Niebawem minie półtora roku od uchwalenia ustawy o restytucji mienia kościelnego w Czechach. Jednak na zwrot majątków kościelnych różne związki wyznaniowe musiały czekać bardzo długo. Dopiero 21 lat po upadku komunizmu Czechy rozpoczęły zwracanie kościołom i gminom żydowskim majątku, który został przejęty i znacjonalizowany za czasów Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. Szacunki mówią, że chodzi o nieruchomości o wartości ponad 3 mld euro. Oprócz tego państwo czeskie zobowiązało się wypłacić odszkodowania w wysokości 2,5 mld euro. Łącznie chodzi o 2,5 tys. budynków, 175 tys. ha lasów i 25 tys. ha ziemi. Ustalono, że państwo zwróci kościołom 56% majątku, zaś przez następne 30 lat wypłacać będzie odszkodowanie za to, czego oddać nie może.
Przygotowanie na przyjęcie sporego zastrzyku finansowego przez kościoły i związki wyznaniowe w Czechach może okazać się przedwczesne. A wszystko za sprawą… nowego rządu. Szczególnie czescy socjaldemokraci, z nowym premierem Bohuslawem Sobotką na czele, byli i są przeciwnikami restytucji w takiej formie, w jakiej została ona uchwalona przez poprzedni rząd. I choć przyjętej ustawy cofnąć się nie da, to politycy intensywnie szukają sposobu, aby jeśli nie całkowicie odciąć, to przynajmniej zminimalizować, przepływ środków, które mają zostać przekazane w ramach restytucji.
Trzeba przyznać, że jak na kraj ateistyczny i jawnie deklarujący rozdział kościoła od państwa Czechy dość szczodrze postanowiły zrekompensować krzywdy, jakie przez lata komunizmu zostały wyrządzone różnym związkom wyznaniowym. Nie można jednak zapominać, że udało się do tego doprowadzić dopiero po 21 latach i to jeszcze tylko dzięki temu, że u władzy znalazły się partie prawicowe. Wszystko wskazuje na to, że nowy rząd ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Ale śledząc wypowiedzi i poczynania hierarchów czeskiego kościoła, możemy być pewni, że łatwo nie będzie.
KORESPONDENT Z PRAGI – TDJ
Cały artykuł w numerze 4/2014 Eurogospodarki.