Zapowiadał to od kilku miesięcy, ale zagranica, szczególnie Polska, tego nie zauważyła. A reformy mogą mieć duży wpływ na naszą współpracę gospodarczą z Białorusią. Bez względu na uczucia do nowego (starego) prezydenta kraju nikt w Europie nie zamierza ogłaszać blokady ekonomicznej Białorusi. Za dużo wszyscy, a w szczególności duże europejskie kraje, mają do stracenia.
Stan białoruskiej gospodarki nie jest wcale taki zły, jakbyśmy oczekiwali. – Białoruś uniknęła recesji, wróciła na ścieżkę wzrostu gospodarczego, który od stycznia do października ub.r. wyniósł 6,8%. Otrzymała też dostęp do międzynarodowych rynków kapitałowych, emitując euroobligacje – ocenił w listopadzie 2010 r. Chris Jarvis, szef misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wskazał przy tym na takie pozytywne działania władz, jak przyjęcie ustawy o prywatyzacji, powołanie Narodowej Agencji Inwestycji i Prywatyzacji oraz stworzenie przez resort gospodarki planów rozwoju przedsiębiorczości.
Co najmniej 500 dużych państwowych przedsiębiorstw zostanie sprywatyzowanych. W Mińsku sprzedano już kilka firm po 7-15 mld białoruskich rubli (ok. 6-8,5 mln zł), w tym m.in. fabryki zegarków Lucz i piwa Alivarija.
Niewiarygodne, ale Białoruś już wyprzedza Polskę w zakresie warunków dla prowadzenia biznesu. W przygotowanym przez Bank Światowy i International Finance Corporation (IFC) „Doing Business 2011” rankingu łatwości prowadzenia działalności biznesowej Polska znalazła się na 70. miejscu, a Białoruś zajęła miejsce 58. Już od kilku lat to Unia Europejska, a nie Rosja, jest też największym odbiorcą białoruskich towarów i surowców. Zapowiadane zaś urynkowienie cen wpłynie bez wątpienia na wymianę gospodarczą z zagranicą. Może jednak wywołać jeszcze większe niepokoje społeczne niż te po wyborach prezydenckich. Może właśnie dlatego Łukaszenka zareagował tak ostro, pokazując, że nie będzie tolerował żadnych demonstracji.
JAN ROZMYSŁAWSKI
Cały artykuł w numerze 2/2011 Eurogospodarki.