Konsekwencją komercjalizacji jest prywatyzacja. Dlatego że komercjalizacja oznacza przeniesienie mechanizmów z prawa publicznego na prawo cywilne, czyli 100 proc. udziałów ma powiat czy miasto, a potem pojawia się prywatny współwłaściciel – i to się nazywa prywatyzacja pełna lub częściowa. Ale chcę podkreślić, że nikt nie mówi o prywatyzacji ochrony zdrowia, ponieważ zgodnie z artykułem 68 ust. 2 Konstytucji, świadczenia finansowane ze środków publicznych muszą i będą zawsze w zakresie odpowiedzialności państwa, więc my nie mówimy o prywatyzacji zadań, tylko o prywatyzacji wykonywania zadań z zakresu ochrony zdrowia.
To małe słowo „wykonywania” kompletnie zmienia pole gry. To oznacza, że ten szpital, który zostanie skomercjalizowany czy sprywatyzowany, nadal wykonuje zadania z zakresu publicznej ochrony zdrowia i jest dostępny dla wszystkich. Opowiadanie bzdur, że nastąpi prywatyzacja szpitala i przerobią go np. na hotel to nieporozumienie! Nic takiego nie może nastąpić, ponieważ biznes, o którym rozmawiamy, nazywa się „ochrona zdrowia”. To jest rynek bardzo gęsty. W Polsce jest większy od jakichkolwiek rynków przemysłowych (np. wydobywczo-górniczego), gospodarczych itd. Tu nie ma mowy o prywatyzacji ochrony zdrowia. Kto stawia taką tezę, ten straszy ludzi czymś, czego nie ma.
Natomiast z drugiej strony myśl, że państwo będzie dotować coś, co jest niesprawne, co wydaje za dużo pieniędzy, jawi się jako identyczny absurd – bo dlaczego obywatele mają do tego dopłacać? System musi być oparty na takim założeniu, że zachowanie odpowiednich standardów i dostępności służby zdrowia podlega kontroli państwa i regulacji publiczno-prawnej, co stanowi gwarancję dla obywateli, którzy nie są różnie traktowani w zależności od tego, kto jest operatorem danej placówki czy nawet jej właścicielem. Różne rzeczy można sprywatyzować, można sprywatyzować mechanizmy zarządzania szpitalem, czyli wynająć firmę operatorską, i można sprywatyzować majątek danej placówki – czego zazwyczaj się nie robi, chyba że ktoś widzi w tym sens.
Ważnym problemem w rozmowie o prywatyzacji zadań z zakresu ochrony zdrowia są decyzje, które dzisiaj zapadają, a będą obowiązywały przez 30 lat – bo taki jest mniej więcej okres kontraktów zawieranych z prywatnymi operatorami. Do tego publicznego sektora ochrony zdrowia musi wejść normalne myślenie o szpitalu jako o przedsiębiorstwie medycznym, oczywiście z misją, ale o przedsiębiorstwie. Musi być racjonalizacja kosztów, odpowiednie zarządzanie, a więc wszystkie te czynniki, które powodują, że wiemy jak wygląda standardowy szpital i czy łóżko oddziału specjalistycznego obsługuje w ciągu roku np. 50 osób czy dwie – i łatwo sprawdzić opłacalność utrzymania takiej placówki. I teraz, jeżeli mamy szpitale i oddziały, które tylko są bądź stanowią miejsce zatrudniania krewnych i znajomych – bo zazwyczaj szpital jest największym pracodawcą w powiecie – to ja, jako podatnik, do tego dopłacać nie chcę. Dlatego potrzebny jest system, w którym mamy konkurencję wśród świadczeniodawców i pieniądze idą za pacjentem, a nie podmiotowo do wszystkich szpitali po równo. Wtedy zaczynają się procesy, gdzie widać, które szpitale są lepsze, a które gorsze, które placówki mają na siebie pomysł, a które nie mają. W następstwie mamy do czynienia ze zdrowym procesem eliminacji pewnych obiektów czy instytucji z tego rynku. I to jest dobre, dlatego że być może nie ma potrzeby, aby przy jednej szosie powiatowej co 10 km był szpital. Tylko który zlikwidować?
To nie może być decyzja polityków czy partii rządzącej na danym terenie – to ma być decyzja pacjentów, którzy decydują o tym, korzystając z danego szpitala. Służba zdrowia nie musi być realizowana w państwowych czy komunalnych placówkach. Może być świetnie prowadzona w prywatnych lub oferowanych przez prywatne firmy szpitalach. Chcemy, żeby system pozostał w sferze odpowiedzialności publiczno-prawnej, żeby to władze odpowiadały za standardy.
źrodło: Eurogospodarka 11/2010