Jak ocenia pan budownictwo mieszkaniowe po roku 2015?
– To był wyjątkowo udany rok. Według danych GUS do użytku oddano 147,7 tys. mieszkań, tj. o 3,2 proc. więcej niż w 2014 roku. Ponad połowę mieszkań (54 proc.) oddali do użytku inwestorzy indywidualni, co stanowi wzrost o 4,7 proc. w stosunku do roku 2014. Wzrost zanotowali również deweloperzy, którzy w 2015 roku oddali 62,4 tys. mieszkań, tj. o 5,7 proc. więcej niż przed rokiem. Sprzedali też rekordowo dużo mieszkań – 51,8 tys., czyli o jedną piątą więcej niż w 2014 roku. Na koniec grudnia deweloperzy oferowali około 48 tys. mieszkań, podaż mieszkań więc nie jest zła.
To zapowiedź, że i rok 2016 będzie dobry?
– Trudno będzie powtórzyć dobry wynik sprzedaży w roku 2016. Wpłynie na to choćby obowiązek posiadania przez kredytobiorcę 15 proc. wkładu własnego czy spodziewane podwyżki marż kredytów hipotecznych. Również nie starczy dla wszystkich zainteresowanych pieniędzy zarezerwowanych na 2016 rok w programie „Mieszkanie dla młodych”.
Ile mieszkań rocznie powinniśmy budować, żeby zmniejszać niedobory mieszkaniowe?
– To prawda, że mamy jedną z najniższych w Europie liczbę mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców. Ale dopóki Polaków nie będzie stać na kupowanie mieszkań, wzrost liczby mieszkań niewiele zmieni wskaźniki. Tak więc, jeśli byśmy tyle samo budowali mieszkań co teraz i je sprzedawali, to byłby dobry wynik. W Polsce prawdziwym problemem nie jest brak mieszkań na rynku, a brak mieszkań komunalnych, społecznych i socjalnych – te stanowią margines oddawanych lokali. To szczególnie drażliwy społecznie problem, który wymaga pilnego rozwiązania.
Co stanowi główną przeszkodę?
– Moim zdaniem główną barierą w rozwoju budownictwa mieszkaniowego jest brak spójnej długoterminowej polityki mieszkaniowej państwa. Wsparcie za pomocą takich programów, jak „Rodzina na swoim” czy „Mieszkanie dla młodych”, jest ważne, ale jednak doraźne, a nie systemowe. Natomiast zapowiedź wprowadzenia przez rząd kas oszczędnościowo-budowlanych uważam za bardzo ważny krok ku poprawie sytuacji mieszkaniowej Polaków. Ustawę o kasach wprowadzono w Polsce prawie 20 lat temu i do dziś nie przygotowano do niej przepisów wykonawczych regulujących ich działanie. Takie regulacje powinien przygotować resort finansów wspólnie z Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa. A przykładem, że takie kasy dobrze funkcjonują, mogą być Węgry. Węgrzy w 1997 roku uchwalili ustawę bliźniaczo podobną do polskiej.
Co należałoby zrobić, żeby pozbyć się w Polsce problemu mieszkaniowego?
– Szara strefa od lat utrudnia konkurowanie na rynku uczciwym przedsiębiorcom. Trzeba ukrócić nieuczciwe praktyki – przede wszystkim zatrudnianie ludzi „na czarno”. Przywrócenie ulg remontowo-budowlanych dla osób fizycznych byłoby jednym ze skuteczniejszych sposobów na zwalczanie i przeciwdziałanie szarej strefie. Każdy, kto płaci za materiały lub prace budowlane, żąda wtedy rachunku dla fiskusa. Natomiast przez brak właściwego nadzoru nad rynkiem wyrobów budowlanych i odpowiednich przepisów prawnych coraz częściej sprowadzane są do Polski zagraniczne wyroby niespełniające parametrów jakościowych. Jedynym wyznacznikiem ich popularności jest niska cena. Nie wystarczy więc kontrolować samych dokumentów handlowych, trzeba przede wszystkim sprawdzać wyroby budowlane. Polscy producenci wyrobów budowlanych skarżą się też na nierówne traktowanie w handlu zagranicznym – jako eksporterzy muszą płacić cła, natomiast partnerzy ze wschodu, eksportując swoje wyroby do Polski, już tego obowiązku nie mają! Trzeba też poruszyć kwestię zamówień publicznych. W ustawie o nich co jakiś czas dokonuje się kosmetycznych zmian, a ona wciąż wymaga wprowadzenia nowych rozwiązań gwarantujących firmom budowlanym (szczególnie wykonawczym) stabilne i bezpieczne funkcjonowanie na rynku. Na razie ustawa ta wręcz wymusza patologie, m.in. poprzez zaniżanie cen usług budowlanych, co jest możliwe jedynie przez zatrudnianie pracowników w sz-rej strefie. Likwidacja tych barier znacząco poprawiłaby sytuację firm budowlanych.

