Ministerstwo Finansów trzy miesiące temu zmieniło interpretację dotychczasowych przepisów dotyczących odprowadzania podatku od towarów i usług przez komorników i uznało, że usługi komornicze od 1 października będą obłożone VAT-em. A na początku września dotarł do kancelarii komorniczych „Projekt poradnika Ministerstwa Finansów dotyczący opodatkowania podatkiem VAT czynności wykonywanych przez komorników sądowych”. Jasno w nim jest napisane, że „w związku ze zwolnieniem usług komornika sądowego z obowiązku ich ewidencjonowania przy zastosowaniu kas rejestrujących (proces legislacyjny w toku) zasadniczym dokumentem wystawianym przez komornika dla potrzeb rozliczenia podatku VAT jest faktura”. „Co takiego?” – chórem pytają komornicy i oczywiście protestują. Dlaczego? Po pierwsze: komornicy nie rozumieją, jakie usługi mają niby świadczyć. Żartują sobie, że wierzycielowi świadczą usługę „odebrania długu”. A dłużnikowi? Usługę „uwolnienia od długu”? Po drugie: ministerstwo chce, aby komornik wystawiał faktury dla wierzycieli, dla dłużników i jeszcze faktury korygujące. Tego, jak to zrobić i ile to będzie kosztowało, widać urzędnicy fiskusa nawet sobie nie potrafili wyobrazić.
– Do kancelarii trzeba będzie zatrudniać fakturzystki – mówi Marta, pracownica administracyjna jednej z krakowskich kancelarii komorniczych.– Własnymi siłami nie da się tego wszystkiego ogarnąć.
– Trzeba też będzie faktury przesyłać dłużnikom i wierzycielom, i to listem poleconym. Koszt takiej przesyłki ze zwrotką – 5 zł. Oczywiście koszty korespondencji w postępowaniu egzekucyjnym pokryją dłużnicy – dodaje Jarosław Świeczkowski, komornik z Rumii i Wejherowa.– Trzeba jeszcze pamiętać, że faktury należy przechowywać, bo urzędy skarbowe mogą w każdej chwili zarządzić kontrolę.
Jak to może wyglądać w komorniczej kancelarii opisał (pół żartem, pół serio) na mojej stronie „Na kłopoty Kolińska” Paweł Pazdyga, jeden z łódzkich komorników. Jak przewiduje, w najgorszym przypadku będzie wystawiał rocznie 20 000 faktur. – Każda w dwóch egzemplarzach. Zatem 40 000 kartek A4. Czyli 80 ryz albo, jak kto woli, 16 pudeł papieru. Zwiększenie z dnia na dzień ilości dokumentów wytwarzanych przez kancelarie szacuje on na 50–60 proc.
Kartka A4 waży 4,37 g i ma grubość ok. 0,08 mm. Oznacza to, że rocznie wytworzę ok. 175 kg faktur, z czego połowę będę musiał przechowywać przez siedem lat (tak nakazują przepisy – red.). W siódmym roku będę zatem zapewne przechowywał około 600 kg papieru, co (przy przeciętnej nośności stropów 300 kg na mkw.) zajmie mi 2 mkw. biura, na których faktury spoczywać będą warstwą o grubości około pół metra.
Tak zdaniem Pazdygi będzie wyglądała sytuacja w kancelarii, która prowadzi ok. 2,5 tys. spraw. Ale są przecież tak zwane kancelarie-hurtownie, do których rocznie wpływa nawet ćwierć miliona spraw. – Przy 250 tys. spraw po jednym roku mamy jakieś 30 mkw. zaścielonych półmetrową warstwą makulatury. Te 30 metrów będzie zajęte przez faktury przez następne siedem lat. W skali kraju (mamy 5 mln spraw – red.) spodziewam się rocznie 8 mln kartek o łącznej wadze 350 ton. Na statystycznego komornika (w Polsce jest nieco ponad 1300 komorników– red.) przypadnie zatem produkcja jakiś 260 kg faktur rocznie. Ale już w siódmym roku to będzie około 2 t, z czego tonę trzeba trzymać pod ręką, bo można się spodziewać kontroli z urzędu skarbowego. Spyta pani o fakturę elektroniczną? – zastanawia się Pazdyga. Może zechcą jej wierzyciele. Jednak nie spodziewam się dłużników, którzy przylecą z oświadczeniami, że chcą fakturę e-mail, bo ekologia itp. Z tej ilości papieru można by wyprodukować milion 80-kartkowych zeszytów A4 i 8 milionów papierowych gołębi z napisem: „Minister Mateusz Szczurek jest The Best”.