Głowy leciały w całej Polsce i w różnych branżach. O 42 tys. zmniejszono zatrudnienie w budowlance, o 8 tys. w branży energetycznej, w firmach produkujących komputery, wyroby elektroniczne i optyczne o 5 tys., w przemyśle spożywczym o 4 tys., a w hutnictwie o 2 tys.
Tylko w 1 półroczu 2013 r. blisko 20 tys. osób straciło pracę w wyniku zwolnień grupowych. Najwięcej pracowników (ponad 7 tys.) zostało w tym roku zwolnionych w zakładach zaliczanych do kategorii przetwórstwa przemysłowego. Ponad 3 tys. osób straciło pracę w budownictwie, a kolejne przeszło 3 tys. – w segmencie handlu oraz naprawy pojazdów. Dalsze 2,9 tys. osób to zwolnieni pracownicy sektora finansów i ubezpieczeń, a ok. 2,3 tys. – sektora informacji i komunikacji. Zwolnienia w administracji i działach pokrewnych objęły blisko tysiąc osób.
Najwięcej zwolnionych w formie zwolnień grupowych jest w województwach mazowieckim i śląskim – to regiony o generalnie największych liczbach: ludności i bezrobotnych. Te województwa przodują też w liczbie zgłoszeń zwolnień grupowych. W woj. śląskim do końca sierpnia 2013 r. zwolniono w ten sposób ponad 10,5 tys. osób, wobec ponad 8,3 tys. w całym ubiegłym roku i niespełna 4,9 tys. rok wcześniej.
W grudniu w przedsiębiorstwach pracowało prawie 5,5 mln osób. Oznacza to, że – według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny – w ciągu roku przybyło ich 16,5 tysiąca. Dokładnie taki wynik prognozowali wcześniej analitycy PKO BP. Według nich złożył się na to wzrost zatrudnienia w handlu, motoryzacji i transporcie. Niewielki spadek natomiast odnotowały administracja, budownictwo i przemysł.
Na bardzo pozytywną wymowę grudniowych danych zwraca uwagę także minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz: – Po czterech latach rosnącego bezrobocia wreszcie mamy wyhamowanie. Tegoroczny wynik jest lepszy od prognoz nawet najbardziej optymistycznych ekonomistów i ekspertów od rynku pracy. Jeszcze na początku zeszłego roku oczekiwali oni wzrostu stopy bezrobocia do 14-15% (komentarz ze stycznia br.).
Z badania przeprowadzonego przez agencję pracy Manpower wynika, że 13% firm chce zatrudnić nowych pracowników, a tylko 9% zmniejszy zatrudnienie. To – według agencji – najlepsze nastroje od czwartego kwartału 2011 r.
Wzrost zatrudnienia ma najbardziej odczuć branża produkcyjna. W tym sektorze gospodarki, ze względu na niską bazę, pracę może znaleźć nawet 290 tys. osób. Dobre perspektywy mają również transport i logistyka. Wzrost zatrudnienia wyniesie tam prawie 100 tys. osób. Gorzej na koniec roku może być w sektorze instytucji publicznych oraz w przedsiębiorstwach zajmujących się energetyką, gazownictwem oraz wodociągami. W sumie zatrudnienie może się zmniejszyć tam o prawie 37 tys. osób. Czy zapowiedzi premiera Donalda Tuska o zamiarze wprowadzenia kompleksowego oskładkowania umów-zleceń nie pokrzyżują tych planów? Nie wiadomo, czy będzie odprowadzana składka na Fundusz Pracy. Dopiero wtedy można oceniać skalę wpływu tej zmiany na pracodawców, a w konsekwencji również na poziom zatrudnienia.
DAMIAN SŁOMSKI Money.pl
Cały artykuł w numerze 3/2014 Eurogospodarki.