Powstała w 1989 roku spółka Gros Pol zajmowała się modernizacją systemów ciepłowniczych, kotłowni węglowych na kotłownie opalane biomasą, olejem opałowym, gazem ziemnym lub koksowniczym. Założyciel i prezes zarządu Gros Pol, inż. Piotr Ossowski podkreśla: – W swojej pracy zawsze wykorzystywaliśmy najlepsze technologie, współpracując w harmonii ze środowiskiem. Ta dewiza stałą się naszym mottem. Dążyliśmy do tego, aby energia, która była produkowana przy użyciu naszych inwestycji, była czystą energią, przynoszącą jak największe zyski zarówno inwestorowi, jak i środowisku. Stosowane rozwiązania miały na celu zredukowanie szkodliwych gazów i ubocznych produktów spalania paliwa, a także wykorzystanie przy produkcji jak najwięcej energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych.
Duży ma zawsze rację
Właśnie Piotr Ossowski oddawał do użytku pierwszy w kraju kocioł na biomasę w komunalnej elektrociepłowni w Płońsku na Mazowszu. Inwestycja ta nieprzypadkowo otrzymała wsparcie finansowe Fundacji EkoFundusz, której założycielem i wieloletnim prezesem był prof. Maciej Nowicki, minister środowiska. Działalność Gros Pol była niejednokrotnie nagradzana nagrodami resortowymi, krajowymi, jak również europejskimi i światowymi. Unikatowe pomysły i sposoby wykonania projektów stawiały spółkę w czołówce europejskich, a nawet światowych spółek zajmujących się ekologią.
Wierząc w swoje możliwości, spółka podjęła się wykonania projektu oraz wybudowania nowoczesnego kotła według technologii wcześniej niestosowanej. Inwestycja została zrealizowana na zlecenie spółki Energetyka z siedzibą w Lubinie. Miejscem realizacji umowy była Huta Miedzi Głogów. Inwestycja polegała na wykonaniu kotła spalającego gazy odpadowe, powstające w wyniku wytopu miedzi. Gros Pol zmodernizował kocioł parowy i oddał do eksploatacji 16 lipca 2009 r. Został on poddany badaniom energetycznym, które potwierdziły wymagane parametry, a inwestycję odebrano bez zastrzeżeń.
W trakcie realizacji zwiększył się zakres koniecznych do wykonania prac, z uwagi na nieprzygotowanie przez zamawiającego odpowiednich systemów oraz urządzeń. To właśnie te dodatkowe prace wpływały na przedłużenie terminu realizacji inwestycji. Obecnie spółka Energetyka wyciąga z rękawa tamten terminowy „obsuw” jako przykład niesolidności spółki Gros Pol.
Schody przy drugim podejściu
Jeszcze w trakcie pierwszej inwestycji spółka Gros Pol podjęła się także modernizacji kolejnego kotła w Hucie Głogów. Konkurencji przy przetargu nie było, bo zadanie było dla wielu firm zbyt trudne. Poznańska firma miała już konieczne doświadczenie i dysponowała dokumentacją, która wskazywała, że zakres modernizacji kotła nr 6 miał być mniejszy niż w przypadku zmodernizowanego kotła nr 7. Firmie wręcz nie wypadało podwyższyć ceny za nowe zlecenie. Koszt inwestycyjny wyliczyła na kwotę ok. 21 mln zł.
Terminowy kłopot powstał już na starcie, bo Energetyka nie przekazała w umówionym terminie spółce Gros Pol właściwego kotła do rozbiórki. Zgodnie z pierwotnym planem rozbiórka kotła miała nastąpić w miesiącach zimowych, tak, aby prace spawalnicze, których nie można przeprowadzać w temperaturze poniżej +5º C przypadały na miesiące letnio-jesienne. Takie rozplanowanie prac pozwalałoby wykonać inwestycję w zadeklarowanym czasie. Przekazanie kotła K-6 do rozbiórki w lipcu 2009 r. spowodowało, że zaplanowane prace spawalnicze zostały przesunięte na okres zimowy. A zima wtedy była bardzo mroźna. O tym Energetyka w swoich roszczeniach już zapomina. Ponadto spółka Gros Pol musiała wykonać niezbędne prace dodatkowe: potrzebny był inny nawiew powietrza niż przy kotle nr 7, dozór techniczny zażądał dużo droższych i inaczej napędzanych zasuw (to bardzo drogie urządzenia), trzeba też było zmienić automatykę.
Wzrost kosztów modernizacji oszacowano łącznie na ok. 9 mln zł. Zwiększyły się więc koszty inwestycji, a pierwotnie ustalony termin jej wykonania stał się nierealny. Już od początku 2010 r. firma Gros Pol kupowała potrzebne urządzenia za własne środki, bo należąca do KGHM spółka przestała płacić. Poznańska firma miała jednak ustne zapewnienie, że podpisanie aneksu do umowy przedłużającego termin ukończenia inwestycji do 31 sierpnia 2010 r. jest możliwe. Wkrótce zarząd spółki Energetyka został zmieniony.
26 kwietnia 2010 r. prezes nowego zarządu Jan Siwek oświadczył, że takiego aneksu nie podpisze. Biorąc pod uwagę narosłe zaległości w stosunku do podwykonawców i brak chęci pokrycia dodatkowych kosztów przez Energetykę, zarząd spółki Gros Pol został zmuszony do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości firmy już w maju 2010 r.
Dziennikarskie śledztwo
Inż. Andrzej Charuba, były już dyrektor ds. remontu i inwestycji, poproszony o ocenę prac wykonanych przez spółkę Gros Pol, w której w spornym okresie nadzorował prace wykonywane w Energetyce, nie miał żadnych zastrzeżeń. Dostrzegał realny wzrost kosztów i podkreślił, że wykonywanych przez nią prac nie chciały podjąć żadne inne firmy działające na polskim rynku. W jego opinii ówczesny zarząd Energetyki, wykazując niechęć do podpisania aneksu, doprowadził do znacznego podwyższenia kosztów inwestycji oraz wydłużenia terminu jej oddania do użytku o kilka miesięcy. Zamiast mieć gotowy kocioł na koniec sierpnia 2010 r., odbierał go pod koniec marca 2011 r.
Wieść o zainteresowaniu się dziennikarza sporem między spółkami Gros Pol a Energetyką dotarła do prawnika tej drugiej firmy. W rezultacie autor artykułu otrzymał kilkustronicowe wyjaśnienie i uzasadnienie postępowania ówczesnego zarządu Energetyki. Z otrzymanego dokumentu dowiedział się m.in., iż opisana podwyżka kosztów modernizacji była zbyt duża. „Wskazać należy, iż Gros Pol Spółka z o.o. w upadłości próbuje różnymi sposobami wywrzeć nacisk na opinię publiczną (media) oraz organy władzy państwowej celem uzyskania nieuzasadnionych korzyści kosztem spółki Skarbu Państwa” – zaznaczył prawnik reprezentujący spółkę Energetyka. Dokument sugerował, iż właściciel spółki w upadłości, wykonawca prac, Piotr Ossowski chce odrzeć ze skóry państwową firmę należącą do KGHM. „Biedna” państwowa spółka matka szczyci się wykopaniem w Chile w głąb ziemi za pieniądze zarobione w Polsce kilometrowej odkrywki. Poznański „krezus” musi w rzeczywistości wyrzucić na przysłowiowy bruk ok. setki znakomitych polskich fachowców, bo nie ma z czego im płacić.
Państwowe pieniądze topione w Chile przez giganta są OK. Walka o przetrwanie polskiego prywatnego przedsiębiorcy – to kradzież. Dlaczego? Bo ten drugi jest mały.