Z przerażeniem patrzą na kontenery coraz częściej obleczone łańcuchami, zamknięte na kłódkę czy ukryte w blaszanych wiatach. Niedostępne dla głodnych, biednych, których w Polsce jest już ponad 2 mln! A liczba ta wciąż się powiększa.
Szukają żywności w śmietnikach, bo nie stać ich na kupno jedzenia. I nie są to – jak można by się spodziewać – zapijaczeni menele, którym „robić się” nie chce. W przysklepowych pojemnikach na odpadki grzebią też pracujący oraz emeryci. Są głodni i biedni. Podchodzą do śmietników z torbami na kółkach. Czasami są „zmotoryzowani”: za rowerami ciągną przyczepkę lub mają przymocowany kosz na łupy. Nigdy nie wiadomo, co i gdzie uda się znaleźć.
Beata Mirska-Piworowicz – prezes Stowarzyszenia „Damy Radę” w Warszawie, które pomaga ubogim – jest oburzona wyrzucaniem przez pracowników sklepów często dobrej żywności do śmietników. – Straszna twarz kapitalizmu! – mocno gestykuluje. – Serce mi się kraje. Ludzie są tak upokarzani, że muszą iść na ten śmietnik i tę żywność dla siebie wygrzebywać. Znam właścicieli małych sklepów, np. mięsnych, którzy wystawiają dla potrzebujących niesprzedane, a jeszcze świeże resztki mięsa czy kości z mięsem do kartonu przed sklepem. Znam takie mamy, głównie samotne, które spod sklepów biorą właśnie takie kości przeznaczone do nielegalnego rozdawnictwa i potrafią z nich wyczarować cuda! W Polsce co czwarte dziecko przychodzi do szkoły głodne. Żenadą jest, że olbrzymie sieci bez zastanowienia wyrzucają żywność – pani Beata nie ukrywa oburzenia.
Wiele osób mówi o obawach handlowców, którzy nie chcą podzielić losu słynnego piekarza z Legnicy – Waldemara Gronowskiego, który rozdawał chleb. Nie był w stanie udokumentować darowizn, co skończyło się dla niego dotkliwą karą po przegranej sprawie w NSA.
Sieci handlowe muszą jednak utylizować żywność. Ich supermarkety mają najczęściej śmietniki schowane na zapleczu lub zamknięte na kłódkę. Żaden z rzeczników sieci supermarketów, do których się zwróciłem, nie zgodził się na rozmowę.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 10/2011 Eurogospodarki.