Strona główna Archiwum Nagroda za antynagrodę?!

Nagroda za antynagrodę?!

0

Decyzja ta jest zaskakująca z kilku powodów. Po pierwsze, czternasty szczyt został cztery lata temu zorganizowany w Poznaniu i chyba nikt nie spodziewał się tak szybkiego powrotu klimatycznych oficjeli do Polski. Według schematu przygotowanego przez ONZ, przypadła kolej na organizację olbrzymiej dyskusji w Europie Środkowo-Wschodniej, a Polska była jedynym kandydatem, który zgłosił się na ochotnika. Drugą przyczyną zaskoczenia jest fakt, że na tegorocznym COP 18 w Doha, stolicy Kataru, Polska została wyróżniona tzw. Skamieliną Dnia – nagrodą stanowiącą ekologiczny odpowiednik Złotej Maliny w przemyśle filmowym. Fossil of the Day przyznawana jest przez radę reprezentantów organizacji pozarządowych z całego świata krajom i organizacjom, które – zdaniem decydentów – są hamulcowymi przemian klimatycznych na świecie. Uzasadnieniem decyzji o tegorocznej „nagrodzie” jest fakt, że Polska odważyła się na szczycie wysunąć postulat, aby tzw. AAU (jednostki zanieczyszczenia atmosfery przyznawane poszczególnym krajom), które nie zostały wykorzystane w pierwszym etapie rozliczeniowym mitycznego protokołu z Kioto, przeszły na drugi okres (do 2020 r.). Oburzenie zgromadzonych było wielkie, a próba resuscytacji trupa, jakim jest ten dokument, trwa nadal.
Największym zaskoczeniem jest jednak fakt, że nasz kraj postanowił zabłysnąć na arenie międzynarodowej w momencie, kiedy ma poważne kłopoty budżetowe, a rząd wprowadza cięcia, gdzie tylko się da. Pierwszy szczyt klimatyczny ONZ zorganizowany w Berlinie gościł ok. tysiąca osób z całego świata. W tym roku w Katarze ta lista „nieco” się wydłużyła… siedemnastokrotnie. Co więcej, według wstępnych prognoz do Warszawy może przyjechać aż 30 tysięcy osób, a wiadomo doskonale, że Organizacja Narodów Zjednoczonych pokrywa tylko małą część kosztów.
Czego jednak nie robi się dla międzynarodowego prestiżu? Czy ten jednak rzeczywiście jest tak wysoki w przypadku COP 19? Wystarczy zadać sobie pytanie, jak dużo uwagi mediów skupił tegoroczny szczyt. Poza broszurami WWF i Greenpeace’u mało kto poświęca uwagę nieprowadzącym do nikąd dyskusjom. ONZ od kilku (kilkunastu?) lat silnie podąża za inspiracjami swojej poprzedniczki Ligi Narodów, która – stworzona jako międzynarodowa wyrocznia mająca kontrolować politykę na świecie, dbać o pokój i demokratyczne przemiany – w finalnym stadium stała się jedynie biurokratycznym molochem, bez większej siły przebicia w polityce światowej. Richard Tol z Uniwersytetu w Sussex wyliczył, że szanse na osiągnięcie oczekiwanego porozumienia i wprowadzenia konkretnych rozwiązań na szczycie w Doha ledwie przekraczają 2 procent.
Głównym tematem na wszystkich dotychczasowych szczytach był oczywiście wspomniany przeze mnie protokół z Kioto. Proklamowany jako zwycięstwo ekologii nad brudnymi kominami, z czasem okazał się jedynie kolejnym dokumentem, który niewiele zmienia. Bo niby w jaki sposób ma „zazieleniać” oblicze światowego środowiska, kiedy wciąż nie został podpisany przez przedstawicieli największych gospodarek świata – Chin, USA czy Indii. Niedawno od protokołu odstąpiła również Kanada. ONZ oprócz COP organizuje też mniejsze spotkania, w skali roku jest ich blisko setka. Ich łączny koszt szacowany jest na prawie miliard dolarów, a mimo to w żaden sposób nie zbliża to nas do konsensusu i konkretnych rozwiązań. Z końcem 2012 r. minęło 15 lat tzw. pierwszego okresu rozliczeniowego protokołu, drugi natomiast trwać będzie do 2020 r. Już wiadomo, że nie weźmie w nim udziału m.in. Rosja, a wśród państw, które można potwierdzić na 100% jako sygnatariuszy, znajduje się tylko grupa państw UE i kilka niewiele znaczących gospodarek.
Nie uwzględniłem tu dużego znaku zapytania w sprawie metodologii wyjaśniania zjawiska globalnego ocieplenia poddawanej w wątpliwość przez naukowców całego świata. Alarmują oni, że to nie zanieczyszczeniem powietrza trzeba się zająć, ale problemem zanieczyszczania wód. Głos ten jednak w biurokratycznej ONZ odbija się echem po pustych korytarzach.
A Polska? Za chwilę zacznie się wydobywać gaz łupkowy, a w planach jest wznowienie pracy odkrywkowych kopalni węgla brunatnego. Wynikiem tego będziemy przekraczać normy i płacić kary do ONZ, która kasę będzie odkładać na kolejne kosztowne szczyty z dwuprocentowymi szansami porozumienia.
PIOTR WARDZIŃSKI
źródło: Eurogospodarka nr 1/2013