Przypomnijmy, jak to licytowaliśmy, kto ma gotowe stadiony, a kto – hotele, czyje lotniska będą lepsze podczas Euro 2012, a kto na czas zbuduje autostrady i gdzie lepiej funkcjonuje kolej? To wszystko są bardzo ważne sprawy, ale tylko w perspektywie o wiele szerszej niż miesiąc najbardziej nawet prestiżowych rozgrywek piłkarskich. Co zostanie, co można wykorzystać, a co przyjdzie zburzyć? I na czym można będzie zarobić! Euro potrwa krótko, a co potem?
I Polska, i Ukraina włożyły ogromne sumy w organizację swojej infrastruktury komunikacyjnej, hotelowej i sportowej, by sprostać wymaganiom Michela Platiniego i jego ludzi. Impreza będzie – jesteśmy przekonani – sukcesem organizacyjnym, wygrani i przegrani oraz ich kibice rozjadą się do domów, my zaś pozostaniemy z naszymi stadionami wartymi po kilkaset milionów za sztukę.
Polscy eksperci optymistycznie szacują, że przychód warszawskiego Stadionu Narodowego od roku 2013 będzie sięgał 20 mln euro, tj. 88-90 mln zł. Jeśli odjąć od tego 65 mln zł kosztów utrzymania, rentowność inwestycji okazuje się niska. Jak ją podnieść? Obniżając koszty i zwiększając przychody. To drugie oznacza zwiększenie liczby imprez oraz otwiera inne drogi.
Jest jednak pewien wzorzec, na którym można się oprzeć – to paryska hala Bercy, pracująca na okrągło przez 7 dni w tygodniu 12 miesięcy w roku. Działa już kilka lat, wpuszczając pod swój dach zarówno imprezy sportowe, jak i widowiska artystyczne czy koncerty, pokazy, imprezy targowe itd. Nie należy zatem zamykać się – po Euro , oczywiście! – wyłącznie w piłkarskim czy nawet sportowym getcie, lecz wypada sięgać po wszelkiego rodzaju aktywności mogące zwabić tłumy.
Najmłodsze pokolenie twierdzi, że dzisiaj najbardziej magnetycznymi gwiazdami muzyki pop są Lady Gaga i Jared Leto z grupą 30 Seconds to Mars. Są jeszcze Madonna i Justin Timberlake. Biorą oni ogromne honoraria, więc trzeba im układać specjalne trasy koncertowe: od stadionu do stadionu, a jeśli hala, to z minimum kilkunastoma tysiącami miejsc. Idąc szlakiem Euro 2012, to mogłoby być „to”! Osiem wielkich, znakomicie przygotowanych widowni, z hotelami i dobrym dojazdem. Warto zauważyć, że oprócz aren, na których odbędzie się Euro 2012, mamy w Polsce jeszcze kilka nowoczesnych stadionów. Są to obiekty w Warszawie (Pepsi Arena, gdzie gra Legia), w Krakowie (stadion Wisły, a wkrótce także Cracovii), Stadion Śląski w Chorzowie, Dialog Arena w Lubinie, gdzie swoje mecze rozgrywa Zagłębie itd. Podobnie można zaprezentować niesłychanie popularne w USA monster truck, wyścigi enduro itp.
Wydaje się, że gdyby strony polska i ukraińska wspólnie siadły do stołu i pokombinowały, co dalej robić po Euro 2012, przynieść mogłoby to ciekawe rozwiązania. A może warto byłoby stworzyć spółkę typu joint venture? Sumując potencjał ośmiu polsko-ukraińskich stadionów, otrzymamy widownię o potencjale prawie 380 tys. miejsc!
Istnieje, wprawdzie niedoskonała, ale możliwa do rozbudowy i udoskonalenia, tkanka infrastrukturalna: lotniska, dworce, linie kolejowe, są też drogi (na ogół rozbabrane, ale kiedyś zostaną ukończone).
ANDRZEJ SIELICKI
Cały artykuł w numerze 4/2012 Eurogospodarki.