Strona główna Finanse Pan życia i śmierci

Pan życia i śmierci

0
Pan życia i śmierci

W państwie prawa (podobno) jedynie przypadek sprawił, że sprawa stała się medialnie głośna, a przez to zaczęła być w odpowiedni sposób badana i uczciwie wyjaśniana.
Wszyscy z oburzeniem zareagowaliśmy na informację o tym, że Radosławowi Zarembie, gospodarującemu na 11 hektarach młodemu rolnikowi ze wsi Kulany koło Mławy, komornik zabrał i sprzedał nowoczesny ciągnik Belarus MTZ 920.3 za długi, których nigdy nie miał. Rolnik ten może poszczycić się jednak ogromnym szczęściem. Polegało ono na tym, że w momencie komorniczego zajmowania maszyny pan Zaremba dysponował nie tylko gronem światków, ale też całą operację filmował oraz wezwał policję, która była zmuszona spisać notatkę z tego zdarzenia – chociaż wobec komorniczego bezprawia nie interweniowała. A przede wszystkim szczęście dopisało mu dlatego, że całą tę awanturę udało się medialnie nagłośnić. – Obawiam się, że gdyby nie te okoliczności, mielibyśmy do czynienia z kolejnym przypadkiem bez happy endu, kiedy to komornik robi, co chce i czuje się przy tym w pełni bezkarny – mówi Marek Kuźniak, ekspert medialny. Siła oddziaływania mediów jest ogromna, ona pobudza nie tylko sumienia polityków, ale i tych, którzy w zakresie swoich obowiązków mają ochronę praw obywateli. Wtedy uaktywniają się różnego rodzaju organizacje, komisje, prokuratorzy, policja itp. Po to, by pokazać, jak bardzo się starają i jak walczą, aby w Polsce prawo było przestrzegane. Z całą pewnością nagłośnienie przypadku pana Radosława Zaremby pomogło mu, a może raczej pomoże, przynajmniej w części odzyskać utracony majątek. Ciągnika już nikt mu nie zwróci.
Sprawa wydaje się być żywcem zaczerpnięta z okresu radzieckiej stalinowskiej tyrani komunistycznej. Obywatel mógł się wówczas uważać za szczęściarza, jeżeli uszedł z życiem po „wizycie” przedstawicieli władzy. Wchodzono do domów, mieszkań i zabierano, co tylko było pod ręką. Wyrzucano ewentualnie właścicieli na ulicę i zajmowano podobającą się jakiemuś kacykowi posesję.
42 czy 42A?
W Kulanach było tak. Rano w piątek 7 listopada 2014 r.pod mieszczącą się pod numerem 42 posesję Radosława Zaremby podjechała laweta i samochód z łódzką rejestracją. Wysiadł z niej asesor komorniczy Michał Kubik. Wszedł na teren posesji i od obecnej w domu matki żony, czyli teściowej Radosława Zaremby, zażądał dokumentów i kluczyków do stojącego w garażu traktora Belarus. Poinformował ją jednocześnie, że jest to zajęcie komornicze za długi w wysokości 17 tys. zł. Kobieta powiadomiła o wszystkim zięcia, który błyskawicznie zjawił się w domu.
 – Byłem przekonany, że jest to zwykłe nieporozumienie – wyjaśnia Radosław Zaremba. – Ja przecież nie mam żadnych długów!

– Okazało się, że zadłużonym jest mieszkający obok pod numerem 42A mój szwagier Paweł S. Zaraz się u mnie zjawił. Pokazaliśmy wszelkie możliwe dokumenty, szwagier potwierdził, że to jest jego dług. Jak tylko było to możliwe udowadnialiśmy, że jest to zwykłe nieporozumienie, pomyłka. Komornika kompletnie to nie interesowało – relacjonuje poszkodowany. Komornik od razu rozpoczął proces przejmowania ciągnika. Zapakowano go na lawetę i odjechali. Nie pomogła wezwana na miejsce policja. Funkcjonariusze, po konsultacjach ze swoją komendą w Mławie, odmówili bezpośredniej interwencji. Nie mieli do tego prawa. Sporządzili tylko odpowiednią notatkę z miejsca zdarzenia. Wyceniany na ok. 100 tys. zł. ciągnik odjechał „w siną dal”. Asesor Michał Kubik tłumaczył to tym, że traktor znajdował się na posesji, gdzie dłużnik prowadzi swoją działalność gospodarczą. – Była to wierutna nieprawda, gdyż chociaż nasze domy to jeden bliźniak, ale są to zupełnie odrębne posesje i szwagier nie ma do mojej żadnych praw – wyjaśnia Radosław Zaremba.
Rolnik natychmiast napisał skargę sądową. Szybko uzyskał sądowy zakaz sprzedaży ciągnika. Trwało to jednak kilka dni. W tym czasie komornik bez publicznej licytacji  przekazał maszynę do komisu, gdzie błyskawicznie za mniej niż połowę wartości, bo za 40 tys. zł. znalazła nabywcę.
Przypadek mocno sterowany?
Skąd wziął się problem Radosława Zaremby? Czy to przypadek, może nie? Im bardziej wszyscy się w tę sprawę zagłębiają, tym bardziej staje się prawdopodobne, że może to nie być zwykły błąd komorniczy, albo też jakieś prawne niedopatrzenie, ale przemyślane, celowe działanie, mające nawet cechy przestępstwa.
Asesor Michał Kubik, który przeprowadził akcję w Kulanach, to pracownik łódzkiej kancelarii komorniczej działającej przy sądzie rejonowym Łódź Śródmieście. Kancelaria jest członkiem Krajowej Rady Komorniczej. W Kulanach działał w imieniu firmy nasiennej Granum, wierzyciela długów Pawła S., szwagra Radosława Zaremby. Przejęty za długi ciągnik w komisie kupiła kobieta, prezes spółki mającej swoją siedzibę w tym samym budynku, co kancelaria prawna reprezentująca wierzyciela długu Piotra S. Jej wspólnik pozostaje biznesowo powiązany ze wspólnikiem tej kobiety. To są fakty.
Faktem jest też to, że ten sam asesor, realizując inne zajęcia działał według identycznego wzorca jak w Kulanach. Wszedł na przykład do firmy Katarzyny Zasina-Walkowskiej z Sieradza i zajął jej prywatny samochód citroen oraz trzy samochody firmowe, w tym jeden z towarem wartości ok. 20 tys. zł.
Miał odpowiednie dokumenty zajęcia, ale na inną firmę i na inną osobę – na ojca poszkodowanej

Kobieta nie chciała oddać zajętego majątku, wyniknęła szarpanina, pojawił się stres. Według Katarzyny Walkowskiej interwencja komornicza stała się głównym powodem jej poronienia.
W przypadku asesora Kubika znajdzie się też kilka innych przykładów nie do końca jasnych powodów komorniczych zajęć. Zajęła się nimi Krajowa Rada Komornicza i Rada Izby Komorniczej w Łodzi. Przeprowadziła ona własne postępowanie w sprawie działalności kontrowersyjnego asesora. Początkowo Izba Komornicza w Łodzi uważała, że asesor, wykonując swoje obowiązki, postępuje zgodnie z prawem, ale później (czyżby nacisk medialny?), po zbadaniu sprawy, skierowała przeciwko niemu wniosek do Komisji Dyscyplinarnej przy KRK. Sprawę bada też Prokuratura Rejonowa w Mławie, która wszczęła śledztwo w sprawie możliwego przekroczenia uprawnień przez asesora komorniczego. – Jestem zaskoczony takim finałem – mówi Janusz M., były przedsiębiorca, któremu komornik zajął, a następnie sprzedał po przysłowiowej złotówce za sztukę a cały magazyn nowych opon samochodowych.
– Ja takiego szczęścia nie miałem, mnie tak potraktowano, że stałem się bankrutem. Wszystko odbyło się w świetle prawa, odwołania niczego nie dały

Odpowiedź zawsze była taka sama – komornik miał prawo i działał zgodnie z nim. Może gdyby ta sprawa została nagłośniona, byłoby inaczej?
Rolnik Radosław Zaremba za zajęty przez komornika ciągnik ma otrzymać odszkodowanie z polisy ubezpieczeniowej. Czy tak stanie się też w sprawach innych osób, które uważają się pokrzywdzone przez działania tego samego asesora komorniczego? Czas pokaże.
Na razie wiadomo, że…
Asesor komorniczy, który zajął rolnikowi ciągnik za długi sąsiada, nie może spać spokojnie. Zajmie się nim Krajowa Rada Komornicza. „Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez komornika, który zajął ciągnik rolnika spod Mławy za długi sąsiada 7 listopada ubiegłego roku” – poinformowała media Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku.
W kolejce do medialnej rozprawy stoją już kolejne przypadki. Do podobnego zdarzenia doszło w Gostyninie. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zgłosił pokrzywdzony. Komornik Jarosław K. zajął i wywiózł z posesji samochód osobowy.
Pewne jest, że poszkodowani w obu sprawach nie są ze sobą spokrewnieni.