Michał (dane do wiadomości redakcji), mając opinię solidnego przedsiębiorcy, w pierwszej połowie ubiegłej dekady bez problemu uzyskał duży kredyt na budowę kameralnego apartamentowca. Ciężko pracował na reputację dobrego kredytobiorcy (dłużnika), przez co nie miał problemu z uzyskaniem pożyczek przy dwóch kolejnych budowach. Na fali sukcesu w 2008 r. rozpoczął czwartą inwestycję i… rok później stanął w miejscu, podobnie jak światowa gospodarka.
Walcząc z własnym długiem, pracował dzień i noc, by zarobić na jego spłatę. Po kilku miesiącach dłużnik przestał spłacać kredytowy kapitał i ograniczył się jedynie do obsługi rat odsetkowych, by nie dopuścić do wypowiedzenia umowy kredytowej. Nie chciał stracić dobrej opinii. Jednak – niestety – w rejestrze BIK pojawiły się negatywne uwagi na jego temat, bo spłata samych odsetek to dla banków minimum solidności kredytobiorcy.
Dalsza stagnacja wiązała się ze stałymi dużymi kosztami, tym bardziej że kwota początkowa zaciągniętego przed dwoma laty kredytu praktycznie się nie zmniejszyła. W efekcie Michał doszedł do kresu wytrzymałości i skierował do naszej redakcji prośbę o pomoc w pozbyciu się problemu, czyli długu. Po rozmowach z kredytodawcą Michała „Eurogospodarka” znalazła fundusz dłużny, który podjął decyzję o oddłużeniu naszego dłużnika.
Michał chce jak najprędzej wrócić do normalnego i bezstresowego życia, jakie prowadził przed wejściem w świat dużych interesów.
ANDRZEJ SKUBISZEWSKI
Cały artykuł w numerze 6/2011 Eurogospodarki