Strona główna Finanse Alaska czeka na Polaków

Alaska czeka na Polaków

0
Alaska czeka na Polaków

Jedna trzecia budynków mieszkalnych w zachodnich Niemczech to jedno – lub dwurodzinne domy wybudowane w latach 1950–1978. Wówczas gwarantowały ich mieszkańcom spokój, komfort i bezpieczeństwo finansowe. Dzisiaj to, co kiedyś wydawało się dobrą inwestycją, jest studnią bez dna.
W wielu miastach i miasteczkach straszą pustostany z pozabijanymi oknami
i zdziczałymi ogrodami. Nikt nie jedzie drogą, która prowadzi do takiego miasta. Doszło do tego, że pieniądze ze sprzedaży domu czasem nie wystarczają na to, by opłacić swoje miejsce w domu spokojnej starości do końca życia.
Powrót do miast
Dlaczego ludzie uciekli do wielkich miast? Bo dziś żyją inaczej niż 40 – 60 lat temu. Przede wszystkim dłużej pracują, więc wszystkie ważne potrzeby chcą zaspokajać w zasięgu ręki. Po pracy chcą iść na piwo z przyjaciółmi, do kina, teatru, na koncert. Na dodatek miasta dbają o wysoką jakość życia swoich mieszkańców. Mają doskonale rozwinięte sieci transportu zbiorowego, przestrzeń publiczna jest piękna i zadbana, z terenami zielonymi i miejscami do rekreacji. Długi czas i wysoki koszt dojazdu (spowodowany m.in. ceną paliwa) to następne minusy życia na przedmieściach. Stare budynki nie spełniają też współczesnych potrzeb, a koszty adaptacji są zbyt wysokie. Wielu ekspertów z dziedziny urbanistyki dostrzega dużą skalę dewaluacji tradycyjnych obszarów z zabudową jednorodzinną. Największą w słabo rozwiniętych gospodarczo miastach, np. Cuxhaven w północno-zachodniej Saksonii, w którym 27 proc. mieszkańców ma co najmniej 65 lat. Do 2030 roku liczba mieszkańców Cuxhaven, którzy mogą być zainteresowani kupnem mieszkania, spadnie z 50 tys. do 39 tys. Z 6 tys. domów jednorodzinnych, które trafią na rynek wtórny, 2,1 tys. nie ma praktycznie szans na sprzedanie.
Stop dla zezwoleń budowy
To, co teraz obserwujemy w Saksonii, w niedalekiej przyszłości będzie się dziać również w lepiej rozwiniętych regionach i to w całej Europie. Dlaczego więc mimo niekorzystnych prognoz demograficznych gminy nadal udzielają zezwoleń na zabudowę coraz to nowych działek? Zezwolenia wydaje się nawet na obszarach zacofanych gospodarczo. Tymczasem nowe inwestycje na tzw. zielonych łąkach wymagają ze strony gminy dużych nakładów finansowych: w sieć, drogi, nowe szkoły i przedszkola. To drenuje gminne budżety. Na dodatek inwestycje na przedmieściach w przeliczeniu na jednego mieszkańca są znacznie droższe niż w aglomeracji.
W Nordhalben – na północy Bawarii, jednego z najzamożniejszych landów niemieckich – 85 z 820 domów stoi pustych. Do niedawna miasto zamieszkiwało 3 tys. ludzi, dzisiaj jest ich 1,9 tys. Gdy wymrą starzy, nie będzie nikogo, kto zajmie ich miejsce. W 1994 roku przejechał przez miasto ostatni pociąg.
Brak ludzi to i brak pieniędzy. Większość dotacji dla gmin jest pochodną liczby mieszkańców. Na bieżącą działalność gmina Nordhalben musiała zaciągnąć kredyt w wysokości 3,5 mln euro. Teraz ma problem ze spłatą. Gdyby gmina była spółką handlową, to mielibyśmy do czynienia z klasycznym przypadkiem niewypłacalności, a gmina musiałaby ogłosić upadłość.
Dlaczego dzieje się to w landzie cieszącym się największą siłą nabywczą, najwyższym wzrostem gospodarczym oraz najniższą stopą bezrobocia? Bo nie wszyscy w Bawarii sobie równie dobrze radzą. Według analityków Szwajcarskiego Instytutu Prognoz, w Bawarii występują największe dysproporcje międzyregionalne. Podczas gdy z terenów wiejskich północno-wschodniej Bawarii wciąż ludzie uciekają, w Monachium rośnie liczba mieszkańców, a ceny mieszkań szybują w górę.
Na subsydia za późno
Skutki procesu reurbanizacji obrazuje także proces dystrybucji dochodów. Trzy czwarte ze wszystkich regionów, w których przybywa mieszkańców to przede wszystkim duże miasta.
W Starnberg (na obrzeżach Monachium), gmina ma do dyspozycji dochód w wysokości 157 proc. średniej krajowej. Natomiast w Uecker-Randow, wsi w północno-wschodnim regionie kraju, już tylko 73 proc. średniej krajowej. Miasta cieszą się wyższymi wpływami z podatków, natomiast w kasach obszarów wiejskich brakuje pieniędzy.
Część ekspertów uważa, że nie ma sensu pompować pieniędzy w wymierające regiony. Rozwiązanie widzą w tworzeniu atrakcyjnych kurortów – spokojnych z dostępem do natury oraz z infrastrukturą na najwyższym poziomie. Obszary takie mogłyby być idealnym miejscem dla emerytów – nie tylko niemieckich. Inny ratunek, to łączenie się gmin wiejskich i tworzenie czegoś na kształt związku gmin. Pewnie to nie wstrzyma procesu wyludniania się obszarów wiejskich, ale zdecydowanie obniży koszty administracyjne.
Bogactwo przyciąga
Wyludnia się nie tylko Europa. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. Choć tak jak obszar, tak skala zjawiska jest inna. Inne są też pomysły na radzenie sobie z problemem.
W Ameryce ludzie skłonni są zapłacić naprawdę duże pieniądze, aby zamieszkać
w wybranym przez siebie mieście. Do najdroższych należą Boston, Nowy Jork i San Francisco. Każde z nich daje duże możliwości rozwoju, znalezienia dobrze płatnej pracy oraz dostęp do kultury i rozrywki na najwyższym poziomie.
Zdecydowana większość miast amerykańskich musi jednak zachęcać potencjalnych mieszkańców do tego, aby pozostali lub zamieszkali w nich. Oferują zwolnienie od podatku, dopłatę do kredytu studenckiego, atrakcyjny staż lub wysoką dotację do mieszkania. Urodzeni między 1981 a 1997 rokiem – tzw. dzieci millennijne – stanowią obecnie najaktywniejszą generację, co czyni je atrakcyjnymi obywatelami, zwłaszcza dla miast, które próbują ożywić swoją gospodarkę.
Miasta prześcigają się w akcjach promocyjnych na portalach społecznościowych oraz
w mediach, żeby przyciągnąć do siebie specjalistów w wieku 25–34 lata.
Amerykanie przekupują
Co roku około miliona młodych opuszcza Columbus w stanie Ohio – 15. pod względem wielkości miasto USA. Obecność młodych odzwierciedla ogólną kondycję miasta, bo kluczem do wzrostu gospodarczego oraz rewitalizacji są młodzi specjaliści. Tymczasem zgodnie ze statystykami, tylko 6 proc. mieszkańców Columbus w wieku 25–34 lata posiada dyplom uczelni wyższej. Pomysł na kampanię „come – move – here” (przeprowadź się do nas) narodził się, gdy wyszło na jaw, że rosnące koszty życia i ceny domów na Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżu uniemożliwiają zakup nieruchomości ludziom młodym.
Najbardziej znanym na świecie przykładem miasta widmo jest Detroit w stanie Michigan. Opuszczone dzielnice, zniszczone budynki po dawnych fabrykach przygnębiają. Miasto uruchomiło program, który zachęca młodych specjalistów do przeprowadzki i osiedlenia się w nim. Program polega na tym, że płaci się wybranym kandydatom za przejście do pracy
w przedsiębiorstwach i organizacjach non profit mających swoje siedziby w Detroit. Jest nadzieja, że napływ świeżych talentów się utrzyma, co pozwoli przywrócić miasto do życia.
W przypadku Alaski problem wyludniania dotyczy całego stanu. Władze zdecydowały się wypłacać mieszkańcom roczne dywidendy od przychodów ze sprzedaży takich minerałów, jak: złoto, platyna, rudy miedzi czy cynk oraz gazu ziemnego i ropy naftowej. Najniższą indywidualną kwotę dywidendy wypłacono w 1984 roku i było to 331,29 dol., a najwyższą w wysokości 2072 dol. w 2015 roku. Aby mieć prawo do dywidendy, trzeba mieszkać na Alasce przez rok, być niekaranym i przebywać na terenie stanu przez co najmniej 190 dni w roku kalendarzowym. Władze są przekonane, że to dobra inwestycja w obecną i przyszłą populację mieszkańców.
Z kolei Chattanooga w stanie Tennessee szybko staje się centrum dla maniaków internetowych. Miasto niedawno określono mianem GigCity. Jest pierwszym miastem zachodniej półkuli, które posiada Internet z prędkością gigabita na sekundę dostępny w każdej części miasta. Chattanooga wdrożyła program motywacyjny GeekMove, którego celem jest wsparcie firm komputerowych zainteresowanych przeniesieniem biznesu do miasta, a co za tym idzie ściągnięciem młodych ludzi z potencjałem.
Słynące z majestatycznego wodospadu miasto Niagara też stara się przyciągnąć młodszą populację. Program Rozwoju Społeczności Niagara oferuje ograniczonej liczbie absolwentów pomoc w spłacie kredytu studenckiego – dofinansowanie może wynosić do 7 tys. dolarów. Warunkiem pozyskania pomocy finansowej są dobre wyniki na dyplomie ukończenia studiów wyższych oraz przeprowadzka do miasta.
Która z metod przyniesie najlepsze rezultaty, okaże się z czasem. Nie ma wątpliwości, że potrzebne są działania długofalowe, które pozwolą załagodzić finansowe i społeczne skutki wyludniania się miast oraz całych obszarów. Może to też nowe szlaki dla emigrantów?
 
W 2014 roku mieszkańcy miast na świecie stanowili 54 proc. populacji. Dla porównania, w roku 1950 tylko 30 proc. Szacuje się, że do roku 2050 mieszkańcy miast stanowić będą już 66 proc. ludzkości. Pomimo tej tendencji niektóre miasta doświadczyły w ostatnich latach spadku liczby mieszkańców. Większość z nich zlokalizowana jest w krajach o niskich wskaźnikach dzietności głównie w Azji i Europie, ale również w Ameryce Północnej.
Niemcy mają jeden z najniższych współczynników dzietności (współczynnik określający liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym 15–49 lat)
w Europie – zaledwie 1,43 (poziom zapewniający zastępowalność pokoleń jest 2,1–2,15). W ciągu kilku ostatnich lat liczba ludności spadła o 770 tys. Niektóre badania sugerują, że za 50 lat może być o 17 mln Niemców mniej, a jedna osoba na siedem będzie miała 80 lat. Starzenie się ludności drastycznie podnosi koszty opieki zdrowotnej oraz kwotę, którą trzeba przeznaczać na wypłaty emerytur.