Strona główna Finanse Jakie społeczeństwo, takie jego prawa?

Jakie społeczeństwo, takie jego prawa?

0
Jakie społeczeństwo, takie jego prawa?

Prof. Leszek Balcerowicz powiedział publicznie, że w Polsce do rozwoju gospodarczego niezbędna jest poprawa stanu prawa gospodarczego. To znaczy czego?
– Trzeba najpierw ustalić, co rozumiemy pod pojęciem „prawa gospodarczego”. Z całą pewnością mamy wyodrębnione publiczne prawo gospodarcze. I z grubsza wiadomo, co to jest. Kiedyś było to mniej więcej prawo obrotu uspołecznionego, które stosował państwowy arbitraż gospodarczy, a od 1989 r. kompetencje arbitrażu przejęły sądy powszechne. Do tego dochodzi kodeks cywilny i kodeks spółek handlowych, których  materia jest zwana prawem handlowym, przy czym należy pamiętać, że to, co ongiś znajdowało się w kodeksie handlowym, a zostało uchylone w 1964 r., obecnie znalazło się w kodeksie cywilnym – chodzi tu o tak zasadnicze pojęcia, jak: co to jest firma, kto to jest przedsiębiorca (jako rodzaj następcy „kupca rejestrowego”) itd.
Jak widać, precyzyjne określenie, co jest „gospodarcze”, a co jest „cywilne”, może stwarzać trudności. Wciąż mamy natomiast rozróżnienie – do którego powróciliśmy po 1989 r. – na to, co jest „publiczne”, i to, co pozostaje „prywatne”. Prawo gospodarcze znajduje się trochę tu, a trochę tam. To dodatkowe utrudnienie.
Taką właśnie sytuację mieliśmy w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, notowanej na giełdzie, a więc „prywatnej”, z większością udziałów w ręku Skarbu Państwa, a zatem – „państwowej”. Czy są obszary, w których polskie prawo funkcjonuje lepiej, i takie, w których funkcjonuje gorzej?
– Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że dwie trzecie, a może i trzy czwarte treści naszego prawa gospodarczego pochodzi z ustawodawstwa Unii Europejskiej! Inna sprawa to sposoby, jakimi to prawo jest u nas implementowane. Niespójność prawa nadaje mu cechy patchworku, takiej kołdry zszywanej z różnokolorowych kawałków materiału. Dodać zaś trzeba, że przyczyną niespójności prawa jest nie tylko rozproszona i instrumentalna radosna twórczość legislacyjna, ale także przyjęta metoda implementacji dyrektyw UE, polegająca nie tyle na absorbowaniu ich treści w systemie prawa krajowego, ile na nazbyt częstym nakładaniu się odrębnych ustaw „europejskich” przejmujących język i systematykę dyrektyw na dotychczasowe, redakcyjnie odmienne, przepisy krajowe. Inna sprawa, że uzasadniając to implementacją prawa unijnego wprowadza się również niesystemowe rozwiązania, które nie znajdują podstawy w tym prawie. Odrębną kwestią jest również brak implementacji dyrektyw czy też spóźniona implementacja (dla przykładu dyrektywa MIFID – Markets in Financial Instruments Directive – o rynkach instrumentów finansowych czy przepisy unijne w przedmiocie leczenia transgranicznego), co stwarza – pozorny w świetle prawa UE, ale faktyczny w świetle praktyki – problem treści obowiązujących norm prawnych. Na to nakładają się przepisy z poprzedniego okresu. Wydawałoby się, że to takie proste – uchylić je, unieważnić. Tak postąpił Josip Tito, gdy po II wojnie światowej objął rządy w nieistniejącej już Jugosławii – uznał wszystkie przepisy prawa sprzed jego rządów za niebyłe. I w konsekwencji sądy nie miały co robić. Więc dopuszczano posługiwanie się „nieważnym prawem”, w sytuacjach gdy jeszcze brak nowych przepisów. Nie jest to metoda godna polecenia.
Na to wszystko nakłada się kolejna warstwa przepisów wykonawczych. Szczególnym, pozornie tylko paradoksalnym, wyrazem niestabilności prawa jest fakt znacznie częstszego nowelizowania ustaw, niż wydawanych na ich podstawie aktów wykonawczych. Prowadzi to do występowania niezgodności pomiędzy przepisami zawartymi w ustawie a przepisami wykonawczymi.
Jak leczyć tę dolegliwość? Uchylać akty prawne? Dodawać nowe precyzujące zapisy?
 – Recepta jest prosta: należy uchwalać akty prawne zgodnie z najlepszymi zasadami sztuki legislacyjnej. Trudno powiedzieć o naszym parlamencie, że roi się tam od wybitnych prawników. A jeżeli prawo nie jest dobre, zamiast porządku prawnego spotykamy się z nieporządkiem prawnym. Ponieważ w szerokim odczuciu społecznym nie mamy dobrego prawa, nieporządek prawny także można uznać za fakt niebudzący wątpliwości – choć wymagający bardziej szczegółowych analiz. Strzeżmy się działań pochopnych i pozornych, bo to tylko pogłębia chorobę.-
Winien jest sąd czy winne jest prawo? Na przykład głośna ostatnio sprawa komornika, który zabrał ciągnik rolnikowi. Jedyną winą tego nieszczęśnika było to, że sąsiaduje z dłużnikiem i jest bodaj jego szwagrem. Komornik natychmiast traktor sprzedał, a sąd orzekł, że skoro maszyny nie ma, to nie ma i sprawy.
– Jestem przekonany, że dzisiaj sąd wydałby orzeczenie odmienne. Ale – sędziowie są tylko ludźmi. Skarżą się na nadmiar obowiązków, co trochę mnie dziwi, bowiem ich liczba w naszym kraju jest wyższa niż np. we Francji, która ma o wiele więcej ludności niż Polska. Ale błąd może się zdarzyć, nawet sędziemu. Nie chciałbym na podstawie jednego przypadku wydawać werdyktu o winie sądu bądź o niedoskonałości prawa. Niemniej taka rzecz w państwie prawnym nie powinna się zdarzyć!   
Inną kwestią jest wadliwość mechanizmu tworzenia prawa w Polsce. Wprowadzony w 2009 r. jako zasada tryb przyjmowania przez Radę Ministrów najpierw założeń projektu ustawy, a następnie samego projektu ustawy, choć teoretycznie może odpowiadać modelowi racjonalnego tworzenia prawa, w praktyce nie tylko wydłuża proces legislacji rządowej, ale i nie przyczynia się do zwiększenia jakości projektów rządowych. Dzieje się tak zarówno ze względu na ogólnikowość założeń (i ich uzasadnień), jak i trudność w odpowiednim merytorycznie sporządzeniu projektu ustawy przez samych specjalistów od legislacji. Co więcej, przejęta ze standardów OECD instytucja oceny skutków regulacji, stanowiąca część uzasadnienia projektu rządowego, została sprowadzona do czystej formalności. Konsultacje społeczne tak ważne z punktu widzenia standardów good public governance – także z reguły mają charakter formalny, a w odniesieniu do projektów poselskich w praktyce w ogóle nie występują. Rozpatrywanie projektów rządowych w Sejmie coraz bardziej sprowadza się do mechanicznego przyjmowania przez większość wszystkiego, co proponuje rząd bez rzeczywistej pracy merytorycznej. Przynajmniej posłów większości parlamentarnej.
Mamy jedną z najciekawszych sytuacji legislacyjnych w świecie: ustawy zmieniają się bez przerwy, natomiast przepisy wykonawcze… pozostają bez zmian! Sądy muszą większość spraw rozstrzygać, opierając się na kodeksie cywilnym, a ten pochodzi z czasów towarzysza Gomułki, a zatem trudno nawet oczekiwać, by przystawał on do obecnej rzeczywistości. Prawda, kodeks cywilny był nowelizowany i to wielokrotnie, ale rodowód pozostał.
Niewesoły obraz: przepisy prawa patchworkiem, sędziowie omylni, ustawy sobie, a rozporządzenia wykonawcze sobie.
– Można powiedzieć jeszcze tak: jakie społeczeństwo, takie jego prawa. Na ten element chciałbym zwrócić uwagę: Polacy w odróżnieniu od innych narodów europejskich, o Amerykanach już nie wspominając, bardzo rzadko zasięgają profesjonalnej porady prawnej. Przede wszystkim polegają na sąsiadach, krewnych i zasłyszanych byle gdzie informacjach. Czy taka sprawa jak Amber Gold ukróciła funkcjonowanie wszelkiego rodzaju piramid finansowych?! Skądże, działają w najlepsze, prawnie trudno je wyeliminować, bo w sytuacji wolności gospodarczej każdy może swoje dobra powierzyć w zarządzanie dowolnej osobie. Wystarczy omamić nadzieją zysku większego niż bankowy, a natychmiast znajdują się tłumy chętnych. A przecież wystarczy pójść do adwokata i zasięgnąć porady prawnej, by uniknąć nieszczęścia.
Studenci prawa organizują darmowe porady, wiele kancelarii wzorem lekarzy ogłasza dni otwarte dla klientów poszukujących tańszej bądź darmowej pomocy prawnej. I co? Niestety, jak dotąd nic. Pustkę tę trzeba wypełnić i to jest także rola mediów.