Maria (prosząca o zachowanie anonimowości) w 2001 r., za dobre wyniki w nauce, wyjechała na półroczne stypendium do Londynu, które było jednocześnie zwieńczeniem jej studenckiego życia. Tęsknota za domem w czasie pobytu na obczyźnie przyczyniła się do jej późniejszych kłopotów finansowych. Prowadząc długie rodzinne rozmowy przez telefon komórkowy, wygenerowała znaczne zobowiązanie w stosunku do Polskiej Telefonii Cyfrowej Sp. z o.o. (PTC) – operatora sieci ERA GSM. Gdy wróciła do kraju, zamieszkała w innym mieście – nie pojawiając się już pod starym adresem, gdzie wynajmowała mieszkanie na czas studiów i gdzie przychodziły faktury od wierzyciela. Wiedziała, że musi zapłacić rachunki telefoniczne, ale nie znała dokładnej kwoty i zbagatelizowała sprawę, odkładając ją na tzw. ostatnią chwilę lub lepsze czasy. Zamierzała jednak uregulować swoje rachunki.
Niestety, oprócz dobrej woli potrzebne jej były także pieniądze, których wtedy nie posiadała. W 2002 r. Maria wyszła za mąż. Euforyczny wpływ miodowego miesiąca i nowe życie spowodowały, że zapomniała poinformować wierzyciela o zmianie adresu, przez co wezwania do zapłaty nie docierały. Wspólnie z mężem dłużniczka chciała uregulować swoje rachunki telefoniczne, żeby nie ciągnąć za sobą na nowej drodze życia uciążliwego balastu. Ciągły brak czasu, związany z poszukiwaniem pracy, opóźnił nawiązanie kontaktu z wierzycielem.
Poza tym, jak podkreśliła Maria, wydawało jej się, że rozmowa o spłacie zobowiązania bez środków finansowych byłaby bezowocna. Później przekonała się, że cisza z jej strony nie była dla niej korzystna. Gdy zdecydowała się zadzwonić w 2003 r. do PTC, usłyszała, że kwota główna należności to 11 815 zł plus odsetki za zwłokę (minął ponad rok), ale PTC nie jest już jej wierzycielem. Kilka miesięcy wcześniej dług Marii stał się towarem i wraz z wszelkimi prawami został zakupiony przez firmę windykacyjną Dom Obrotu Wierzytelnościami Kredyt Inkaso Sp. z o.o. sp. komandytowa (obecnie Kredyt Inkaso SA) z Zamościa.
W lutym 2004 r. nowy wierzyciel pierwszy raz wystąpił do Marii z ostatecznym wezwaniem do natychmiastowej zapłaty długu, informując w nim, że będzie dochodzić zapłaty na wszystkie możliwe sposoby. Na spłatę Maria dostała pięć dni. Nie unikała kontaktu z wierzycielem i po rozmowie telefonicznej, która odbyła się natychmiast po otrzymaniu monitu, złożyła na piśmie wniosek o rozwiązanie sprawy na drodze porozumienia stron.
Poinformowała windykatorów o swoim bezrobociu i związanej z tym faktem trudnej sytuacji materialnej, zaznaczając jednocześnie gotowość do spłaty długu w pierwszym możliwym terminie na raty lub w całości, w zależności od wysokości posiadanych środków. Prosiła o czas na znalezienie pracy, nienaliczanie odsetek i niewnoszenie sprawy do sądu. W odpowiedzi postawiono jej jednak niemożliwy do spełnienia warunek wstrzymania biegu postępowania. W ciągu 14 dni trzeba było wpłacić na konto wierzyciela 3 tys. zł. Być może ta kwota była już zwrotem inwestycji w dług, który wynosił już prawie 18 tys. zł.
Dłużniczka nie spoczęła i uparcie kontynuowała negocjacje, pisząc kolejne pismo. Efekt, jaki osiągnęła, to trzy miesiące na spłatę całej kwoty. W sierpniu 2004 r. Maria nadal nie miała pracy. W akcie dobrej woli spłaciła symboliczne 100 zł, myśląc, że coś jeszcze wskóra. Niestety, zaraz po tym wierzyciel skierował sprawę do sądu. Maria nie złożyła do sądu wniosku o zwolnienie z kosztów procesu – do czego, jako osoba bezrobotna, miała prawo.
W listopadzie 2004 r. nasza bohaterka dostała etat w sklepie odzieżowym z pensją 1 200 zł na rękę miesięcznie i od razu zainteresowała się swoim długiem. Zadzwoniła do wierzyciela i zadeklarowała miesięczne wpłaty w wysokości 725 zł. W ciągu dziewięciu miesięcy spłaciła siedem rat (5 075 zł) i straciła pracę. Dwa miesiące po ostatniej wpłacie w październiku 2005 r. wierzyciel postraszył Marię komornikiem, żądając spłaty całego długu, który wynosił 18 831 zł.
Błagalny ton i prośby Marii o nieprzekazywanie sprawy do komornika oraz pokaźna kwota, którą już wpłaciła, nie przekonały odpornych psychicznie windykatorów i dług znalazł się w kancelarii komorniczej – ostatnim miejscu, gdzie można jeszcze zarobić na dłużniku. Dnia 22 maja 2006 r. dług, razem z odsetkami i kosztami komorniczymi, wynosił 23 680 zł. W wyniku bezskutecznej egzekucji komorniczej wierzyciel wystąpił do sądu z wnioskiem o wyjawienie majątku dłużniczki. Sądowy wywiad także nie znalazł nic, co mogło zaspokoić wierzyciela. Czynności egzekucyjne zostały jednak tylko zawieszone i czekają aż sytuacja materialna dłużniczki się poprawi. Jej zadłużenie przekracza obecnie 30 tys. zł. Nauczona przykrym doświadczeniem trudnych rozmów nie chce się już denerwować i poprosiła naszą redakcję o pomoc – żeby załatwić umorzenie części lub całości zobowiązania. O dalszych
jej losach napiszemy wkrótce.
ANDRZEJ SKUBISZEWSKI
Cały artykuł w numerze 11/2010 Eurogospodarki.