Problem nie jest lokalny, bo całemu czeskiemu systemowi pomocy socjalnej grozi załamanie. A to za sprawą Romów, którzy wykorzystują go do granic możliwości. Bezrobotni, najczęściej analfabeci – zajmują pierwsze miejsca w kolejkach po zasiłki socjalne, mimo że często wcale ich nie potrzebują. Ponieważ od pewnego czasu tworzą swoiste getta, zwłaszcza na północy kraju, nikt poza nimi praktycznie nie ma szansy na wsparcie ze strony państwa. Rozwiązania finansowe są pierwszym etapem na drodze walki o naprawę napiętej sytuacji.
Dziś Romowie są grupą najbardziej dotkniętą wykluczeniem społecznym, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami tego zjawiska. Chodzi głównie o niski poziom wykształcenia (z analfabetyzmem włącznie), wysokie bezrobocie i przestępczość. Według spisu powszechnego przeprowadzonego w Republice Czeskiej w 2001 r. w kraju tym zamieszkiwało blisko 12 tys. Romów. – To jest nieszczęście, to straszne. Do tej pory nie wierzyłem, że będzie naszym udziałem coś takiego, co do tej pory było tylko w innych miejscach na świecie. Niestety – stało się tutaj. Co z tym robić – też nie jest jasne. W każdym razie należy ściśle odróżnić rozwiązania doraźne od długofalowych – powiedział prezydent Czech Vaclav Klaus, odnosząc się do wydarzeń ostatnich miesięcy.
Jednak te ostre słowa nie zawierają żadnej treści i pokazują jedynie, że czeskie władze są zupełnie nieprzygotowane na zaistniałą sytuację. Premier Petr Neczas nie odnosi się ani do apeli lokalnych władz, ani do samych wydarzeń. Zapowiedział jedynie zwiększenie budżetu policji o 700 mln koron i zapewnienie wsparcia personalnego. Jednak pomysłu na kompleksowe rozwiązanie problemów jak nie było, tak nie ma.
To, co najbardziej dotyka lokalne społeczności, to fakt, że Romowie praktycznie całkowicie przejęli wszystkie świadczenia socjalne. Korzystając z dość liberalnych czeskich przepisów, ustawiają się w kolejkach po następne zasiłki i zapomogi. Ponieważ z miesiąca na miesiąc tworzą coraz większe skupiska, w efekcie stają się jedynymi beneficjentami pomocy społecznej. Rozwiązania siłowe, za którymi optował niedawno prezydent Czech, pozwoliły na opanowanie zamieszek i tymczasowe uspokojenie nastrojów. Jednak kolejne tygodnie nie przynoszą pożądanych rozwiązań systemowych. Pośrednie obniżanie zasiłków, jak w Varnsdorfie, jest rozwiązaniem tylko częściowym. Lokalne władze otwarcie przyznają, że Romowie szybko znajdą sposoby na obejście nowych przepisów. Do tej pory jednak nikt nie wymyślił lepszego rozwiązania, które pozwoliłoby zadbać o nadwyrężony budżet pomocy socjalnej. Jeżeli władze prędko nie znajdą sposobu na uszczelnienie systemu pomocy socjalnej, w końcu pieniędzy zabraknie nie tylko dla Czechów, ale i dla samych Romów, którzy zdają się nie znać umiaru w wyciąganiu ręki po kolejne zasiłki.
TOMASZ JĘDRUCHÓW
Cały artykuł w numerze 12/2011 Eurogospodarki.