Kantory, które znajdziemy w cyberprzestrzeni, to internetowe kantory banków, internetowe kantory niezależne lub platformy wymiany walut. Działalność kantorów upowszechniła się i silnie rozwinęła po wprowadzeniu w 2011 roku tak zwanej ustawy antyspreadowej. Dzięki niej można samemu kupić na wolnym rynku walutę, w której zaciągnęło się w banku kredyt, i spłacać go, unikając na ogół kilkuprocentowego spreadu (różnica między kursem kupna a sprzedaży). Żeby klientom ułatwić spłatę kredytu z wolnej stopy, zniesiono prowizje i opłaty za aneksy do umowy kredytowej czy za założenie i prowadzenie technicznego konta walutowego służącego obsłudze kredytu. Wprowadzono też obowiązek wpisania do umowy widełek spreadowych. Od tej pory kredytobiorcy mogą bez zbędnych kosztów umarzać swój dług w walucie zadłużenia. Co ciekawe, to rynek wirtualnej waluty od początku zabiega o ścisły nadzór. Dla renomy i pozyskania zaufania w oczach klientów właściciele internetowych kantorów domagają się uregulowania swojego prawnego statusu. Coraz więcej kantorów stacjonarnych przenosi się do sieci. Korzystają z ich usług głównie przedsiębiorcy, turyści i kredytobiorcy, którzy spłacają zadłużenie w obcej walucie.
Wymiana bez pieniędzy
Kantory internetowe są proste w obsłudze. Wymiana walutowa odbywa się bezgotówkowo. Wystarczy posiadać konto bankowe rozliczane w złotówkach oraz konto walutowe. Konto walutowe działa na zasadach podobnych do złotówkowego, różnica polega tylko na tym, że gromadzone są tam środki w walucie obcej. Za jego pomocą można swobodnie dokonywać wpłat i wypłat, realizować przelewy krajowe i zagraniczne, a także zakładać lokaty walutowe. Konto walutowe jest zakładane oddzielnie i posiada swój indywidualny numer rachunku walutowego, na który przelewamy środki. Zazwyczaj nie jest oprocentowane. Wyjątek stanowi na przykład konto w mBanku, gdzie dolar i funt brytyjski na rachunku walutowym są oprocentowane 0,3 proc., euro – 0,1 proc. w skali roku. Nie płacimy tu też za otwarcie i prowadzenie konta oraz za kartę płatniczą. W PKO BP natomiast gromadzone na rachunku środki, a konkretnie dolary, korony szwedzkie, norweskie i duńskie, oprocentowane są na 0,1 proc. w skali roku, w BPH jest to 0,01 proc. w skali roku dla dolara, euro, franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego. Stopa oprocentowania jest zmienna, a odsetki dopisywane są w okresach rocznych. W niektórych bankach pobierane są opłaty za prowadzenie rachunku – to najczęściej kwoty w granicach od kilku do kilkunastu złotych, opłaty za wydanie karty w granicach od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych (np. mBank – 30 zł), miesięczne opłaty za kartę (np. Credit Agricole – 6 zł), opłaty za przelewy krajowe i zagraniczne w walucie (ING Bank Śląski – 40 zł). Są to stawki bardzo zróżnicowane. To, za co w jednym banku możemy nie zapłacić wcale, w drugim okaże się usługą drogą, dlatego warto skorzystać z internetowych porównywarek kont walutowych i stosownie do wykonywanych przez nas najczęściej transakcji dobrać odpowiednią dla siebie ofertę.
Konto walutowe nie jest wymagane, jeśli nie mamy zamiaru wypłacać waluty, a jedynie chcemy ją przesyłać np. na rachunek do spłaty kredytu. Są to najczęściej przelewy bezpłatne. E-kantory mają ściśle określone zasady współpracy z bankami, np. jak podaje Cinkciarz.pl: „W przypadku wpłat do Cinkciarz.pl w walucie obcej z zagranicy i z Polski, może zostać pobrana prowizja przez bank pośredniczący. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za opłaty pobierane przez zewnętrzne instytucje płatnicze i banki pośredniczące, których działanie jest niezależne od Cinkciarz.pl”. Poniżej tej deklaracji znajduje się jednak tabelka z dokładnym wykazem, w których bankach darmowo wyślemy i odbierzemy przelewy. Znajduje się tam większość dużych podmiotów funkcjonujących na polskim rynku, wśród wyjątków są np. płatne przelewy walutowe od mBanku do Cinkciarz.pl, wynoszą one 0,35 proc. kwoty przelewu, minimalnie 20 zł, maksymalnie 200 + 5 zł.
Rejestracja w domu
Żeby dokonać transakcji wymiany walut w sieci, zazwyczaj wystarczy kilka kroków. Rejestrujemy się w serwisie prowadzącym wymianę walut, podajemy podstawowe dane i numery rachunków, a potem już tylko wysyłamy określoną kwotę ze swojego rachunku złotówkowego do kantoru internetowego. Po zatwierdzeniu przez nas transakcji, kantor przekazuje nam na rachunek walutowy zakupioną przez nas sumę w wybranej walucie lub bezpośrednio na wskazany przez nas rachunek służący np. spłacie kredytu. Oczywiście możemy dokonać także transakcji odwrotnej – czyli sprzedać walutę. Konto walutowe trzeba otworzyć oddzielnie dla każdej waluty co oznacza, że jeśli przeprowadzamy transakcje w dolarach i frankach to musimy mieć dwa osobne konta.
Internetowy portfel
Wygodnym narzędziem jest tak zwany portfel, w którym możemy wirtualnie przechowywać walutę. Dzięki niemu o każdej porze dnia i nocy możemy kupić walutę w najkorzystniejszych cenach. Nie musimy czekać, aż dokona się przelew z naszego konta złotówkowego. Polega to na tym, że kantor po otrzymaniu od nas danej ilości złotówek przechowuje je na naszej, indywidualnej, wirtualnej platformie i w dowolnym, wybranym przez nas momencie wymienia je na wybraną przez nas walutę oraz umieszcza w naszej wirtualnej portmonetce, a my możemy te środki albo przesłać na walutowe konto osoby trzeciej albo trzymać i wymienić z powrotem na złotówki, generując przy tym zysk. Jest to skarbonka w gotowości. Tu nie musimy mieć konta walutowego, a możemy dokonywać transakcji walutowych.
Społecznościowe portale, bezpośrednie transakcje
Obcą walutę można też kupować i sprzedawać na społecznościowych portalach wymiany walut, gdzie każdy – jako osoba fizyczna lub firma – może określić kurs zakupu lub sprzedaży. System zgodnie z naszymi oczekiwaniami dobiera nam kontrahentów, a wtedy realizowana jest transakcja po najkorzystniejszym kursie wymiany. Pośrednikiem i gwarantem bezpieczeństwa jest obsługujący te transakcje portal. Portale społecznościowe na ogół są najtańsze: transakcja pomiędzy użytkownikami dokonywana jest najczęściej tylko z niewielką prowizją dla pośredniczącego portalu, np. 0,3 proc. – wymiana 1000 zł kosztuje nas 3 zł.
Drożej sprzedamy, taniej kupimy
By sprawnie i szybko porównać ceny walut w sieci, wystarczy skorzystać z automatycznej porównywarki. Uzyskamy zestawienie wszystkich ofert (kilkudziesięciu serwisów wirtualnej wymiany walut) i możemy wtedy wybrać tę najlepszą. Kantory internetowe działają 24 godziny na dobę. Transakcje trwają przeważnie od 15 minut do godziny. Kosztuje nas to więc na pewno mniej czasu niż w realu. Najczęściej nie trzeba uiszczać opłat za rejestrację w serwisie, ani za prowadzenie czy likwidację konta. Ja nie znalazłam żadnego portalu, który te opłaty pobiera. Kantory internetowe zarabiają na wielkości obrotu, a nie na spreadach, które są u nich minimalne, rzędu kilku lub kilkunastu groszy, gdy analogicznie w bankach i kantorach sięgają nawet kilkudziesięciu groszy. Prowizje są niewielkie średnio od 0,2 do 0,3 proc. i pobierane jednorazowo od transakcji. Porównując – w momencie gdy piszę ten tekst – ofertę jednego z kantorów internetowych i największego w Polsce PKO BP widzę, że w sieci za euro zapłacę 4,42 zł, a w banku 4,53 zł. Sprzedam euro odpowiednio: za 4,40 zł i 4,26 zł. W wirtualnym kantorze kupimy euro o około 10 groszy taniej, a sprzedamy około 15 groszy drożej. Te wielkości są nie bez znaczenia dla polskich frankowiczów, czyli około 600–700 tysięcy Polaków, którzy wdepnęli w kredyt we frankach szwajcarskich. Jeśli ktoś na miesięczną ratę wymienia przykładowo 600 franków, wybór miejsca zakupu waluty może decydować o oszczędności rzędu 50–60 zł miesięcznie. A ponieważ kredyt hipoteczny towarzyszy nam przez 25–30 lat, w sumie na korzystnych wymianach można zaoszczędzić nawet około 20000 zł!
Żeby zoptymalizować warunki transakcji, można też skorzystać z usługi znanej niektórym z giełdy papierów wartościowych. I tak, możemy ustalić cenę kupna lub sprzedaży, po której chcemy kupić/sprzedać walutę. Gdy ustawimy zlecenie z optymalnym dla nas kursem, wymiana waluty nastąpi przy określonej przez nas cenie. Dzięki tej funkcji nie musimy śledzić wahań i analizować wykresów w poszukiwaniu najlepszego momentu na transakcję. Najczęściej wymienianą walutą jest euro, a zaraz po niej dolar, ale kantory online oferują nawet 20 wymiennych walut świata i współpracują z rzeszą banków zagranicznych.
Bankowe kontra niezależne
Kantory internetowe są stosunkowo młodym graczem rynkowym. Funkcjonują dopiero kilka lat, ale już zdobyły grono oddanych klientów. Szacuje się, że z tej formy wymiany walut korzysta już blisko pół miliona Polaków, którzy wygenerowali obrót rzędu 25 mld zł. Obecnie na rynku polskim funkcjonuje kilkadziesiąt kantorów i kilkanaście porównywarek internetowych online. Najstarszym portalem wymiany walut jest Walutomat.pl. Powstał jako platforma społecznościowej wymiany walut w 2009 roku. Najstarszy kantor uruchomiony w 2010 roku to InternetowyKantor.pl. W czołówce znajdują się też Cinkciarz.pl, Monero.pl, KantorOnline.pl, Liderwalut.pl, Inkantor.pl i Alior.
Alior jest pierwszym bankiem, który otworzył swój kantor internetowy i przez długi czas nie miał bankowych naśladowców. Internetowe kantory bankowe i te niezależne, konkurują ze sobą. W przypadku pierwszych musimy posiadać rachunek w banku, który prowadzi kantor, i nie ma możliwości spłaty zobowiązania wobec innego podmiotu bez dodatkowych opłat. Nieodpłatne są tylko przelewy wewnętrzne. Kantory niebankowe pozwalają natomiast na bezpłatną wypłatę i przelewy w wielu bankach. Kantory online są „otwarte” dla wszystkich, a banki operują głównie na dotychczas zdobytej bazie klientów i ich kapitałach.
Plusy i minusy bankowych kantorów
U wielu ludzi istnieje przeświadczenie, że banki są zhańbionymi łupieżcami, którzy przez wiele lat się dorabiali, ustanawiając horrendalne marże na wymianie walut. Jednakże instytucje bankowe, które stoją za wirtualnym światem, dają świadectwo wiarygodności i uważane są za lepiej nadzorowane oraz pod większym rygorem. Niezależne kantory budzą mniejsze zaufanie, bo są dużo młodszymi graczami. A one na co dzień borykają się z niechęcią banków do współpracy. Np. nie mogą wykonywać bezpłatnych przelewów na rachunki poszczególnych banków lub wiąże się to z dodatkowymi prowizjami dla banku w zamian za pośredniczenie w transakcjach. Banki z dystansem obserwują ekspansję na rynku niebankowych kantorów internetowych. Wolą nie obniżać drastycznie spreadów i nie chwiać swoim majestatem. Spokojnie stoją z boku i obsługują w uprzywilejowany sposób tylko swoich największych kontrahentów.
Stopień bezpieczeństwa
Nawet jeśli polskie prawo nie definiuje instytucji kantoru internetowego, nie oznacza to, że działa ona bezprawnie. Podlega innym regulacjom prawnym, jak choćby kodeksowi cywilnemu, prawu dewizowemu, ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną czy o ochronie praw konsumentów. Kantory internetowe walczą o regulacje przepisów, by znaleźć się w gronie zdefiniowanych podmiotów prawnych. Mogą na tym tylko zyskać. Klienci też.
Obecnie prowadzone są już prace legislacyjne nad projektem ustawy o kantorach internetowych. Większe podmioty walczą o konieczność uzyskania licencji Komisji Nadzoru Finansowego, która znacznie podnosi wiarygodność. Licencja taka daje świadectwo dobrej kondycji finansowej podmiotu i bezpieczeństwa dokonywanych transakcji. Oznacza też, że podmiot trzyma środki na działalność wirtualnych kantorów na oddzielnych kontach, które są wyłączone z masy upadłościowej. Kantory online zapewniają o swojej rzetelności i informują, że w swojej krótkiej co prawda karierze nie doszło do zdarzenia, które znacząco i celowo krzywdziłoby klientów. Obyło się bez afer i niekontrolowanych strat. O bezpieczeństwie świadczy też rosnąca liczba klientów. Decydując się na wirtualną wymianę, warto zwrócić uwagę na kapitał, jaki posiada kantor, przeczytać politykę prywatności danego serwisu, zaznajomić się z regulaminem, sprawdzić, ile dana platforma ma użytkowników, poczytać ich opinie, a także wybierać te kantory, które są licencjonowane przez KNF. Przykładem jest licencjonowana przez KNF spółka Currency One, w której skład wchodzą dwa duże serwisy wymiany walut Walutomat oraz Internetowykantor.pl. Wcześniej licencję uzyskała też spółka z grupy kapitałowej, do której należy Cinkciarz.pl – Conotoxia sp. z o.o.
Eksperci twierdzą, że bezpieczeństwo e-kantorów jest już porównywalne do bankowości elektronicznej. Tak samo stosowane są tu protokoły szyfrowania komunikacji SSL i rozbudowane systemy zabezpieczeń. Internetowe kantory bankowe mają jeszcze tę przewagę, że ich wiarygodność poświadcza obowiązkowy nadzór Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i KNF. Tak czy siak rynek e-walut obraca coraz większymi pieniędzmi i tylko patrzeć, jak opanuje tę sferę działalności całkowicie.
Artykuł pochodzi z nr 3/2016 Eurogospodarki