Strona główna Finanse Chcą pracować, ale nie mają gdzie

Chcą pracować, ale nie mają gdzie

0
Chcą pracować, ale nie mają gdzie

Bożena, księgowa spod Sochaczewa, w ubiegłym roku skończyła 75 lat. Obecnie jest młodą emerytką. – Byłam skarbnikiem w gminie. Na emeryturę przeszłam siedem lat temu, czyli mając 68 lat – opowiada. – Wójt mnie prosił, bym jeszcze została. Byłam w pełni sił, a po śmierci męża nie chciałam zamykać się w czterech ścianach. Czułabym się bardzo samotna. Kontakt z ludźmi ułatwił mi przeżycie żałoby. To dzięki pracy nie wpadałam w depresję – tłumaczy. W urzędzie miała dużo pracy. Do tego szkolenia, nie było czasu na rozpamiętywanie. Jak mówi: – Nie chodziło o pieniądze, bo z emerytury jest zadowolona.
Z kolei 63-letnia Ewa nadal prowadzi mały sklep na warszawskiej Pradze-Południe. Wcale nie myśli o emeryturze. – Przywykłam do pracy, do kontaktów z ludźmi – tłumaczy. Jej starsza siostra kilka lat temu przeszła na emeryturę i teraz jedyne jej zajęcie to „bieganie po lekarzach”. – Już nie wiem, czy faktycznie jest aż tak chora, czy po prostu szuka kontaktu z ludźmi – mówi pani Ewa. – Czasami i ja mam problemy ze zdrowiem, czasem się zastanawiam, czy nie rzucić tej roboty, zwłaszcza że dzieci mnie namawiają, bym pojechała do nich do Wielkiej Brytanii. Tylko co ja tam będę robić, skoro języka nie znam?
Z prowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny badań nad aktywnością ekonomiczną ludności wynika, że wśród polskich pracowników aż 2,6 mln osób ukończyło już 55. rok życia. Z kolei ZUS podaje, że obecnie średnia wieku przechodzenia na emeryturę w Polsce to 60,4 roku (dla mężczyzn 61, dla kobiet – 59,8). Dla porównania: 10 lat temu średni wiek emeryta w Polsce wynosił 56,8 roku.
– Na Polaków z jednej strony zadziałało ustawowe podniesienie wieku emerytalnego i konieczność dłuższej pracy. Z drugiej strony jako społeczeństwo przeszliśmy proces zmian. Osoby po 55. roku życia to nie zmęczeni staruszkowie, ale ludzie w sile wieku, aktywni, dla których praca jest sposobem na zachowanie lepszej formy – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan i członek rady nadzorczej ZUS.
Emerytura coraz później
Jednak wzrastającego apetytu na pracę wśród Polaków w późniejszym wieku nie zauważyli jeszcze nasi pracodawcy. Co więcej, już kobiety w wieku 45+ zaczynają mieć problemy z zatrudnieniem.
– Szukam stałego zajęcia od miesięcy. Poprzednią pracę straciłam, bo była redukcja etatów – opowiada Anna Domańska, która do niedawna pracowała przy taśmie w fabryce z sektora chemicznego. – Zdaję sobie sprawę z tego, że mam tylko średnie wykształcenie, ale to chyba nie oznacza, że jestem do odstrzału – mówi Anna. Jej dzieci są dopiero w szkole średniej.
Niechęć do zatrudniania starszych pracowników wychodzi także w badaniach. Z ankiety przeprowadzonej przez agencję pracy Work Service obecnie w co piątej firmie nie ma ani jednego pracownika po pięćdziesiątce. I tylko 12 proc. chce, aby w 2016 roku ich przybyło. To oznacza, że ani nie kwapią się do zatrudniania takich osób, ani specjalnie nie zależy im, by w firmie zostawali ci, którzy wejdą w ten przedział wiekowy.
Winne jak zwykle państwo
– Jeśli przez lata wmawia się ludziom, że wieku 50–60 lat Polacy marzą tylko o emeryturze, a ostatnie podniesienie wieku emerytalnego wywołało wiele protestów i dziś mówi się o tym, że zostanie on obniżony, to trudno się dziwić, że pracodawcy na 10 lat przed emeryturą przestają inwestować w pracownika, wysyłać go na szkolenia. Finał jest taki, że kwalifikacje starszych się dezaktualizują, a tym samym przestają być atrakcyjni na rynku pracy – tłumaczy Jeremi Mordasewicz. Paradoksalnie, szkodzi także czteroletni okres ochronny. Żeby nie mieć związanych rąk, firmy na wszelki wypadek zwalniają pracowników, zanim w niego wejdą. W rezultacie zamiast zyskać przed emeryturą parasol, zostają na lodzie.
W sukurs idzie demografia
Kręcenie nosem przedsiębiorców powoli jednak będzie się kończyć. Polska się starzeje. Już dziś na rynek pracy wchodzi mniej osób, niż z niego schodzi. To oznacza, że firmy coraz rzadziej będą mogły pozwolić sobie na przebieranie w pracownikach jak w ulęgałkach. Najnowsza prognoza demograficzna zakłada, że do 2050 roku ludność w Polsce wyniesie 33 mln 951 tys. osób, co w stosunku do roku 2013 oznacza zmniejszenie się ludności o 4,55 mln (12 proc.). A tymczasem z badań Work Service jasno wynika, że niewiele, bo jedynie 20 proc. pracodawców, planuje zatrudnić w najbliższym czasie osoby w wieku 50 lat i starsze. Co ciekawe, wśród firm, które zatrudniają dziś osoby w tej grupie wiekowej, aż 64 proc. nie zamierza zatrudnić więcej pracowników w tym wieku. I to wcale nie dlatego, że mają z nimi złe doświadczenia. Bardziej obawiają się okresów ochronnych, spadku wydajności czy chorób związanych z wiekiem. To co prawda stereotypy, ale wielu pracodawców wciąż wierzy, że starszy pracownik oznacza kłopoty.
Plusy pracownika 50+
– Nikt nie oczekuje, że zatrudni się 60-latka na stanowisku wymagającym dobrej kondycji fizycznej, ale są prace, które mogą wykonywać, np. są świetnymi organizatorami, bo doskonale znają strukturę firmy – tłumaczy Mordasewicz. Z badań Work Service wynika, że dla 46 proc. pracodawców największą wartością pracowników w grupie wiekowej 50+ jest duże doświadczenie zawodowe. Ponad 33 proc. przedsiębiorstw docenia ich zaangażowanie w pracę, a niemal tyle samo respondentów ceni odpowiedzialność (30 proc.) oraz dyspozycyjność (31 proc). Równie wartościowa okazuje się być lojalność, którą wskazało 27 proc. pracodawców.
Ale są też minusy. Przedsiębiorcy zarzucają starszym pracownikom, że nie potrafią szybko się uczyć i nie radzą sobie ze stresem. Twierdzi tak aż 96 proc. ankietowanych pracodawców. Na taką umiejętność wskazało zaledwie 4 proc. ankietowanych przedsiębiorców. – Dla wielu firm międzypokoleniowe zespoły, których częścią są zarówno millenialsi, czyli osoby urodzone w latach 80., jak i seniorzy, mogą przyczynić się do wzrostu efektywności i kreatywności w organizacji – mówi Krzysztof Inglot z Work Service.
Jeremi Mordasewicz dodaje jednak, że u schyłku aktywności zawodowej pracownicy powinni pogodzić się z tym, że ich dochody spadają. – Firmy nie są w stanie płacić im cały czas dużo, bo ich wydajność spada. Należy pogodzić się z tym, że mogą przejść na inne stanowisko czy pracować w niepełnym wymiarze. To chyba jednak lepsze niż bezrobocie w jesieni życia – podsumowuje Mordasewicz.
Joanna Ćwiek, Janina Blikowska