„(…) System transportowy może tworzyć impulsy rozwojowe w gospodarce, o ile będzie zdolny sprostać: wyzwaniu zwiększania dostępności w czasie i w przestrzeni usług transportowych (zarówno dla polskich, jak i zagranicznych użytkowników); wyzwaniu ograniczania kosztów i czasu transportu, przy jednoczesnej sukcesywnej poprawie efektywności energetycznej i obniżaniu jednostkowych wskaźników emisyjności; potrzebie rozwoju multimodalności oraz innym oczekiwaniom użytkowników. Bez efektywnego i sprawnego transportu nie jest możliwe przyspieszenie wzrostu gospodarczego kraju i rozwoju wymiany z zagranicą (…)”. Takie odkrywcze tezy zawarto w pierwszych zdaniach przyjętej przez rząd RP w końcu stycznia br., po dwóch latach pracy, Strategii Rozwoju Transportu (SRT) stanowiącej podstawę rozwoju tej branży na najbliższe lata.
Istotą SRT jest wskazanie celów oraz nakreślenie kierunków rozwoju transportu tak, aby etapowo do 2030 r. możliwe było osiągnięcie celów założonych w Długookresowej Strategii Rozwoju Kraju (DSRK) oraz Średniookresowej Strategii Rozwoju Kraju (SRK 2020). Jej wdrożenie, zdaniem rządowych ekspertów, pozwoli nie tylko usunąć aktualnie istniejące bariery, ale także stworzyć nową jakość tej branży. Strategia jest jednym z dziewięciu tego typu dokumentów dla różnych branż, które planuje przyjąć rząd.
Eksperci jak zwykle są sceptyczni w stosunku do zakładanych przez rząd prognoz, ten planowany stan mieliśmy już osiągnąć kilka, a nawet kilkanaście lat temu. A teraz jeszcze nadszedł kryzys i unijne dotacje nie dość, że coraz mniejsze to jeszcze jakoś nam przepadają.
KRZYSZTOF KAZAN
Cały artykuł w numerze 3/2013 Eurogospodarki.