Trzeci deputat
– Średnio do każdej tony węgla kamiennego wydobywanego w Polsce dopłaca się 32 zł – wyjawił Wojciech Kowalczyk, wiceminister Skarbu Państwa oddelegowany przez premier Ewę Kopacz do branży w roli pełnomo-cnika rządu. Dodajmy, że chodzi o kopalnie z Górne-go Śląska, bo Lubelski Węgiel „Bogdanka” w 2013 r. zarobił netto 330 mln zł. W tym też jest na plusie.
Zasady fizyki i finansów w tej kwestii pozostają zbieżne: jeśli bierzesz, to tyle samo musi stamtąd ubyć. Zatem skąd biorą górnośląskie kopalnie? Od wszystkich, może z wyjąt-kiem działaczy związkowych (jeden z nich pochwalił się, że na swoim stanowisku przeżył już kilkunastu prezesów, dyrektorów kopalń i jeszcze nie zamierza rezygnować z… „działania na rzecz załogi”).
Emeryci do wiatru
Jednym ze związkowych „osiągnięć” jest, a raczej (od 1 stycznia przestanie istnieć) był tzw. deputat węglowy dla górniczych emerytów i rencistów w wysokości 2-3 t węgla rocznie. Oczywiście nikt ani „orzecha” ani „miału” nie otrzymywał, tylko złotówki: 1200-1800 zł na rok. Ktoś powie: niewiele.
W bankrutującej właśnie Kompanii Węglowej z siedzibą w Katowicach – posiadającej 14 kopalń i ponad 47 tys. zatrudnionych – takich uprawnionych do deputatu węglowego w 2013 r. było aż 160 tys. A owo „niewiele” zsumowało się do ponad 250 mln zł, które skądś trzeba było wykombinować. Słowo „wykombinować” jest jak najbardziej na miejscu, bowiem KW (największy koncern górniczy w Europie!) od ładnych paru lat boryka się z trudnościami finansowymi: w po-ło-wie wrze-śnia jej ów-cze-sny pre-zes, Mi-ro-sław Taras, ujawnił, że spo-śród 14 ko-palń KW ren-tow-ność utrzy-my-wa-ły trzy. Ujem-ny wynik po I półroczu 2014 r. wy-no-sił 342,3 mln zł wobec 228,7 mln zł stra-ty przed ro-kiem. Cały rok 2013 przyniósł w Kompanii 700 mln zł strat.
Oczywiście na Śląsku taki „numer”, jak pozbawienie tysięcy emerytów części świadczeń, nie przechodzi bezkarnie. W ruch poszły pozwy sądowe – łącznie już ponad 20 tys., w samych Gliwicach było ich ponad 5 tys., a w Jastrzębiu i Katowicach po 4 tys. I to nie tyle koniec, ile początek ofensywy społecznej. Mówi się nawet o kolejnych 70 tys. pozwów…
„Kilka tygodni temu zapadł pierwszy prawomocny wyrok w tej sprawie” – pisała na początku grudnia Gazeta Wyborcza. – „Sąd w Gliwicach orzekł, że Kompania Węglowa nie miała prawa zabierać emerytom części deputatu”. Jeśli wszystkie rozprawy skończą się podobnymi orzeczeniami (w polskim prawie nie ma zasady precedensu), wówczas KW będzie musiała zwrócić deputaty uprawnionym, a sądom zapłacić po 202 zł kosztów za każdy proces sądowy, tj. ponad 14 mln zł!
Zdaniem Mirosława Tarasa, byłego już prezesa KW (wcześniej szefował też LW Bogdanka), rezygnacja z wypłacania deputatów węglowych pozwoli na utrzymanie miejsc pracy dla 47 tys. ludzi. Od 1 października ub. r. również Jastrzębska Spółka Węglowa (uchodząca za najzdrowszy organizm w śląskim górnictwie węglowym) wypłaca o 10% niższe pensje dyrektorom kopalń JSW i innym pracownikom. Dodatkowo rozważana była rezygnacja z deputatów węglowych dla górniczych emerytów i rencistów oraz likwidacja “czternastek”.
Poważnie rozważamy, by zlikwidować deputaty węglowe dla emerytów. To stosunkowo duży koszt dla firmy – 65 mln zł rocznie – powiedział jesienią ub.r. Jarosław Zagórowski, prezes JSW.
Górniczym emerytom i rencistom równowartość deputatu węglowego zamiast spółki wypłacałby ZUS, jak ma to już miejsce w przypadku kolejarzy i pracowników likwidowanych kopalń. Prezes JSW przyznał, że jeśli sytuacja spółki nadal będzie pogarszała się, to rozważone zostanie wycofanie „czternastek”. Przyniosłoby to ok. 170 mln zł oszczędności w skali roku.
Nie jeden, a dwa deputaty
W Katowickim Holdingu Węglowym, zatrudniającym ponad 19 tys. pracowników, deputat węglowy stanowiący część wynagrodzenia wynosi 8 ton rocznie. Emerytowanym górnikom przysługują tylko 3 tony. Na deputaty węglowe dla emerytów i rencistów KHW w ub.r. wydała prawie 40 mln zł.
Według Wojciecha Jarosa, rzecznika prasowego KHW, w przypadku emerytów deputat węglowy został wyliczony już wcześniej i szacunkową kwotę doliczono do przysługujących im świadczeń emerytalnych. Na wysokość wynagrodzenia górnika wpływa wiele czynników. Przyjmując, że średnia płaca w holdingu wynosiła 6409 zł brutto w 2013 r., sami górnicy nie otrzymywali takiej kwoty miesięcznego wynagrodzenia. Podana kwota jest efektem podzielenia sumy rocznego funduszu płac przez liczbę pracowników i przez 12 miesięcy. „Do tego funduszu wchodzą wszystkie płace, nagrody, odprawy i deputaty węglowe, czyli wszystko, co wynika z Karty górnika, która została wprowadzona do tworzonego 20 lat temu Holdingowego Układu Zbiorowego, z kilkudziesięcioma aneksami, uzgodnionego z sygnatariuszami, czyli organizacjami związkowymi” – podał portal wnp.pl. Co to oznacza w praktyce? To, że górnik przechodzący na emeryturę do podstawy świadczeń doliczony ma już deputat węglowy, bo wcześniej był uwzględniony w płacy. Oprócz tego górnikom przysługuje również prawo do 3 ton węgla rocznie. Mogą go odebrać w naturze lub zamienić na ekwiwalent pieniężny. Deputat węglowy emeryta górniczego ma zatem wymiar podwójny.
ZUS zapłaci?
Emerytów nie obchodzi, kto im zapłaci, byleby zgadzała się kwota i data wypłaty.
Zarządy koncernów górniczych bardziej niż emerytami zainteresowane są spokojem wśród załóg i dodatnim wynikiem finansowych podległych im kopalń. W tej sytuacji – jak się wydaje – coraz silniejsza będzie presja, żeby deputaty węglowe wypłacał Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Sęk w tym, że górnictwo węglowe nie jest ulubionym partnerem ZUS, bowiem regularnie zalega z odprowadzaniem składek. Wprawdzie dane dotyczące poszczególnych spółek pozostają pod ochrona poufności, niemniej udało mi się dowiedzieć, że branża jako całość zadłużona jest na co najmniej 300 mln zł.
„Aktualnie, poza Kompanią Węglową i Spółką Restrukturyzacji Kopalń, wszystkie spółki węglowe uregulowały swoje zobowiązania. W Kompanii Węglowej z przejętych zobowiązań w wysokości ponad 2 mld zł pozostało do spłaty w okresie od kwietnia 2014 r. do końca 2015 r. – 280,6 mln zł. W Spółce Restrukturyzacji Kopalń, której działalność finansowana jest głównie z budżetu państwa, pozostała do spłacenia w tym samym okresie kwota 9,8 mln zł” – wskazał Sejm w lipcu ub. r. w uzasadnieniu projektu nowelizacji ustawy o zobowiązaniach górnictwa wobec państwa.
A sama ustawa jest kuriozalna: dotyczy okresu 2008–2015, a więc prawo zaczyna działać wstecz!
Skąd potrzeba takiego postanowienia. A stąd, że ustawa-matka zobowiązywała przedsiębiorstwa górnicze do spłaty zaległych zobowiązań pieniężnych powstałych po 30 września 2003 r., z tytułu składek emerytalnych, na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Miało to nastąpić w równych ratach miesięcznych do końca 2015 r. W połowie roku rząd zorientował się, że szanse na realizację takiego postanowienia są równe 0, więc „coś” trzeba było z takim pasztetem zrobić. Ustawa-matka nie została zrealizowana, ustawę-córkę z dużym prawdopodobieństwem czeka podobny los.
A to oznacza, że wszyscy płatnicy ZUS systematycznie składają się m.in. na owe deputaty węglowe, o które tak dzielnie walczą górniczy związkowcy. Nie jedno przedsiębiorstwo zbankrutowało z powodu zaległości wobec ZUS. Górnictwa węglowego ze Śląska to nie dotyczy. Chyba że wtrąci się do tego Bruksela – w końcu mamy do czynienia z pomocą finansową państwa dla przedsiębiorstw, balansującą na krawędzi prawa.
Na dzień 31 grudnia 2010 r. górnictwo węgla kamiennego jako całość było winne ZUSowi 728 674 725 zł.
Po 2008 r. sukcesywnie górnictwo oddłużało się, a stan zobowiązań wobec ZUS wynosił:
na koniec 2013 r. – 383 421 146 zł
po 3 kwartałach 2014 r. – 282 639 919 zł.
Ile było na koniec 2014 r. ? – brak danych.
W następnym numerze dalszy ciąg cyklu o zadłużeniach w górnictwie węglowym, a w nim: Komu winni są górnicy, a kto zalega wobec nich?