Strona główna Finanse Łajdactwa w imieniu RP

Łajdactwa w imieniu RP

0
Łajdactwa w imieniu RP

Z artykułu, który zamieściliśmy w kwietniowym numerze „Eurogospodarki”, dowiedzą się Państwo, że nie istnieje w przyrodzie hormon, który mógłby posłużyć nam jako swoisty antystres. Nie da rady. Stresu musimy się pozbyć samodzielnie i im mniej liczymy na pomoc zewnętrzną, a bardziej skupiamy się na autouspokojeniu, tym większy sukces stanie się naszym udziałem. Kolejny raz wydaje się potwierdzać porzekadło: „Umiesz liczyć? Licz na siebie samego”.
Podążmy tym tropem. Stresogenne stało się wszystko. Upierdliwy szef w pracy. Tępa współpracownica, za którą wszystko trzeba robić. Współużytkownik drogi, jak zwykle niedoszkolony, wykonujący  przedziwne i niezrozumiałe manewry tuż przed naszym samochodem. Ale to już stare, nieświeże i mało nośne. Mamy nowego bohatera negatywnego. Nowy supernośnik stresu na skalę ogólnonarodową. Wystarczy wziąć do rąk gazetę, włączyć radio czy telewizję albo wejść w sieć i kliknąć pierwszy lepszy portal informacyjny. Stuprocentowe prawdopodobieństwo trafienia na nieuczciwego komornika. Urzędnik państwowy idzie do dłużnika odebrać dług, puka do drzwi (o wyważaniu zamkniętych jeszcze media nie donosiły), informuje zamieszkałego tam Pana X, że zajmuje jego samochód. Pan X krzyczy, że to nie jego dług, że to pomyłka. Sumienny komornik albo jego asesor czyta stosowne paragrafy i nieugięty bierze, co jego. Jeżeli nie daje sobie rady, przychodzi mu z pomocą usłużny komendant miejscowego komisariatu. Następnie samochód Pana X w przyspieszonym tempie komornik lub jego asesor sprzedaje do zaprzyjaźnionego komisu samochodowego za jedną dziesiątą ceny rynkowej. Sugerowanie, że w ten oto sposób komornik lub jego asesor altruistycznie wpływają na dobrostan polskiego komisu byłoby dużą naiwnością. Ale ta historia jest prosta. Coraz częściej słyszymy o finezyjniejszych posunięciach. Oto jeden z urzędników państwowych polecane przez sąd sumy zajmował gorliwie. Nie przekazywał ich jednak na konto sądowe. Komornik w ten sposób zapomniał o ponad 2 milionach złotych, sąd się nie upominał o nie, kasa zniknęła. Kto winny? Trudno powiedzieć. Przynajmniej czynniki oficjalne nie mają pewności. Po co ja o tym wszystkim przypominam? Z jednego tylko powodu. Wszystkie te komornicze łajdactwa dotykają Bogu ducha winnych obywateli. Rozgoryczonych, krańcowo zestresowanych i zrezygnowanych. Najczęściej niemogących znaleźć skutecznej pomocy na czas. Zniechęconych do instytucji państwa. Przekonanych, że powiedzenie „Umiesz liczyć? Licz na siebie samego” opisuje jedyne racjonalne podejście do życia. I jak tu się im dziwić. Przecież komornicy i ich asesorzy wszystko wykonują „…w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej”.