W 2010 r. Rada Europejska chciała zwołać komisję śledczą, której zadaniem miałoby być ustalenie, czy epidemii ptasiej grypy nie wykorzystano dla potrzeb przemysłu farmaceutycznego, który zarobił gigantyczne pieniądze dzięki sprzedaży szczepionek rzekomo zwalczających wirusa A/H1N1. Luis Maria de Puig, przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, powiedział wówczas: „Ogłoszenie pandemii świńskiej grypy to największy skandal medyczny w historii. Miliony ludzi szczepiło się nieprzetestowanymi szczepionkami, narażając się na nieznane skutki uboczne. Poza tym doszło do ogromnego marnotrawstwa środków publicznych”. Włochy zakupiły 48 mln szczepionek, Francja – o kilka milionów więcej. Wykorzystano zaledwie jedną dziesiątą dostępnych dawek, a epidemiczne skutki w postaci masowej fali zgonów zainfekowanych ludzi nie nastąpiły. Reszta szczepionek albo do dziś zalega w rządowych magazynach, albo została zniszczona, bo nie było komu jej odsprzedać. Do dziś trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, na czym polegał „fenomen” grypy A/H1N1.
Kiedy w czerwcu 2010 r. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię świńskiej grypy, kilka redakcji postanowiło sprawdzić najpierw motywacje tej decyzji i ich słuszność. Wśród nich znalazły się duńskie „Information” oraz rosyjskie „Nowyje Izwiestia”. Kiedy wzięli pod lupę skład organów decyzyjnych WHO odpowiedzialnych za podjęcie takiego rozporządzenia, dotarli do faktu, który wielokrotnie przytaczany był przez niezależne związki lekarzy, farmaceutów oraz pacjentów. Wniosek – osoby odpowiadające za tego typu decyzje nie są niezależnymi ekspertami pracującymi dla agendy ONZ! Funkcje w WHO często łączą się ze stanowiskami w firmach farmaceutycznych.
Bagatelizowanie przypadków SARS, choroby Creutzfeldta-Jacoba czy ptasiej i świńskiej grypy byłoby niestosowne w kontekście tego, jak wiele ofiar pochłonęły pandemie w Chinach czy Mongolii. Wnioski prowadzą nas jednak zupełnie gdzie indziej i wskazują na zupełnie inną „niestosowność”. Według przeróżnych dostępnych dziś informacji dotyczących wirusów z przeszłości, można dedukować, że faktyczne infekcje na Wschodzie stały się znakomitą okazją dla przemysłu farmaceutycznego, aby zarabiać na Zachodzie. Pomijając nawet przypadki szczepionek, które firmowane jako remedium na pandemię w rzeczywistości były w składzie kompletnie obojętne na wirusy, ciężko nie dostrzec hipokryzji WHO i chłodnej kalkulacji korporacji farmaceutycznych. Rozczarowujące jest również działanie mediów, które nie dotarły do faktycznych informacji, które mogłyby w odpowiedni sposób naświetlić sprawę społeczeństwom Europy Zachodniej, woląc przepisywać informacje agencji prasowych. O dreszcze na plecach przyprawiać może myśl o tym, co stanie się pewnego dnia, kiedy będziemy mieli do czynienia z faktycznie śmiercionośną pandemią, w którą nikt już nie będzie chciał uwierzyć, zniechęcony podsycanymi przez media sensacjami, pustymi jak wydmuszki i działającymi na korzyść przemysłu.
LEON MEDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 6/2013 Eurogospodarki.