Do naszej redakcji wpływa wiele spraw zadłużonych lokatorów, również z Warszawy, z prośbą o interwencję. Jako radna zajmuje się pani problemami mieszkaniowymi w jednej z najbogatszych dzielnic w Polsce. Z jakimi problemami przychodzą do pani mieszkańcy?
– Główny problem to ekstremalnie wysoki czynsz, jaki muszą płacić lokatorzy prywatnym właścicielom, którzy odzyskali swoje kamienice. Kolejną odczuwalną bolączką mieszkańców, choć już w mniejszym stopniu, jest czynsz, jaki płacą za mieszkania komunalne do kasy miasta. Efektem takiej sytuacji jest rosnące zadłużenie obu tych grup lokatorów i jeżeli w przypadku zajmowania lokali należących do miasta dłużnik może jeszcze podjąć próbę negocjacji z urzędem, to w przypadku budynków należących do właścicieli prywatnych sprawa bezzwłocznie trafia do sądu w celu orzeczenia eksmisji niewygodnego lokatora.
Jakie są dalsze losy rodziny wykwaterowanej z zadłużonego lokalu?
– Eksmisji na bruk, jak wiadomo, w Polsce nie ma, ale to nie oznacza, że lokator nie może się na nim znaleźć. Jeżeli wykwaterowany spełnia wszystkie warunki uchwały, która obowiązuje w danym rejonie, to państwo ma obowiązek zapewnić mu lokal socjalny. Często zdarza się, że lokator zajmuje lokal dotychczasowy z wyrokiem eksmisyjnym przez bardzo długi czas z powodu braku odpowiedniego (spełniającego kryteria) lokalu socjalnego. Liczba zadłużonych rośnie znacznie szybciej niż liczba lokali socjalnych.
Mówi pani o spełnieniu warunków, czyli są też sytuacje, które dyskwalifikują osoby starające się o mieszkanie socjalne…
– Tak. Są to przypadki, w których osoba np. zamieszkiwała w lokalu bez tytułu prawnego lub użytkowała lokal niezgodnie z posiadanym tytułem prawnym i podnajmowała go bez zgody właściciela, czyli miasta. Do takich sytuacji dochodzi w kraju coraz częściej, bo ludzie najzwyczajniej chcą dorobić do pensji i nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swojego działania. Lokal socjalny nie może zostać przyznany także w przypadku, kiedy ktoś ma wynagrodzenie znacznie przekraczające górne limity obowiązujące w uchwałach. Ostateczne słowo w tej kwestii ma zawsze sąd.
Wtedy dany najemca wyrzucony zostaje na ulicę?
– Niestety tak. Ale zanim do tego dojdzie, otrzymuje na miesiąc lokal zastępczy. Po tym przejściowym okresie musi już sobie radzić sam.
Liczba toczących się postępowań o zwrot nieruchomości byłym właścicielom bądź ich spadkobiercom wyraźnie wskazuje, że liczba zadłużonych lokatorów będzie rosła…
– Tak. Tych spraw jest bardzo dużo w całym k raju. Niepokojący jest fakt, że niektóre z nich są mało przejrzyste, a mimo to nieruchomości przechodzą w prywatne ręce. Tak naprawdę teraz większość spraw rozpatrywanych przez sądy stanowią wnioski osób, które odkupiły prawa do roszczeń. Nabywcy tych praw nie są już sentymentalnie związani z daną nieruchomością i traktują ją jako zarobkowy kombajn. Na takim podejściu tracą oczywiście lokatorzy, którzy traktowani są przedmiotowo.
Można więc powiedzieć, że handel roszczeniami w tym przypadku jest mało etyczny?
– Tyko wtedy, kiedy ktoś deklaruje troskę o lokatorów, po czym wykwaterowuje ich hurtowo z powodu nagłej groźby zawalenia budynku, a następnie wyburza dom, żeby wybudować w jego miejsce np. nowoczesny biurowiec. Dla osób mieszkających przez całe życie w tych mieszkaniach jest to dramat. Protesty często na nic się tu nie zdadzą, bo ci lokatorzy nie mają pieniędzy na drogie kancelarie prawne czy ekspertyzy budowlane. Według mnie handel roszczeniami to rozbój w biały dzień.
Wracając do kwestii przejrzystości roszczeń o zwrot nieruchomości, to gdzie tu najczęściej występują niejasności?
– W większości przypadków prokuratury są tu największą kopalnią wiedzy na ten temat, bo trafia do nich wiele zawiadomień o działaniach, co do których zachodzi podejrzenie, że są podejmowane z pogwałceniem prawa. Wnioski do prokuratury składają niekiedy obie strony konfliktu, obciążając się wzajemnie. Często przedstawiane są dokumenty, które są trudno weryfikowalne.
Jak długo może jeszcze trwać ten roszczeniowy biznes?
– Termin zgłaszania wniosków o zwrot nieruchomości zabranych dekretem bierutowskim dawno już minął. Pozostały sprawy wszczęte, których nadal jest bardzo dużo. Często ciągną się latami, np. z powodu wykonywania nowych podziałów geodezyjnych, ustalania wysokości odszkodowań czy powoływania nowych świadków w sprawie. Są też odwołania od decyzji sądów, które wydłużają czas postępowania, bo wszystkie dotychczasowe czynności trzeba powtórzyć. Osobiście zajęłabym się kwestią regulacji sytuacji prawnej, w której podczas toczącego się postępowania zmienia się właściciel roszczeń. To należałoby przeciąć raz na zawsze, aby ludzkie losy nie przechodziły z rąk do rąk.
Dla wielu lokatorów czynszówek jak najdłuższy okres postępowania jest na rękę, bo dopóki sprawa w toku, właścicielem nieruchomości jest miasto…
– Dla tych osób, które wraz z budynkiem przejdą w ręce prywatne z pewnością tak, ale są też najemcy, dla których ślimaczące się postępowania są przeszkodą, gdyż z tego powodu nie mogą wykupić zajmowanych lokali w sąsiednich budynkach, bo powodem blokady jest oczywiście brak prawnej regulacji gruntów pod tymi budynkami w związku z toczącym się po sąsiedzku postępowaniem o zwrot nieruchomości.
Dziękuję za rozmowę.
Cały wywiad w numerze 6/2011 Eurogospodarki