Strona główna Archiwum Ile i czemu tak drogo?

Ile i czemu tak drogo?

0

Bank Światowy w raporcie „Food Price Watch” wyliczył globalny wzrost cen żywności w lipcu br. na 10%. W wielu regionach podstawowe surowce żywieniowe, takie jak pszenica, zdrożały o 50%, kukurydza – o 25% (o ponad 50%, gdy okres wzrostu zakreślimy na dwanaście miesięcy), soja – o 17% (od zeszłego roku to już prawie 60%), a mogło być znacznie gorzej. Rosja dotknięta w tym roku poważną suszą zastanawiała się, czy nie wstrzymać eksportu zbóż, co mogłoby wywindować ceny jeszcze bardziej. Podobnie jak w Rosji, przyroda wpływała na zbiory nie tylko w Kazachstanie czy na Ukrainie – wielkich eksporterach żywności, ale również w Indiach, gdzie monsunowe lato było na tyle niestabilne, że zmniejszyło zbiory bardziej niż prognozowano. W Europie Zachodniej i Środkowej rolnicy narzekali z kolei na nadmiar opadów.
Szef Banku Światowego, Jim Yong Kim, zapewniał, że instytucja dysponuje mechanizmami pomocy dla państw w postaci: programów doradczych, pakietów inwestycyjnych związanych z rolnictwem i produkcją żywności, czy tzw. ścieżkami szybkiego finansowania, które miałyby złagodzić najbardziej niebezpieczne skutki wzrostu cen. Nietrudno jednak domyślić się, że jest to pomoc krótkoterminowa, a państwa powinny same prowadzić długoterminową politykę żywnościową.
Czy jednak tylko pogoda jest winna tak radykalnym podwyżkom w praktycznie każdym zakątku świata? World Development Movement oszacował, że brytyjski Barclays Bank wraz z Goldman Sachs i Morgan Stanley stanowią największy kapitał zaangażowany w spekulacje na rynkach żywnościowych. Tylko ten pierwszy zarobił ostatnio z tego tytułu 0,5 mld funtów. Brytyjski kolos twierdzi, że nie inwestuje tam własnych pieniędzy, a przeważnie środki swoich bogatych klientów, funduszy emerytalnych oraz firm ubezpieczeniowych, regularnie mnożąc ich kapitał. Agresywną politykę w sektor żywności w Barclays rozpoczęto, gdy jego szefem został Amerykanin – Bob Diamond. A ponieważ język prawa dla wielu finansistów pozostaje istotniejszy niż język wartości, ekonomiści zaangażowani w spekulacje powołują się na U.S. Commodity Futures Trading – akt z 2000 roku, który nie zakazuje tego typu praktyk. W wyniku silnej presji opinii publicznej Barclays wydał oświadczenie, w którym pojawiło się bardzo niejednoznaczne stwierdzenie: „Zdając sobie sprawę z faktu, jak może być postrzegana taka działalność, bank postanowił skrupulatniej monitorować wydarzenia na rynku”. Jeden z szefów innego finansowego olbrzyma, Glencore, nie krępował się nawet publiczną wypowiedzią, która stwierdzała, że kryzys na rynkach surowcowych to doskonała okazja biznesowa.
W Unii Europejskiej żywność drożeje nie tylko z winy pogody czy czynników geopolitycznych i spekulacji, ale również w wyniku regulacji prawa Unii. Eksperci rynku żywności podają dziesiątki przypadków absurdów, które sprawiają, że ceny są wyższe. Dla przykładu, nadprodukcja polskiego cukru nie może być eksportowana na Zachód w trosce o tamtejszych producentów. Co gorsza, ceny cukru w Polsce wcale z tego powodu nie są niższe. Szerokim echem odbiła się również zmiana dotycząca hodowli drobiu. Unijni urzędnicy zażądali od producentów zmiany warunków hodowli, powiększenia klatek na ściśle określonych zasadach, które tak mocno nadszarpnęły kieszenie producentów, że ceny jajek wzrosły w niektórych regionach nawet o 100%.
Tegoroczne jesień i zima mogą okazać się dla polskich budżetów domowych okresem dużego zaskoczenia przy kasie sklepowej. Od 2006 r. co roku wzrastały ceny pieczywa, którego średnia cena sytuowała się wówczas poniżej poziomu 1,50 zł za bochenek 600 g. Dziś średnia cena grubo przekracza 2,30 zł, a na jesieni – zdaniem ekspertów – na pewno padnie kolejny rekord. Co ciekawe, w latach 2011-2012 ceny wzrosły najbardziej gwałtownie, a jeszcze w tym roku możemy spodziewać się kolejnej podwyżki sięgającej nawet 15%. Tegoroczne zbiory zbóż są mniejsze od prognozowanych o 1 mln t, a to blisko 6% mniej niż oczekiwano. Do tego wzrost ceny paliw podwyższa wszystkie koszty związane z transportem, a – co za tym idzie – cierpi na tym portfel statystycznego Kowalskiego. Co gorsza, słabe zbiory zbóż wiążą się również ze wzrostem kosztów produkcji pasz dla zwierząt, a to z kolei powoduje, że za wędliny, mięso i przetwory mięsne także zapłacimy więcej. W tym przypadku również oczekuje się jesiennych rekordów, które notorycznie śrubowane wprawiają w konsternację kolejnych klientów polskich sklepów.
Płacąc więcej za żywność, Polacy będą kupowali mniej innych produktów, co już teraz powoduje wyraźne zwolnienie gospodarcze. Prognozowane są najniższe wyniki wzrostu PKB w tej dekadzie, a poziom nieco poniżej 10%, który jeszcze parę lat temu był faktem, dziś jest dalece nieosiągalnym marzeniem ściętej głowy. Ceny chleba niebezpiecznie zbliżają się do poziomu 3 zł, jajka są co najmniej o połowę droższe. Przemysł petrochemiczny zanotował duży wzrost cen, a jak powszechnie wiadomo, ma to potężne przełożenie na każdą gałąź gospodarki, również żywnościową. Koło się zamyka, a perspektywy przeciętnego konsumenta nie wyglądają najlepiej. Według badań Eurostatu, 94% z nas w zakupach kieruje się przede wszystkim ceną. Z tych samych badań wiadomo, że 75% Polaków uważa za wyzwanie zapewnienie żywności rosnącej populacji ludzkiej, a – co ciekawsze – 40% uważa za wyzwanie zapewnienie jej mieszkańcom Unii Europejskiej. Kto wie, czy w najbliższych miesiącach ta liczba nie wzrośnie jeszcze bardziej?
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 10/2012 Eurogospodarki.