Ograny? Może w literaturze fikcji, ale na pewno nie w prozie życia. Oto dowód.
Negatywnym bohaterem opowieści będzie bankomat-wpłatomat gotówki. To coraz popularniejsze urządzenie pozwalające nie tylko na szybkie wypłaty, ale i wpłaty pieniędzy oraz praktycznie natychmiastowe zaksięgowanie ich na kontach. Dodatkową zaletą tego typu maszyn jest i to, że pieniądze można wpłacać przez całą dobę.
Z tej cudownej maszyny korzystam już od kilku lat, praktycznie od momentu, gdy w drugiej połowie ubiegłego dziesięciolecia założyłem konto w nieistniejącym już Polbanku. Teraz jest on częścią banku Raiffeisen.
Pieniądze wpłacam przynajmniej raz w miesiącu, najczęściej na kilka dni przed planowaną datą spłaty raty kredytu
Wpłat dokonuję w bankomatach-wpłatomatach zlokalizowanych w placówkach banku Raiffeisen Polbank. Po pierwsze dlatego, że mam tam możliwość szybkiego zgłoszenia ewentualnej nieprawidłowości pracownikom banku, a po drugie, bankomaty-wpłatomaty są tam dokładnie monitorowane przez system kamer.
W tym momencie pojawia się maszyna, która miała swoim nieprzewidzianym w żadnej procedurze zachowaniem brutalnie wpłynąć na zniszczenie mojego dobrego samopoczucia.
Otóż w ostatni dzień 2014 r. udałem się do „mojego” oddziału banku na warszawskim Bemowie, by uzupełnić konto do wielkości umożliwiającej spłatę raty kredytu przypadającej na dzień 2 stycznia 2015 r. Wszedłem do przedsionka oddziału banku i zbliżyłem się do maszyny umieszczonej w jednej ze ścian pomieszczenia. Spojrzałem na zegarek – była dokładnie godzina 14. Przystąpiłem do operacji wpłaty pieniędzy. Postępowałem dokładnie z bankową instrukcją. Przede wszystkim przeliczyłem pieniądze i sprawdziłem, czy któryś z banknotów nie jest zagnieciony, pozaginany. Jak zwykle ułożyłem je awersem w jedną stronę. Dopiero wtedy uruchomiłem cały proces rejestracji i autoryzacji karty. Wystukałem na ekranie kwotę wpłaty i całą operację zatwierdziłem klawiszem. Ukazał się otwór przyjmujący banknoty, do którego włożyłem gotówkę.
W tym momencie opowieści, wydawałoby się obłaskawione przeze mnie urządzenie, zaczyna bunt
Pieniądze, zamiast spokojnie zniknąć we wpłatomacie, zaczęły się dziwnie kręcić w otworze i powoli w niego wnikać. Gdy ten niepokojący proces dobiegał końca, moja karta ze świstem wyskoczyła z wpłatomatu. Ale ku mojemu przerażeniu, zamiast czekać na odebranie karty, wpłatomat zaczął energicznie wsysać ją. Próbowałem kartę schwytać. Na próżno. Zniknęła w czeluściach zbuntowanej maszyny. Na ekranie na chwilę pojawiła się informacja: „Pieniądze zostały w maszynie zatrzymane”. Było kilka minut po godzinie 14-ej. Nie mogłem pojąć, co sie stało. Nie było nawet żadnego komunikatu czy wydruku z informacją.
Bunt maszyny stał się faktem
Po raz pierwszy zdarzyło mi się coś takiego. Chwila zastanowienia. Co robić? Przede wszystkim zawiadomić pracowników oddziału. Miałem jednak pecha. W Sylwestra oddział pracował akurat tylko do godziny 14. Na szczęście pracownicy jeszcze nie wyszli. Udało mi się z nimi porozmawiać. Dowiedziałem się, że gdyby awaria wydarzyła się wcześniej, to w czasie pracy oddziału zgłosiliby ją pracownicy, a tak musiałem sobie radzić sam.
Podszedłem znów do zbuntowanej maszyny. Ba, nawet musiałem, gdyż wszystkie potrzebne do kontaktu informacje i numery telefonów znajdowały się na wpłatomacie. Na szczęście zbliżenie trwało jedynie chwilę. Dość szybko połączyłem się telefonicznie z centrum obsługi klienta Raiffeisen Polbank i w kilka minut przyjęto moją reklamację, informując, że bank ma do 30 dni na jej rozpatrzenie. Najprawdopodobniej będzie ona załatwiona szybciej. Kiedy dokładnie? Tego nie wiadomo. Pani przyjmująca zgłoszenie nie była w stanie określić przyczyn awarii. Przyznała jednak, że sytuacje takie zdarzają się, gdy wpłatomaty są gotówką przeładowane.
Mi też wcześniej przemknęła przez głowę podobna myśl, że bunt maszyn następuje w wyniku kontaktu ze zbyt dużą ilością gotówki. Szybko tę sugestię jednak oddaliłem.
Zapisałem numer zgłoszenia i zostałem z problemem sam. Skąd teraz mam zdobyć pieniądze na normalne funkcjonowanie? Przecież pieniądze zaplanowane na różne wydatki musiały zostać przekierunkowane na spłatę kredytu. Każdy kredytobiorca wie bowiem, że nawet kilkugodzinne spóźnienie w spłacie raty może wiązać się z różnymi karami. W tej kwestii banki są bardzo rygorystyczne. Dbają o swój interes. Jak tylko się da, próbują dodatkowo „oskubać” klienta z kasy. Wszystkiego trzeba pilnować, nawet realizacji tzw. stałego zlecenia. Gdy na przykład wypada ono w niedzielę, niektóre banki nie realizują zlecenia i pojawia się problem. W taki to właśnie sposób zamiast 950 zł, zapłaciłem za piekarnik ponad półtora tysiąca złotych. Powstał dług, odsetki, kary i to ja byłem winny, nie bank.
Pojawiają się kolejne myśli. Może bunt bankowych maszyn to coś zakaźnego? Może zostali zainfekowani także pracownicy banku?
By móc normalnie funkcjonować, czyli robić zakupy, opłacić inne świadczenia, musiałem dokonać czegoś, czego bardzo nie lubię – pożyczyć na krótki termin trochę pieniędzy
Minęło kilkadziesiąt godzin. Zaraz po Nowym Roku zadzwoniłem na infolinię i usłyszałem, że moja reklamacja jest w trakcie załatwiania i trzeba czekać. Więc czekałem i codziennie sprawdzałem konto – zero wpływu. Następny telefon 7 stycznia. Tu miła pani zawiadomiła mnie, że sprawa jest na etapie rozwiązywania i w ciągu kilku dni otrzymam sms-a z informacją o decyzji banku /?/. Czyżby mogła być też negatywna? Spokojnie. To niedorzeczność. Przecież reagują szybko. Od 31 grudnia mija dopiero 3 dzień roboczy…
Minęły kolejne 24 godziny. Lekko zdenerwowany poszedłem do swojego oddziału Raiffeisen Polbank. I tu zdziwienie. W zgłoszeniu reklamacyjnym nie ma ani słowa o wczorajszej rozmowie z infolinią. Dowiaduję się też, że wpłatomat trzy dni wcześniej, czyli w poniedziałek 5 stycznia, został zbadany przez eksperta. Znalazł on ponoć moje pieniądze i głośno przy tym narzekał, że są pogniecione i źle włożone. Zdenerwowałem się. Bank już od kilku dni ma przecież wszelkie podstawy, by moją reklamację załatwić, a nie załatwia. Poza tym, co za bzdury bankowy fachowiec wygadywał na temat sposobu wpłacania rzekomo pogniecionych banknotów. Czy to stała praktyka banków? Ponodobno w ten sposób zapobiegają ewentualnemu uznaniu reklamacji klienta, który chciałby wyrównania strat przy opóźnieniu spłaty kredytu.
Tego typu przypadki zdarzają się raz, dwa razy w miesiącu.
Dopiero 12 stycznia o godzinie 13.35 otrzymałem z banku informację, że sprawa została załatwiona pomyślnie. Uff! Pieniądze właśnie wpłynęły na moje konto. Zwrócono mi je równo w tydzień po stwierdzeniu, że bankomat-wpłatomat je porwał. A co z tego wynika – przez prawie dwa tygodnie ktoś dysponował moimi pieniędzmi!
Wniosek. Mikroby buntu musiały przejść z bankowej maszyny na bankowych pracowników. Bez dwóch zdań.

