Wyszedłem z banku z kartonowym pudłem. W głowie, w rytm przyspieszonego bicia serca, jakiś głos powtarzał: Zwolnili mnie! Zwolnili mnie! Po 15 latach. Po pracy non stop 35 godzin.
Pracując w korporacjach finansowych, na co dzień spotykałem ludzi z kredytami, którzy nagle wylądowali na bruku z pudłem w ręce. Bez pracy. Przemknęli mi teraz przed oczami.
Tylko członkowie zarządów banków czy innych instytucji finansowych mogą spać spokojnie. Wysokość ich wynagrodzenia i innych gratyfikacji wystarczy na kilka pokoleń, zarabiają bowiem od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. W przypadku gdy zostaną odwołani z zajmowanego stanowiska, podpisane przez nich kontrakty zapewniają im na ogół życie na wysokim poziomie bez pracy nawet przez kilkanaście miesięcy.
Co nas bezrobotnych w białych kołnierzykach łączy? Jeden cel: znaleźć jak najszybciej pracę. W sektorze finansowym jest trudno. Skala zwolnień była i jest ogromna, a perspektywy rozwoju nie są optymistyczne. Nowe technologie eliminują ludzi.
Za wysokie kompetencje
Na ogół zaczynamy od wysyłania swojego CV do instytucji o zbliżonym profilu do tej, z której nas się pozbyli, i na oferty zgodne z naszymi kwalifikacjami. I okazuje się, że nawet bardzo dobrze napisane CV przez firmy, które się w tym specjalizują, nie gwarantuje nam rozpoczęcia procesu rekrutacyjnego. Zdobyte doświadczenie, osiągnięte wcześniej sukcesy zawodowe na tym rynku w niczym nie pomagają. Nawet ukończone wcześniej studia doktoranckie okazują się kulą u nogi. Jesteś za bardzo wykształcony na stanowisko pracy, o które zabiegasz! Na nic argument, że firma, w której chcesz pracować, nie musi już inwestować w ciebie. Pozostaje prosty wniosek: instytucje finansowe wolą mniej wykształconych.
Milknący telefon
Kilka miesięcy mija. I nic. Puste kieszenie, obniżony nastrój, samoocena na poziomie depresji Morza Martwego. Pomocy znikąd. Obietnic pomocy moc. Wyrazów współczucia jeszcze więcej. Na początku. Przychodzi jednak moment, że nawet dobrzy znajomi przestają dzwonić. Boją się prośby o pomoc. Masz w swoim telefonie masę kontaktów i większość nagle staje się martwa. Czujesz się, jakbyś zachorował na chorobę zakaźną. Jak to możliwe, że byłem potrzebny wielu ludziom i nagle nie jestem potrzebny nikomu? Jedyna pomoc to rodzina. Jednak nie wszyscy mają takie szczęście.
Cukierkowa wizja przyszłości
Po kilku miesiącach bezowocnych starań nadal jest problem: co dalej? Sięgam po literaturę fachową. Szukam wsparcia, wskazówki, jak się podnieść. Piszą, żebym założył firmę, a przy tym takie dyrdymały: „nie będziesz miał nikogo nad sobą”, „urlop będziesz spędzał wtedy, kiedy chcesz”, „będziesz miał więcej czasu dla rodziny” itp. – cukierkowa wizja przyszłości. Nie wierzcie tym bajkom! Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Wkrótce się okaże, że podlegam innym przełożonym, takim jak urząd skarbowy, ZUS. Jeżeli zatrudniasz pracowników, dojdzie do tego Inspekcja Pracy, Straż Pożarna, Inspekcja Sanitarna i inne. Od teraz płacisz za błędy sam, bo jesteś w jednej osobie: szefem, księgowym, menedżerem, sekretarką, kierowcą i sprzątaczką.
Pierwsze zlecenie
Nieoczekiwanie pomagają przyjaciele, którzy w żaden sposób nie są związani z branżą finansową: to właściciele firmy specjalizującej się w projektowaniu między innymi instalacji elektrycznych, wentylacyjnych, klimatyzacyjnych dla budynków komercyjnych i mieszkalnych. To dla nich mam wykonać pierwsze zlecenie. Chcą, żebym im przeprowadził restrukturyzację finansowania ich firmy. Mam poszukać dla nich takiego banku, który zgodzi się przejąć obecny kredyt na znacznie korzystniejszych warunkach przy jednoczesnym zachowaniu aktualnych zabezpieczeń. Dodatkowo proponuję im, by przenieśli bieżącą obsługę firmy do nowego banku, w którym wynegocjuję korzystne warunki prowadzenia ich rachunków. Żeby podjąć się zlecenia, oczywiście muszę posiadać firmę. Nie mam wyjścia. Zakładam ją. Życie zawodowe zmusza wielu ludzi w wieku 40+ i 50+ do rozpoczynania go od nowa. Formalności nie są trudne, ale ta biurokratyczna uwertura uczy mnie pokory i cierpliwości.
W końcu mam wszystkie stosowne dokumenty założycielskie, siedzibę, kupuję nowy sprzęt komputerowy, zakładam stronę internetową i oczywiście wyrabiam pieczątkę. To dziwne, ale w XXI wieku w Polsce pieczątka firmowa jest wciąż ważna. W świecie już nie. Co najważniejsze, inwestuję w umowę niezbędną przy współpracy z potencjalnymi klientami. Opracowuję ją przy udziale wyspecjalizowanych prawników. Opierając się na doświadczeniach bankowych, przygotowuję ją tak, żeby klient nie musiał poświęcać kilkudziesięciu minut na zapoznanie się z nią. Jest napisana prostym, zrozumiałym językiem i zajmuje tylko dwie strony. Potem klienci będą się dziwić, dlaczego banki nie stosują tak prostych rozwiązań.
Na własne konto
Moja działalność gospodarcza to przede wszystkim to, co robiłem całe dorosłe zawodowe życie, a więc branża finansowa. Swoje doświadczenie i nabytą wiedzę postanawiam teraz wykorzystywać na swoje konto. Znam bardzo dobrze rynek usług bankowych i finansowych, wiem jak od środka działają banki, wiem, co można z nimi negocjować i w jaki sposób. W bankach na przykład obowiązują ustanowione odgórnie poziomy decyzyjne. To znaczy w zależności m.in. od kwoty i ceny transakcji inny poziom decyzyjny posiada doradca, inny dyrektor oddziału, a jeszcze inny dyrektor regionu. Trzeba umieć ocenić, w której sprawie do kogo uderzać, żeby być skutecznym. Wiem też, z którymi bankami warto rozmawiać, a które szerokim łukiem omijać ze względu na wysokie koszty obsługi i wydłużające się procedury oraz brak szybkich decyzji. I właśnie tą wiedzą i tymi umiejętnościami, postanawiam dzielić się z moimi klientami.
Przemodelowanie myślenia
Nowa sytuacja wymusza na mnie zmianę podejścia do siebie i własnych metod pracy. Przecież proponowane przeze mnie rozwiązania nie zawsze będą zgodne z oczekiwaniami moich klientów. Za najważniejszą w relacjach z nimi uznaję uczciwość. To nie takie oczywiste po latach pracy w bankach, w których dobry pracownik w celu wykonania nierealnych planów nakłania klientów do nabywania niekoniecznie korzystnych dla nich produktów bankowych. Moje podejście do własnego biznesu ma gwarantować klientowi najlepsze dla niego rozwiązanie finansowe. Zacząłem nawiązywać nowe kontakty w bankach. Stare się urwały, a ja musiałem zacząć działać na własną rękę. Czas wciąż ucieka. Ten etap trwał najdłużej, ale zaczyna przynosić konkretne efekty. Nowo zdobyte kontakty pozwalają mi poruszać się już wydeptaną ścieżką. Jeżeli klientowi zależy na szybkim kredycie, to rozmawiam tylko z bankiem, w którym procedura jest prosta i już sprawdzona. Jeżeli natomiast klientowi głównie chodzi o niską cenę finansowego przedsięwzięcia, to rozmawiam już z innym bankiem, a jeżeli klient chce pozyskać dodatkowe środki z leasingu czy faktoringu, to wybieram jeszcze inny bank, który się w tym specjalizuje.
Uznałem też, że skutki każdej współpracy z klientem powinny przynosić korzyści przede wszystkim jemu. Zdarza się, że mimo rozpoczętej współpracy klient się bardzo szybko wycofuje z podjętych ustaleń. Rozstaję się z nim pokojowo bez obciążania go jakimikolwiek kosztami. Z doświadczenia wiem bowiem, że takie podejście daje klientowi satysfakcję i jednocześnie mi daje gwarancję, że do mnie wróci lub poleci wykonaną przez mnie usługę następnym. Dla mojej firmy każdy nowy klient z polecenia jest bardzo ważny i bardzo cenny, taki bowiem sposób ich pozyskiwania uznałem za najbardziej efektywny. Nie działam jak korporacja. Nie mam budżetu na reklamę i marketing.
Założyłem, że moment odcinania kuponów z mojej działalności nadejdzie dopiero za dwa, trzy lata. To długi okres, ale nie miałem innego wyjścia. Wszedłem w to.
Wysokie frycowe
Pierwsze kontakty, pierwsi klienci i frycowe w postaci świadczenia usług dla ofiar kryzysu finansowego i biznesmenów wierzących w swą nieomylność inwestycyjną. Wszyscy chcą pieniędzy pod mizerne zabezpieczenie, banki z nimi nie chcą rozmawiać, szukają więc doradców-cudotwórców. Zdarzają się oczywiście też klienci z pieniędzmi, którzy po sfinalizowaniu transakcji wycofują się z ustalonych warunków wynagrodzenia. Mimo podpisanej umowy i uzgodnienia wszystkich spraw związanych z wypłatą mojego honorarium, klient po otrzymaniu mojej faktury spóźnia się z płatnością, a potem – jak się okazuje – nie płaci wcale. Nawet po moich telefonach i upominaniu się. Na szczęście zdarzyło się to tylko dwa razy. Nauczyłem się dzięki temu, że należy rozliczać się z klientem etapami, przed zakończeniem całej operacji.
Zaczynam rozglądać się za dodatkowymi dochodami, żeby swojej firmy nie skazywać na tylko jedno źródło dochodów. Nareszcie to, że skończyłem trzyletnie studia doktoranckie na SGH, przemawia na moją korzyść. Zaczynam prowadzić wykłady z finansów i bankowości. Podczas kilkugodzinnego kursu przekazuję wiedzę popartą praktyką. Przedstawiam konkretne sytuacje i możliwe rozwiązania. Mówię na wykładach o tym, o czym teoretycy milczą.
Pozytywne nastawienie do mnie
Praca na własną rękę daje mi cztery razy mniejsze zarobki niż w korporacjach bankowych, ale daje mi też coś, co jest ważniejsze od wysokich honorariów. Po pierwsze, jestem w zgodzie ze sobą. Po drugie, moja uczciwość wobec klientów sprawia, że chcą ze mną współpracować, darzą mnie zaufaniem. Czerpię z tego ogromną satysfakcję zawodową i zwyczajnie – ludzką.
Bez pudła
Z dostępnych analiz wynika, że w Polsce jest jeden z najwyższych wskaźników pozytywnego nastawienia do przedsiębiorczości w Europie, szczególnie wśród młodych ludzi do 30. roku życia. Dlaczego nie ma to właściwego przełożenia na pomoc państwa dla tysięcy młodych zapaleńców? Przecież to sposób na zatrzymanie ich w kraju. Ile kosztują nas urzędy pracy i zatrudnieni w nich urzędnicy, ile kosztuje jedno miejsce pracy załatwione za ich pośrednictwem? Pewnie gdyby te pieniądze trafiały bezpośrednio do młodych przedsiębiorców, oni stworzyliby wiele miejsc pracy dla tych mniej przedsiębiorczych, szukających pracodawcy. Zrobiliby to, żeby do pracy wchodzić i wychodzić z niej bez pudła.

