Majątek Chodów, liczący ponad 1500 mórg, po wojnie został znacjonalizowany. Z uwagi na to, że gospodarstwo było zwarte i prowadzone wzorowo, nie podzielono go między okolicznych chłopów. Wkrótce we włościach Jasiukowiczów utworzono Stację hodowli buraka cukrowego. Po dołączeniu sąsiednich majątków gospodarstwo w Chodowie miało aż 3560 ha użytków rolnych.
Zapewne okres prosperity chodowskiej stacji trwałby nadal, gdyby nie upadek socjalizmu i likwidacja w 1992 r. państwowych przedsiębiorstw rolnych. Wprawdzie Chodów nie był typowym PGR-em, jednak postanowiono go sprywatyzować. Hodowlę buraka przeniesiono do Kutna, natomiast ziemia, budynki i inwentarz zostały wystawione na sprzedaż.
Oferta była zbyt duża, aby mogli z niej skorzystać okoliczni rolnicy. Zresztą w tej okolicy głodu ziemi raczej nie było. W roli kupców wystąpili dotychczasowi pracownicy z dyrektorem Czesławem Janickim na czele. Powołali spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością z udziałem prawie 80 osób o nazwie Gospodarstwo Nasienno-Rolne Bovinas Sp. z o.o. w Chodowie.
Chodów jest przykładem udanej prywatyzacji państwowego przedsiębiorstwa rolnego. Wypracowany wcześniej dorobek nie został roztrwoniony, a ludzie zachowali miejsca pracy. Pracownicza spółka osiąga dobre wyniki i jak najlepiej rokuje na przyszłość. Toteż z niepokojem, by nie powiedzieć z trwogą, przyjęto w Chodowie, podobnie jak we wszystkich dużych gospodarstwach bazujących na dzierżawach, plany ministra rolnictwa Marka Sawickiego zakładające odebranie 30 proc. areału dzierżawcom, stopniowe wygaszanie umów i w końcu całkowitą likwidację instytucji dzierżawy gruntów państwowych. Projekt ustawy znajduje się w Sejmie.
Na wykup ich nie stać. Także wśród okolicznych rolników nie widać nabywców gruntów agencyjnych. Nie ma głodu ziemi, rolnicy sami przychodzą i proponują sprzedaż swoich hektarów. W istniejącej sytuacji likwidacja dzierżaw byłaby wielkim błędem.
SATURNIN SOBOL
Cały artykuł w numerze 1/2011 Eurogospodarki.