Strona główna Archiwum Truskawkowe eldorado

Truskawkowe eldorado

0

Nie byłoby tego truskawkowego eldorado w gminie Czerwińsk nad Wisłą (powiat płoński, Mazowsze), gdyby w okresie zbiorów nie zjawiali się tu tłumnie pracownicy z Ukrainy. W tym roku oficjalnie zatrudnionych jest ich ok. 1,4 tys. Dwa lata temu pracowało 3,5 tys. (gmina ma 7,5 tys. mieszkańców), ale wiosenne przymrozki obniżyły tegoroczne plony i plantatorzy sobie radzą przy mniejszej liczbie zbieraczy.
W latach 70. i 80. w rejonie Czerwińska funkcjonowało tzw. zagłębie malinowe. Dramat rozpoczął się już w latach 80., gdy do uprawy malin włączyli się Serbowie (jeszcze w ramach Jugosławii). Tamtejszy klimat dobrze wpływał na smak i wygląd owoców, a w rejonie Płońska niewiele czyniono, aby polskie plantacje prowadzić bardziej nowocześnie.
Truskawki w sołectwach gminy Czerwińsk uprawia już inne pokolenie rolników niż to, które doznało malinowej porażki. Plantacje prowadzone są nowocześnie, po trzech latach od założenia są likwidowane i po wynawożeniu pola (zazwyczaj zielonym nawozem w postaci gorczycy) ponownie zakładane. Dzięki takiej zmianowości nie dochodzi do nadmiernego zachwaszczenia, nie pozwala się na rozwój chorób i szkodników.
Część rolników zaczyna powracać do malin, bo obecne odmiany plonują od lipca do jesiennych przymrozków, a więc po truskawkowych „żniwach”. W niektórych wioskach – tam, gdzie gleby są lepsze – modna staje się uprawa kalafiorów i kapusty. Dzięki malinom i warzywom przyjeżdżający na zbiory truskawek Ukraińcy czy Białorusini mają co robić do późnej jesieni. Zgodę na pracę w rolnictwie otrzymują zazwyczaj na pół roku. Zimą, jak tłumaczy pewien młody rolnik, występuje do Powiatowego Urzędu Pracy w Płońsku o zgodę na zatrudnienie obcokrajowców w rolnictwie. Wysyła ją do znajomych ukraińskich partnerów. Z taką zgodą udają się oni do polskich konsulatów i uzyskują wizy. Po przyjeździe do Polski mają obowiązek meldunkowy i podpisywana jest z nimi umowa o dzieło lub o pracę. Rolnicy zatrudniający sezonowo kilkudziesięciu obcokrajowców nie mogą sobie pozwolić, by pracowali oni na czarno. Najbardziej pracowici zarabiają przy truskawkach dziennie po kilkaset złotych, co daje im – po przeliczeniu na dolary – kwoty równe tygodniowym lub nawet miesięcznym zarobkom na Ukrainie lub Białorusi.
JERZY GMURCZYK
Cały artykuł w numerze 7/2011 Eurogospodarki