Zakład Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Koninie wybudował Miejski Zakład Gospodarki Odpadami Komunalnymi (spółka komunalna) dzięki środkom unijnym i wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Zatwierdzenie projektu budowlanego i pozwolenie na budowę wydano w październiku 2013 r., a już po niespełna dwóch latach Koniński Zakład Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych był na etapie rozruchu.
Ważnym elementem sukcesu okazało się właściwe usytuowanie inwestycji. Zasypane w latach 60. popiołami z elektrowni wyrobisko po żwirowni położone było blisko ogromnego wysypiska odpadów komunalnych, z dala od osiedli mieszkalnych. Najbliższy znaczący obiekt przemysłowy to ograniczająca swoją produkcję Huta Aluminium Konin. Władze miejskie zadbały też o to, by zapobiec ewentualnym protestom mieszkańców przeciwko inwestycji. Od początku budowę spalarni promowano jako budowę zakładu produkującego energię, dającego ludziom pracę, a dzieciom możliwość wykazania się przy segregacji odpadów. W informacyjnym folderze napisano: „Budujemy spalarnię, bo chcemy prowadzić racjonalną gospodarkę odpadami dla 370 tys. mieszkańców polegającą na: zwiększeniu ilości surowców odzyskiwanych do wtórnego przerobu, odzysku energii cieplnej i elektrycznej z pozostałych odpadów zmieszanych, całkowitym wyeliminowaniu składowania odpadów komunalnych i chcemy przywrócenia atrakcyjności regionu jako szczególnie dbającego o środowisko”. Dla tych, którzy regionu nie znają, dodam: w powiecie konińskim są piękne jeziora zasobne w ryby, a hodowla najsmaczniejszych ryb – jesiotrów – jest na światowym poziomie.
Ważne jest zaplecze
Najmłodsi mieszkańcy Konina i okolic przez trzy lata byli oswajani z obecnością spalarni m.in. przez maskotkę bohatera utworów literackich i teatrzyków dziecięcych o imieniu Spalarek. To dzięki najmłodszym mieszkańcom w powiecie konińskim wzorowo w domach segreguje się odpady. Ekologiczną edukację prowadzi się tu od przedszkola i – sądząc po uporządkowanych odpadach widocznych na placu spółki – jest ona skuteczna. Owo ekologiczne zacięcie mieszkańców zapewne wzięli pod uwagę donatorzy i pożyczkodawcy wspierający konińską inwestycję, na którą potrzeba było ponad 310 mln zł. Blisko połowa środków pochodzi z Funduszu Spójności Unii Europejskiej. Około 40 proc. to nisko oprocentowana pożyczka z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Resztę, to jest niemal 11 mln zł, spółka musiała wyłożyć z własnej kasy. Większością inwestycyjnej puli zarządza jednak NFOŚiGW, bo w Polsce pełni on rolę agencji płatniczej Unii Europejskiej w zakresie ekologii.
Wolny przepływ pieniędzy
Zawiązane do wykonania w ten sposób finansowanej inwestycji konsorcjum musi dysponować dobrymi zabezpieczeniami w bankach, bo na żadną zaliczkę z tytułu rozpoczęcia prac nie może liczyć. Ma jednak pewność, że pieniądze za wykonane prace otrzyma. W Koninie dostawało je co kwartał za przedstawione faktury. Zanim jednak dana faktura mogła być zakwalifikowana do płatności przez inwestora, generalny wykonawca musiał otrzymać przejściowe świadectwo płatności poświadczone przez tzw. inżyniera kontraktu, że wpisane do faktury prace zostały wykonane. Od czasu przyjęcia zaświadczenia, sprawdzenia prac przez ekipy inwestora i zatwierdzenia faktury przez inwestora mijały następne dwa miesiące, zanim pieniądze docierały do konsorcjum, które z kolei dokonywało wypłat podwykonawcom. Inwestor czuwał także nad tym, aby pieniądze nie „ginęły”, i przed decyzją o wypłaceniu należności za następny etap sprawdzał, czy zobowiązania generalnego wykonawcy wobec podwykonawców zostały zrealizowane. Efekt tych procedur jest taki, że gdy w październiku byłem na budowie, zaawansowanie prac szacowano na 99 proc., natomiast płatności zrealizowane były w 66 proc. Na dodatek 20 proc. kwoty przeznaczonej na spalarnię będzie czekać do całkowitego usunięcia usterek i awarii, które w okresie rozruchowym są nieuniknione.
Czas oczekiwania nie jest jeszcze znany. Na moje pytanie: kto się porywa na wykonywanie tak skomplikowanych instalacji, gdy finansowanie jest tak skomplikowane, otrzymałem odpowiedź, że tylko bardzo bogate i dobrze zorganizowane pod każdym względem, także finansowym, firmy. Okazało się, że prawie wszystkie sześć budowanych obecnie spalarni (poznańska powstaje w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego) są właśnie tym systemem finansowane. Gołym okiem widać, że na tego typu procedurach najlepiej wychodzą banki.
Gminne poruszenie
Budowę spalarni podjęto wraz z 35 gminami subregionu konińskiego w ramach spółki komunalnej Miejski Zakład Gospodarki Odpadami Komunalnymi. Chodziło o stworzenie więzi gmin z przyszłym odbiorcą ich śmieci. Gminne samorządy zostały mniejszościowymi udziałowcami spółki, której 99-proc. udziałowcem jest miasto Konin. Główny udziałowiec liczy na to, że jeden procent udziałowców, czyli okoliczne gminy, zapewni większość surowca dla elektrociepłowni i zapłaci za jego spalenie. Bez tego nie będzie pieniędzy na pokrycie długu w NFOŚiGW i przyszły rozwój.
Elżbieta Streker-Dembińska, od trzech lat kierownik jednostki realizującej projekt, a od tego roku dyrektor Zakładu Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów, podkreśla, że tam, gdzie można było wykorzystać potencjał gospodarczy regionu, zrobiono to. I choć wykonawcą projektu było złożone z jednostek zewnętrznych konsorcjum firm: Integral GmbH, Erbud SA, Introl SA, do wykonania zadań zaangażowano 87 wykonawców i 130 podwykonawców z siedzibami na terenie subregionu konińskiego lub w jego pobliżu.
Inwestor był jednak realistą i kocioł do spalania odpadów kupił u wyspecjalizowanego producenta – firmy Martin. Te jednak elementy, które mogły powstać w Polsce, zamówiono już w spółce Sefako, a do instalacji energetycznych zatrudniono spółkę zza miedzy Pak Serwis. Niezbędne konstrukcje stalowe dostarczyła spółka Mostostal Słupca. Oszacowano, że 70 proc. prac budowlanych i konstrukcyjnych wykonały miejscowe firmy, co okresowo pomogło w walce z bezrobociem. Od kilku miesięcy trwa rekrutacja pracowników do obsługi nietypowej elektrociepłowni. Na szczęście doświadczonych fachowców z tej dziedziny w okolicy Konina nie brakuje i to jest kolejny argument za tą budową.

