Kruk, największa polska firma specjalizująca się w windykacji należności osobistych, już kilka lat temu rozpoczęła zagraniczną ekspansję. W 2007 r. utworzyła spółkę zależną w Rumunii, a pięć lat później wkroczyła również na rynek naszych południowych sąsiadów – do Czech i na Słowację. Później zaczęła działać także na Malcie oraz w Niemczach.
Jesienią zeszłego roku Kruk sprawdził, jak do kwestii zadłużenia podchodzą mieszkańcy poszczególnych krajów, w których działa grupa, i jak ewentualne kłopoty finansowe wpływają na życie osobiste oraz rodzinne Polaków, Rumunów, Czechów i Słowaków. Firma zleciła wyspecjalizowanym instytucjom przeprowadzenie badań.*
Wyniki ankiet wskazują na to, że wśród przedstawicieli czterech zbadanych narodowości za najbardziej zaradnych należy uznać Czechów. To im najrzadziej brakuje pieniędzy w portfelu i to oni najrzadziej też spóźniają się z regulowaniem płatności czy spłatą rat kredytowych. Tego rodzaju problemy finansowe w swoim dorosłym życiu miewa co jakiś czas tylko jeden na pięciu ankietowanych mieszkańców Czech (22 proc.). Wśród trzech pozostałych nacji ten odsetek jest wyższy. Ze zleconych przez firmę Kruk badań można wyciągnąć wniosek, że kłopoty ze związaniem końca z końcem może mieć od czasu do czasu prawie jedna trzecia mieszkańców Polski, Rumunii czy Słowacji.
Komu ludzie mówią o długach
Brak płynności finansowej i okresowe popadanie w długi to coś, czego się wstydzimy, a przynajmniej nie chwalimy się tym na prawo i lewo. Jednak podejście do tych kwestii u przedstawicieli różnych nacji w Europie Środkowej bywa odmienne. Osoby, które popadły w długi, najczęściej dzielą się tym kłopotem ze współmałżonkiem. I nie należy się temu dziwić, bo w naszej szerokości geograficznej żonę i męża łączy zazwyczaj wspólnota majątkowa. O ile jednak o swoich problemach mówi współmałżonkowi dwóch na każdych trzech zadłużonych Rumunów, o tyle Polacy są pod tym względem znacznie bardziej powściągliwi. U nas do długów przyznaje się żonie lub mężowi tylko co drugi ich posiadacz.
Z innymi niż współmałżonek osobami o swoich problemach finansowych rozmawiamy sporadycznie. Podobnie zresztą jak Rumuni. O ile jeden na pięciu lub sześciu dłużników gotów jest jeszcze powiedzieć o swoich kłopotach najbliższej rodzinie, czyli dzieciom lub rodzicom, o tyle swojemu życiowemu partnerowi zdradza to tylko jeden na dziewięciu dłużników. Natomiast w gronie przyjaciół, a zwłaszcza kolegów i koleżanek z pracy, to praktycznie temat tabu. Tym ostatnim prawie nigdy nie zwierzamy się z problemów z brakiem pieniędzy.
Znacznie bardziej otwarci od Polaków (i Rumunów) są pod tym względem nasi południowi sąsiedzi. Jedna trzecia zadłużonych Czechów i Słowaków nie robi z tego tajemnicy przed swoimi rodzicami czy dziećmi. Co czwarty zwierza się partnerowi oraz przyjaciołom. O problemach finansowych znaczne częściej niż u nas mówi się tam również znajomym z pracy.
Być może nasza powściągliwość w tej dziedzinie wynika stąd, że nie spodziewamy się raczej po otaczających nas ludziach i instytucjach pomocy w rozwiązaniu problemów finansowych. Bardzo podobnie jak Polacy wydają się myśleć Rumuni, zupełnie inaczej – Czesi i Słowacy.
Na kogo dłużnik może liczyć
Jeśli Polak popadnie w długi, liczy praktycznie tylko na pomoc najbliższej rodziny – głównie współmałżonka lub dorosłych dzieci (ponad połowa ankietowanych), rzadziej – rodziców (niespełna 40 proc.). Natomiast tylko garstka dłużników uważa, że pomocne mogą być tu instytucje finansowe, pomoc społeczna czy pracodawcy. Na przyjaciół liczyć może raptem kilka procent osób borykających się z kłopotami finansowymi.
Zadłużony Rumun po pomoc finansową udałby się przede wszystkim do swojego zakładu pracy. Na taki krok – jak wynika ze zleconego przez firmę Kruk badania – zdecydowałoby się dwóch na każdych pięciu mieszkańców Rumunii. A na najbliższej rodzinie, choćby na współmałżonku, w trudnej finansowo sytuacji polegać może tylko co czwarty tamtejszy dłużnik.
W komfortowej sytuacji wydają się tu być Słowacy, a zwłaszcza Czesi. Z przeprowadzonych ankiet wynika, że jeśli już ktoś znajdzie się w trudniejszej sytuacji finansowej z pomocą gotowi są mu przyjść wszyscy wokół. Nasi południowi sąsiedzi poprosiliby o nią przede wszystkim najbliższą rodzinę – współmałżonka oraz dorosłe dzieci. Tę drogę wybrałoby czterech na pięciu ankietowanych. Trzech na czterech poszukałoby wsparcia u rodziców albo rodzeństwa. Czesi prawie tak samo często udaliby się do pomocy społecznej. Prawie połowa dłużników zza naszej południowej granicy mogłaby liczyć również na wsparcie różnego rodzaju instytucji finansowych, swoich pracodawców oraz przyjaciół. Ankieterzy pytali też respondentów, dlaczego ludzie, którzy nie mogą sobie poradzić z własnymi finansami, niechętnie dzielą się tymi kłopotami z najbliższymi. Najczęściej i to w każdym z krajów, gdzie przeprowadzono badanie, wskazywano na to, że dłużnicy chcą chronić swoją rodzinę przed własnymi problemami. Często, choć nie w Polsce, wynikać miałoby to również z dbałości o dobrą atmosferę w rodzinnym gronie. Najwyraźniej taka atmosfera nie należy do priorytetów polskich rodzin. Co ciekawe, jednym z najważniejszych powodów, dla których część Czechów i Słowaków woli nie wspominać swoim najbliższym o tym, że popadli w finansowe kłopoty, to lęk przed tym, że informacja mogłaby się roznieść. Ich zdaniem, gdyby o zadłużeniu dowiedzieli się inni ludzie, to mogłoby to dłużników postawić w złym świetle i staliby się niewiarygodni dla otoczenia. Okazuje się, że to poważny problem dla niemal połowy ankietowanych mieszkańców Czech i Słowacji.
* Wspomagany komputerowo wywiad telefoniczny przeprowadziły: w Polsce w październiku 2014 r. firma badawcza TNS (reprezentatywna próba 1000 osób), w Rumunii we wrześniu 2014 r. firma badawcza TNS/CSOP (reprezentatywna próba 807 osób), w Czechach we wrześniu 2014 r. firma badawcza Stem/Mark (reprezentatywna próba 1014 osób) i na Słowacji w październiku 2014 r. firma badawcza Ipsos (reprezentatywna próba 1000 osób).

