Położenie, klimat, areał użytków rolnych (16,2 mln ha, czyli prawie 52 proc. powierzchni kraju) oraz gęstość zaludnienia predestynują Polskę do rozwijania rolnictwa. Mamy warunki do uprawy zbóż, ziemniaków, warzyw, rozwijania sadownictwa, chowu zwierząt na mięso, produkcji mleka, uprawy wielu innych roślin. Jesteśmy, jeśli nie mocarstwem, to liczącą się potęgą rolniczą w Europie i na świecie.
Statystyka wykazuje, że w Polsce gospodarstw posiadających co najmniej 2 ha użytków jest 1,807 mln. Ich liczba powoli maleje. Podobnie jak średnia wielkość. W przeciągu ostatnich 30 lat wzrosła z 7,1 do 10,1 ha. Przynajmniej połowa to gospodarstwa tylko z nazwy. Nie przynoszą dochodów i nie dają zatrudnienia. Trudno, żeby było inaczej, jeśli nie wytwarzają nic na sprzedaż. Inaczej mówiąc – to, co wytworzą, sami zjedzą. Oczywiście, samozaopatrzenie też jest ważne i ma swoją wartość, ale dochodu nie przynosi.
Według różnych szacunków liczba gospodarstw dostarczających coś na rynek wynosi 600-700 tys., a nastawionych na produkcję towarową nie więcej jak 300 tys. Wynika z tego, że ponad milion gospodarstw nic nie sprzedaje, nie ma wpływu na zaopatrzenie rynku. Są to często drobne gospodarstwa prowadzone przez ludzi starych. Nierzadko są to osoby samotne, wdowy, starzy kawalerowie, ludzie dotknięci jakąś niesprawnością fizyczną bądź mentalną. Tacy rolnicy tylko mordują ziemię, w opustoszałych budynkach nie ma u nich żadnego inwentarza, nawet kury na podwórku. Pola, jeśli uprawiają, to tylko ze względu na unijne dopłaty. Słabsze gleby leżą ugorem lub bierze je w posiadanie las. Takim rolnikom nic się rzekomo nie opłaci.
Od pewnego czasu nasila się zjawisko dezagraryzacji wsi, zupełnie nieznane w czasach PRL-u. Drobne gospodarstwa, chociaż dominują jeszcze liczebnie, nie są już wizytówką rolnictwa, nie od nich zależy bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Stają się reliktem minionych czasów, same odchodzą do historii. To tylko różne telewizje z uporem pokazują starych, zaniedbanych chłopów jako reprezentantów współczesnej wsi. Inna rzecz, że tych prawdziwych rolników we wsi niewielu, a i przed kamery raczej się nie pchają.
Główne role na rolniczej scenie przejmują inni ludzie – dużo młodsi, lepiej wykształceni, posiadający rodziny. To właśnie oni prowadzą nowoczesne, towarowe gospodarstwa, to oni zapewniają obfitość produktów rolnych na rynku, a sobie godziwe warunki egzystencji.
SATURNIN SOBOL
Cały artykuł w numerze 10/2010 Eurogospodarki.

