
Na luksus zrezygnowania z emisji reklam komercyjnych dotąd mogli sobie pozwolić jedynie Norwegowie i brytyjskie BBC, które przez wielu wskazywane jest jako przykład świetnie zarządzanej i realizującej swoje główne cele telewizji publicznej. Ciekawe jest to, że jako przykład nieudolnego systemu finansowania telewizji publicznej w zachodniej prasie często podaje się Włochy. Dane wskazują, że jedna czwarta osób posiadających odbiorniki nie opłaca tam abonamentu. Pozostaje cieszyć się, że europejscy dziennikarze nie zaglądali do podobnych statystyk dotyczących Polski. Nie muszę chyba dodawać, że w żadnym ze wspomnianych wcześniej państw (z Włochami włącznie) egzekwowaniem opłat nie zajmuje się firma pocztowa… W Grecji czy Portugalii opłaty abonamentowe dotąd uiszczano wraz z rachunkami za elektryczność. Podatek przekazywano potem do odpowiednika polskiej KRRiT. We Francji abonament doliczony jest do podatku katastralnego, ale już w Niemczech, Danii czy Wielkiej Brytanii – podobnie jak w Polsce – jest to oddzielna opłata. Jak to więc możliwe, że odsetek osób, które uchylają się od płacenia abonamentu w tych krajach, zawsze jest jednocyfrowy? Brytyjczycy i Szwajcarzy przeważnie do pobierania pieniędzy należnych z abonamentu zatrudniają wyspecjalizowane w tym kierunku spółki. Zabawną, ale zarazem skuteczną praktyką wydaje się np. akcja przeprowadzana w trakcie piłkarskich mistrzostw świata, kiedy firma Capita (jedna z tego typu spółek w Wielkiej Brytanii) ustaliła ok. 30 tys. osób korzystających z odbiorników pomimo uchylania się od opłat. Jeszcze bardziej rozwinięte jest egzekwowanie opłat w Danii, gdzie DR (duńska telewizja publiczna) dysponuje pojazdami wyposażonymi w nowoczesny sprzęt, który może zlokalizować odbiorniki pobierające sygnał telewizji, dotąd niezarejestrowane w bazie spółki. Znajdują się w niej wszystkie odbiorniki osób opłacających abonament. Osoba namierzona przez sprzęt zostaje ukarana wysoką grzywną, a sprawa może trafić nawet do sądu. Trudno się dziwić, że aż 92% Duńczyków płaci abonament RTV w terminie. Jest to tym ciekawsze, że w Danii opłaty te są zdecydowanie wyższe od polskich. Za kolorowy telewizor należy zapłacić 290 euro, za czarno-biały 180. Jeszcze więcej płacą Szwajcarzy – aż 300 euro. Do najniższych abonamentów RTV zaliczają się słowacki (35 euro), czeski i… polski. Ciekawym przykładem, z którym powinni się zapoznać polscy politycy, jest RTR – telewizja publiczna w Portugalii. W 1993 r. zrezygnowano tam z abonamentu i wprowadzono finansowanie budżetowe. Dekada problemów telewizji, która nie tylko regularnie przekraczała wyznaczony dla niej budżet, ale na dodatek nie realizowała misji spoczywającej na medium publicznym, zweryfikowała poglądy polityków na tę sprawę. W 2003 r. abonament w Portugalii przywrócono.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 7/2011 Eurogospodarki