Przeciwnicy górnictwa – a w naszym kraju ich nie brak – twierdzą, że polski model węglowy to relikt rodem z XIX w. Zwolennicy fedrowania „czarnego złota” za wszelką cenę wszystko zasłaniają „bezpieczeństwem energetycznym kraju”. Prawdy należy szukać gdzieś po środku.
Sceny z życia węglowego
Koniec lata 2013 r. Właśnie pojawiła się wiadomość, że Centrala Zaopatrzenia Górnictwa postawiła wniosek o… ogłoszenie upadłości Kompanii Węglowej SA. Chodzi o niezapłacony rachunek niewielkiej wartości. – Bzdura. Chcą się dowartościować. Nic z tego nie będzie… – mówi prominentny urzędnik z KW SA.
Centrala Zaopatrzenia Górnictwa mieści się w Katowicach przy ul. Powstańców 17. Kompania ma siedzibę… niemal dokładnie po drugiej stronie ulicy, pod numerem 30. Przez kilka lat nie mogły się dogadać w sprawie niewielkiej wierzytelności!
W połowie 2014 r. trzeba było zakończyć działalność należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego KWK Kazimierz-Juliusz, ostatniej kopalni węgla kamiennego na terenie Zagłębia. Kopalnia zupełnie nieopłacalna mimo znacznych zasobów surowca. Ale trzeba było go wybierać ręcznie, bo w chodnikach o blisko 50-stopniowym nachyleniu nie chciały pracować maszyny. Ludzie chcieli.
Kopalnia miała zakończyć wydobycie z końcem września 2014 r., ale rząd postanowił, że będzie fedrowała do wyczerpania złóż. Postanowiono również o jej przejęciu przez państwową Spółkę Restrukturyzacji Kopalń. 586 miejsc pracy w Sosnowcu uratowano. Na jak długo?
Ale to nie wszystko, to tylko czubek góry lodowej. Położona w dzielnicy Kazimierz kopalnia to także: mieszkania zakładowe, żłobki i przedszkola, to system usług powiązany z KHW bardziej lub mniej bezpośrednio. Wraz z zamknięciem kopalni to wszystko runie. Kto będzie płacił za mieszkania zakładowe? Kto je wykupi? Znikną też dzielnicowe sklepiki…
Ale budżet państwa wziął na siebie pokrycie zobowiązań Kazimierza-Juliusza w wysokości ok. 120 mln zł i kosztów likwidacji, szacowanych na 160 mln zł – w sumie 280 mln zł. To koszt dla nas wszystkich.
Zarząd Kompanii Węglowej SA w połowie 2014 r. informował, że weszło w życie porozumienie zawarte z gwarantami programu obligacji, w sprawie emisji nowej serii w dwóch nieodnawialnych subtranszach z terminem wykupu przypadającym na 30 czerwca 2017 r. i 29 czerwca 2018 r. Łączna wartość programu emisji nowych obligacji pozostaje na poziomie 1 mld 230 mln zł, więc nie zmienionym wobec Umowy Emisyjnej z 18 października 2013 r. Celem nowej emisji obligacji jest finansowanie bieżącej działalności Kompanii, w tym finansowanie nakładów inwestycyjnych i kapitału obrotowego.
– Presja czasu powodowała, że osiągnięcie tego porozumienia było podstawowym i najpilniejszym zadaniem w procesie restrukturyzacji naszego zadłużenia finansowego. Teraz musimy zrobić wszystko, by zarobić pieniądze na wykup wyemitowanych obligacji. Doraźnie skupiamy się na uruchamianiu prostych rezerw optymalizujących koszty działalności spółki – renegocjacji kontraktów z kontrahentami, poprawy efektywności spółek zależnych. Pracujemy nad założeniami programu zwiększającego efektywność i wydajność produkcyjną każdego z oddziałów kompanii. Powołane zespoły robocze, z udziałem przedstawicieli związków zawodowych, wypracowują jak najmniej dotkliwe społecznie rozwiązania naprawcze dla firmy, które mają dostosować ją do realiów rynkowych – twierdził Mirosław Taras na łamach Wnp.pl, ówczesny prezes zarządu KW SA, odwołany… niedługo potem.
Z obligacjami też poszło nie tak. Bo obecnie rynek górnictwa węgla kamiennego w Polsce to niekończący się łańcuch długów, w którym dany podmiot raz jest wierzycielem, raz dłużnikiem. Odkładane płatności, pożyczki, obligacje, zastawy, monity i wezwania sądowe to w tym gronie „normalka”. Dlaczego tak się dzieje, skąd się bierze dysfunkcjonalność rynku węglowego?
– Cała polska gospodarka, poczynając od 1989 r., wkroczyła na tory rynkowe. Górnictwo zatrzymało się tuż przed progiem kapitalizmu, licząc, że mu się uda ze względu na owe „bezpieczeństwo energetyczne kraju”. Nie udało się i już się nie uda – tłumaczy znany ekspert węglowy, zastrzegając sobie anonimowość z racji pełnionej obecnie funkcji.
Jest kupiec, ale…
Od pewnego czasu trwają rozmowy dotyczące zakupu przez Węglokoks SA 6 kopalń z Kompanii Węglowej: Chwałowice, Jankowice, Marcel, Rydułtowy-Anna oraz Bobrek-Centrum i Piekary. Pierwsze 4 z nich leżą na terenie Rybnika, a KWK Marcel uchodzi za najbardziej opłacalną w całej Kompanii. A co z pozostałymi 9? Nie bardzo wiadomo, natomiast znane są słowa o tym, że w KW tylko 4-5 kopalń powinno kontynuować wydobycie…
Węglokoks to spółka ze 100-procentowym udziałem Skarbu Państwa, która od z górą 64 lat zajmuje się handlem węglem – w kraju i za granicą. Sprzedaż czy też wyprowadzenie owych 6 kopalń to zabieg bardziej księgowy niż rynkowy. Znów państwo – zatem my wszyscy – finansujemy górnicze operacje reorganizatorskie. Pierwszym kołem ratunkowym rzuconym KW było odkupienie przez Jastrzębską Spółkę Węglową KWK Knurów-Szczygłowice za 1,49 mld zł. To uratowało wypłaty w KW w III kw. 2014 r., ale podobno pozbawiło „14-tki” górników z JSW. Efekt krótkiej kołdry w górnictwie. Ale długo w ten sposób działać się nie da.
Rok 2015 przyniesie odpowiedź, czy pomysł z Węglokoksem wypali. Należy jednak wątpić w długofalowe powodzenie żonglerki finansowej między spółkami Skarbu Państwa.
MSP już płaci
„Małe i średnie firmy górniczego zaplecza tną zatrudnienie i koszty. Nie mają jednak złudzeń, że bez poprawy kondycji spółek wydobywczych, wielu z nich nie uda się uniknąć bankructwa. Zwłaszcza, że nie mogą liczyć na wsparcie ze strony instytucji finansowych, które bardzo nieufnie patrzą na ich działalność. Dla średnich firm pewnym ratunkiem staje się przebranżowienie i ekspansja na rynkach zagranicznych. Małe firmy w większości na takie działania szans nie mają” – pesymistycznie rokuje śląski portal Wnp.pl. Przekleństwem na Śląsku stały się odroczone na 60 dni płatności. W pierwszym rzędzie sięga po nie Kompania Węglowa, ale nie tylko ona. Przedsiębiorstwa z sektora MSP często nie dysponują zapasem gotówki pozwalającym przetrwać – bez wpływów z obrotu – przez kilka miesięcy. Stąd zwolnienia załogi nawet o 1/5. A chodzi z reguły o specjalistów, elektryków, ślusarzy, spawaczy z różnorakimi uprawnieniami, a nawet informatyków.
To wszystko nie stało się w jeden dzień! „Na koniec 2009 r. zobowiązania górnictwa na Śląsku sięgnęły 7,7 mld zł. Choć po 8 miesiącach tego roku to 6,8 mld zł, resort gospodarki nadzorujący branżę negatywnie ocenił zwiększenie o 366,8 mln zł zobowiązań na koniec sierpnia w porównaniu z tym samym okresem 2009 r. – pisała 4 lata temu »Rzeczpospolita«. – Zmniejsza się poziom zobowiązań długoterminowych z 1,73 mld zł w sierpniu 2009 r. do 1,48 mld zł na koniec sierpnia 2010 r. Płatności takie jak ZUS czy podatki regulowane są w terminie. Na pieniądze czekają za to dostawcy. Ale to także efekt rosnących należności kopalń – sięgają prawie 2 mld zł”.
Wśród zalegających z płatnościami wobec kopalń znaleźć – podobno – można także Węglokoks. Kopalnie zmniejszały zadłużenie, gdy tylko rysowała się możliwość wejścia na giełdę (czyli zdobycia rezerwy finansowej kosztem akcjonariuszy). Gdy tylko taka perspektywa oddalała się – długi znów rosły.
Jak uzdrowić polskie, a raczej śląskie, górnictwo węgla kamiennego? Przykład Lubelskiego Węgla wskazuje, że problem tkwi nie tyle w samym węglu kamiennym, ile w zarządzaniu kopalniami na Śląsku – przyzwyczaiły się one do życia na kredyt i wcale nie chcą z tego rezygnować!