Polacy z jednej strony czują pogardę dla mamony, a z drugiej widzą wokół potęgę pieniądza, co wzbudza w nich chęć posiadania go. Jak się pozbyć tych sprzecznych emocji?
Rzeczywiście jesteśmy trochę targani konfliktami. I – co śmieszne – większość ludzi myśli, że w kwestii pieniędzy podejmuje racjonalne decyzje. Tymczasem wcale tak nie jest. Pieniądz wywołuje silne emocje. Do tego stopnia, że – jak pokazują wyniki badań psychologów – jeżeli trzymając w dłoni pieniądze włożymy ją do lodowatej wody, dyskomfort wydaje nam się mniejszy. W innym badaniu śledzono przebieg fali mózgowych osób, które patrzyły najpierw na palenie papierków, a potem na palenie banknotów. Gdy ogień trawił pieniądze, fale mózgowe obserwatorów wskazywały bardzo wysoką aktywność.
Skoro emocje przypisane są do pieniędzy, jak chociaż pozbyć się wewnętrznego konfliktu z nimi związanego?
Za pieniądze można spełniać rozmaite swoje potrzeby i można realizować różne wartości, którymi w życiu się kierujemy. Problem polega na tym, że my nie do końca mamy te sprawy z pieniędzmi poukładane. Mówimy, że pieniądze są złe, brudne, że świat bez pieniędzy byłby lepszy. Tymczasem to tylko środki do realizacji celów. Co z pieniędzmi robimy, zależy od nas. Ja na przykład, jeżeli będę miała dużo pieniędzy, będę mogła dzięki nim więcej dobra uczynić. Dla mnie to, czy być dobrym człowiekiem, czy mieć pieniądze, to nie jest konflikt. Dla mnie pytanie jest takie: jak, mając duże pieniądze, być dobrym człowiekiem?
Czy Polacy, którzy mają pieniądze, są dobrzy?
Pracuję z ludźmi, którzy mają pieniądze i którzy ich nie mają. I jedni sobie z tym radzą, a inni – nie. Sama kiedyś pracowałam w korporacji i zarabiałam dobre pieniądze. Po czym poszłam na swoje i nagle nie zarabiałam. Ta sama Ewa, z tymi samymi zasobami, umiejętnościami – tam dawałam radę, tutaj nie. I to był pierwszy impuls, który mi pokazał, że dzieje się coś ciekawego. Bywam na szkoleniach sprzedażowych, w których uczestniczą osoby z sześcioma zerami na koncie. Zadziwia mnie, jak często mówią o sobie, że nie są zamożne. Są przekonane, że byłyby bogate dopiero wtedy, gdyby miały więcej niż ktoś, z kim się porównują, albo gdyby miały coś innego – na przykład dużo wolnego czasu. I co zaskakujące, zgodnym chórem powtarzają, że brzydzą się sprzedażą. Wracając do pytania, czy bogaci Polacy są dobrzy – czytałam ostatnio informację o tym, że szpital otrzymał milionową dotację od nieznanego darczyńcy. Więc są ludzie, którzy mają pieniądze i nie umieją z nich korzystać oraz są tacy, którzy mają i potrafią ich używać – dla swojego dobra, a także innych.
Jakie problemy życiowe ściągają na nas pieniądze?
Naszych wewnętrznych konfliktów do końca sobie nie uświadamiamy. Rozpoznajemy je dopiero, gdy zrobimy coś, co nas samych zaskakuje albo wydaje nam się głupie. Znam historie osób, które, zarabiając duże pieniądze, nie wiadomo dlaczego zawsze trafiają na nieuczciwego wspólnika i tracą fortunę. A jak już wspólnik okaże się uczciwy, to nagle przez awarię w biurze lub w domu muszą wydać poważne pieniądze na remont. Pieniądze były i już ich nie ma. Rozmawiam z tymi ludźmi i przyglądam się im. Poznałam pana, który pochodził z dobrego inteligenckiego domu. Jak wiadomo, w latach minionych inteligenckie domy bogate nie były i bogactwo nie należało tam do dobrego tonu. A jemu powiodło się w biznesie. Problem polegał na tym, że pieniądze parzyły go w ręce. Uważał je za coś brudnego. Cała jego podświadomość pracowała nad tym, by pozbyć się niedobrych pieniędzy. Potem uświadomił sobie, że za tym wszystkim kryła się pewna wartość wpajana mu przez rodziców od dzieciństwa. Tą wartością była skromność. Gdy zadał sobie pytanie: jak mogę mieć pieniądze i być skromny, nagle, jak za dotknięciem różdżki, niechęć do bogactwa ustąpiła. Przestał też roztrwaniać swoje ciężko zarobione pieniądze. Brzmi to trochę nieprawdopodobnie, ale również przestały mu się wydarzać dziwne przypadki losowe, wskutek czego tracił pieniądze.
Najpierw trzeba dostrzec nieuświadomiony konflikt?
Zauważyć go jest dosyć łatwo. Są to takie momenty jak ten: zarabiam dużo, ale spina mnie sprzedawanie, które jest źródłem moich wysokich dochodów. Albo jestem bogata, ale nie przyznaję się do tego w swoim otoczeniu. Znam na przykład zamożną już warszawiankę, która, gdy jechała w odwiedziny do swego rodzinnego miasta, parkowała samochód kilka przecznic od domu rodziców, bo się wstydziła, że ma lepiej niż rodzina, i się bała, że ludzie będą jej zazdrościć i się mścić. Albo, obiektywnie patrząc, mam wiele. Ale ciągle się boję, że to stracę, z bólem serca wydaję na siebie najmniejszą złotówkę. Co jest nie tak? Trzeba wtedy zadać sobie pytanie.
Albo na przykład zarabiam dużo mniej niż moja praca jest warta, ale nie umiem rozmawiać o pieniądzach. Idę na spotkanie z wyliczoną stawką. Planuję zażądać 500 złotych za wykonanie zadania, a podczas spotkania mówię 150. Albo należę do ludzi, którym systematycznie zdarzają się dziwne historie: nieuczciwy wspólnik, ktoś mnie okrada, ciągle coś się takiego wydarza, co pozbawia mnie pieniędzy. To sygnał za sygnałem, że coś jest nie tak. Gdy już uświadomimy sobie problem, zaraz potem dokładnie trzeba mu się przyjrzeć.
Jesteśmy w stanie sami dostrzec problem?
Bardzo często nasze otoczenie daje nam znaki. Trzeba tylko na nie zareagować. Na przykład ktoś mi mówi: jesteś taka mądra, a tak mało zarabiasz. Albo: harujesz jak wół, a ciągle nie masz z tego pieniędzy. To są bardzo jasne sygnały, które wystarczy odebrać i odczytać. A potem można samemu pracować nad świadomością, ale wiadomo – w grupie zawsze raźniej.
Co się zdarzy, kiedy pójdziemy do specjalisty?
Będziemy przyglądać się temu, co nie gra, i patrzyć na to, co się za tym kryje. Czy to jest jakieś przekonanie, czy konflikt wartości? Szukamy. Najlepiej do tego, moim zdaniem, wykorzystać coaching, bo jest nastawiony na szybkie rozwiązania, które od razu poprawiają sytuację. Przy pieniądzach, które mocno wiążą się „z zasługiwaniem”, „byciem niedocenionym”, myśleniem – „nie zarabiam, bo uważam, że jestem nic niewarta, a jestem nic niewarta, bo coś tam…”, niektórzy decydują się na terapię. Ale każdy człowiek jest inny i czego innego potrzebuje.
Jak trening wygląda? Czy to jest jedna rozmowa, czy kilka?
Czasami wystarcza jedna rozmowa. Ktoś widzi, o co chodzi, zyskuje nowe przekonanie i wychodzi, aby sprawdzić, jak działa mu się z tym nowym przekonaniem w życiu. A czasami potrzeba więcej czasu – wszystko zależy od osoby i problemu.
Powieszenie sobie pozytywnych haseł na lodówce i powtarzanie ich pomaga zmieniać nasze nastawienie?
Nie wierzę w skuteczność powtarzania złotych maksym, które zmienią nasze nastawienie. Jeżeli mamy konflikt wewnętrzny i zaczniemy powtarzać afirmację, która stoi w sprzeczności z tym, co nam wpajały najważniejsze dla nas osoby, gdy mieliśmy na przykład cztery lata, to możemy ciągle tej afirmacji nie uwierzyć. Chodzi o to, żeby znaleźć nieodkryte dotąd wewnętrzne głosy i potrzeby. Gdy wyjdą na światło dzienne, zobaczymy, o co nam chodzi, dlaczego i co jest ważne, wtedy zmiana sama się dokonuje. Oczywiście mogę zapisać sobie to odkryte przekonanie, żeby o nim pamiętać, ale nie działa to tak, że jak powtórzę tysiąc razy „będę bogata” albo „bogaci są dobrzy” to coś się zmieni.
Zdarzyło mi się prowadzić warsztaty, na których ludzie uczyli się lubienia sprzedaży. Zobaczyli, że oznacza ona kontakt z drugim człowiekiem, że nikt nie kupuje ich, tylko że mają coś do zaproponowania, a kupujący może powiedzieć tak – nie. Poczuli się lepiej. A jeżeli to źródło dzięki któremu żyją, no to fajnie.
Może to dobrze, że nie wszystkich można zaprzyjaźnić z pieniędzmi? Bo kto pracowałby w miejscach, gdzie mało się płaci?
Jeżeli ktoś wie, że dla niego walutą, która mu bardziej odpowiada niż pieniądze, jest poczucie bycia potrzebnym czy wspieranie innych, to osoby takie mogą z radością pracować jako nauczyciele czy pielęgniarki, choć w naszej gospodarczej rzeczywistości te zawody z góry są skazane na mniejszy prestiż finansowy. Ale, jeżeli reprezentanci tych zawodów wykonują je na zasadzie wyboru, to coś zupełnie innego niż bycie ofiarą systemu. W porządku jest, jeśli w tym, co robią, widzą swoją wartość, a nie niższą samoocenę.
A czy czasem nie wymyślamy jakiejś ideologii, nie szukamy wymówki, by usprawiedliwić to, że nie umiemy zarabiać pieniędzy?
Mamy prawo mieć tę wymówkę. Przez wiele lat w Polsce wszelkie odruchy przedsiębiorczości były karane. Sklep mojej babci za domiar (wysoki podatek) zabrała władza. Więc przekaz w mojej rodzinie jest taki, że prywatna działalność jest niebezpieczną zabawą. Szanuję to.
Dużo pracuje pani z kobietami. Czy konflikty wewnętrzne sięgają u kobiet głębiej?
Tak, bo od wieków kobiety były cenione za opiekuńczość. To był ich bezpłatny obowiązek. Pewnego razu odważna matka blogerka napisała w sieci, że od swojego męża dostaje premię na koniec roku za to, że zajmuje się ich dzieckiem. Pochwaliła się tym. Wcześniej była czynną zawodowo kobietą. Zaskoczyła mnie ilość hejtu, który dostała od kobiet. To nie panowie mieli do niej pretensje, dla nich było jasne – dobrze wykonywała pracę, z czegoś zrezygnowała, spotkała ją nagroda.
Tradycyjne wychowanie Polek pewnie pogłębia konflikt, o którym mówimy?
Oczywiście. W dzieciństwie jesteśmy nagradzane za bycie miłymi, usłużnymi, pomocnymi.
I bezinteresownymi finansowo?
I bezpłatnymi. Od wczesnego dzieciństwa dostajemy czytelny przekaz, że jeżeli weźmiemy za swą usłużność pieniądze, to dewaluujemy to, co robimy.
Na co narażone są jeszcze polskie kobiety?
Na to, że jeżeli staną się w związku tą lepiej zarabiającą stroną, ogarnie je strach, że wszystko się rozleci. Bez przerwy widzę, jak kobiety same sobie podcinają skrzydła w biznesie, bo się boją, że ceną za sukces będzie samotność i porażka na polu, które jest dla nich jednym z najważniejszych. To smutne. Kobiety inwestują w swą przyszłość masę czasu i energii, a potem robią trzy kroki w tył w obawie przed stratą czegoś ważniejszego.
Czy zarabianie dużych pieniędzy przez kobiety jest dobrze widziane w Polsce?
Nie. Kobiety, które dobrze zarabiają ciągle są uważane za – brzydko to nazwę – „zimne suki”. Kiedy nasz projekt nazwałyśmy „Jestem bogata”, pojawiły się bardzo skrajne opinie. Od takich „wow, ja też bym chciała tak myśleć” przez „no to macie urząd skarbowy na głowie” po „nie myślałam, że jesteś taką materialistką, tego się po tobie nie spodziewałam”. Kobieta, która głośno mówi, że chce być bogata i jest bogata, często naprawdę nie ma lekko.
Czyli mamy już drugi punkt zapalny. Jakie bariery jeszcze napotykają kobiety w Polsce?
Z jakiegoś powodu, mimo że jesteśmy równie dobrze wykształcone jak panowie, bardzo angażujemy się w pracę, zazwyczaj nie negocjujemy swoich stawek. Jesteśmy wdzięczne, że ktoś nam pracę pozwolił wykonywać, że ktoś nam ją dał. Wiele badań to potwierdza. Panowie negocjują. Oni idą do pracy po konkret, z zamiarem zarobienia pieniędzy. Panie idą do pracy bardziej z jakichś innych pobudek. To oczywiście generalizacja – istnieją oczywiście panowie, którzy działają podobnie do nas, ale oni mają mniejszy problem. Kobiety są już szczęśliwe z samego faktu, że mogą coś wnieść do świata. Pieniądze pozostają trochę obok.
Czy trening kobiet różni się w jakiś sposób od treningu mężczyzn?
Generalnie nie, choć bardzo specyficzne jest to, że kobiety lubią pracować w grupie. Panowie wolą sam na sam. Natomiast kobiety, kiedy słyszą, że inna kobieta też tak ma, nabierają chęci do działania. Zaczynają myśleć: „Ojej, to ja nie jestem jedyna”. To dzielenie się doświadczeniami bardzo je wzmacnia.
Czy kobiety oswoją się z pieniędzmi?
Myślę, że to się teraz dzieje. Około 10 lat temu kobiety ruszyły ku zmianom przekonań. Tak, jak w latach 60. mieliśmy rewolucję seksualną, która postawiła nas w zupełnie innym miejscu, tak teraz mamy nowy boom. Zaryzykuję twierdzenie, że to jest również rewolucja. Tym razem dotyczy ona roli pieniędzy w życiu kobiety.
Mężczyźni im w tej rewolucji nie przeszkodzą?
Dla mężczyzn nowa funkcja kobiety może być pewnego rodzaju ulgą. Oto pojawia się druga noga finansowa w rodzinie, zwłaszcza jeśli to nie jest na zasadzie wygrywania racji, tylko pracy dla wspólnego dobra. Ufam, że mężczyźni mogą kobiety bardzo wspierać.
Czas na receptę. Zacznijmy od kobiet.
Powinnyśmy zdać sobie sprawę z tego, że kariera zawodowa i życie rodzinne – to dwie odmienne rzeczy. Że pieniądze mogą pomóc zbudować związek lepszy, że kobieta bierze pieniądze za to, co wnosi do świata i że to nie jest niczym złym. Że można być troskliwym i jednocześnie za swoją pracę dostawać pieniądze.
Recepta generalna dla wszystkich Polaków?
Dajmy sobie i pieniądzom szansę. Pomyślmy: jesteśmy jednym z pierwszych pokoleń, które może sprawić, że nasze dzieci będą miały nowoczesny stosunek do pieniędzy. Dla mnie to jest historyczna chwila. Wciąż przecież jeszcze walczymy z przekonaniami z epoki komunizmu i z początku lat 90. Wtedy dużymi pieniędzmi dysponowała mafia. Teraz pierwsze pokolenia 30-latków zostają milionerami. Jest ich całkiem sporo i wierzę, że im się udało zarobić pieniądze w uczciwy sposób. To może być szansą dla naszych dzieci. Na to, że w następnych pokoleniach zaczniemy żyć w bogatym społeczeństwie, które wie, że nie wystarczy się nachapać dla siebie, że gdy mamy pieniądze, to możemy pomóc innym. To spowoduje, że polskie społeczeństwo zwyczajnie zrobi się szczęśliwsze.
Ewa Tyralik – trenerka umiejętności psychospołecznych rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, współwłaścicielka firmy Dojrzewalnia Róż, współautorka (wraz z trenerką i ekonomistką Izą Kaźmierczak) projektu Jestembogata.pl.