Rynek zarządzania wierzytelnościami, jak powszechnie wiadomo, dzieli się przede wszystkim na segment inkaso, czyli windykacji na zlecenie, oraz segment zakupu portfeli wierzytelności, czyli rynek wtórny wierzytelności. – Wartość pierwszego z nich od lat jest dość stabilna – mówi Sławomir Szarek, prezes Casus Finanse. – Natomiast bardzo dużą dynamikę zauważamy w drugim segmencie. Tylko w I kwartale tego roku podaż w tym obszarze przekroczyła 4 mld zł. To oznacza, że była prawie dwa razy wyższa niż rok wcześniej, kiedy podaż wierzytelności wystawionych na sprzedaż wyniosła 2–2,5 mld zł – wylicza menedżer.
Według szacunków części przedstawicieli branży windykacji w tym roku sprzedane mogą zostać wierzytelności warte w sumie ponad 20 mld zł. Byłby to wielki skok, ponieważ – jak wynika ze wstępnych na razie danych – w zeszłym roku ten segment rynku wart był od 13,7 do 14 mld zł (rok 2013 zamknął się z kolei kwotą 9,7 mld zł). Sławomir Szarek jest w swych szacunkach ostrożniejszy, jednak uważa, że śmiało można mówić o przekroczeniu poziomu 16 mld zł w 2015 r. Byłby to zatem skok o minimum kilkanaście procent.
Eksperci są zdania, że stale będzie rosła liczba wypowiadanych kredytów konsumenckich. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor na zakończenie zeszłego roku zaległe zadłużenie Polaków wyniosło łącznie 40,94 mld zł. To oznacza, że było o 1,1 mld zł wyższe niż rok wcześniej.
Rynek hipoteczny otwiera się
Jednak to nie kredyty konsumenckie mają być obecnie kluczowe dla rozwoju rynku wierzytelności. Wspominany wyżej progres, jak twierdzi prezes Casus Finanse, wynikać ma w dużej mierze z otwarcia się rynku hipotecznego na usługi branży zarządzania wierzytelnościami. Banki już od około dwóch lat zastanawiały się nad sprzedażą tego rodzaju długów. Testowały, ile rynek jest w stanie zapłacić za takie wierzytelności, które byłyby w Polsce swoistą nowością. Dotychczas bowiem niewiele firm windykacyjnych odzyskiwało tego rodzaju długi, nawet na zlecenie. Powód? Hipoteki są dla banków bardzo wrażliwym obszarem. – Aby działać w tym segmencie rynku, nawet w trybie inkaso, firma zajmująca się zarządzaniem wierzytelnościami musi się charakteryzować bardzo wysoką jakością procedur i mieć nieskazitelną opinię oraz historię – mówi nam szef firmy Casus Finanse. W jego opinii na tak wrażliwym gruncie, jak kredyty hipoteczne jakiekolwiek ryzyko dotyczące reputacji banków może je kosztować znacznie więcej, niż wyniosłyby ewentualne korzyści wynikające z zlecenia windykacji takich należności.
Jest jeszcze jeden problem. W Polsce okres odzyskania ceny, jaką firmy windykacyjne płacą za pakiet wierzytelności masowych, wynosi od trzech do pięciu lat. W przypadku wierzytelności hipotecznych jest to już pięć, siedem lat. To stanowiło do tej pory poważną barierę przed wejściem branży zarządzania wierzytelnościami w ten segment rynku. Firmy są bowiem w stanie pozyskać finansowanie dłużne na okres trzech, czerech lat, a ten standard nie pasował do segmentu wierzytelności hipotecznych. Aby z zyskiem działać w segmencie takiego długu trzeba posiadać spore zasoby własnej gotówki. Jeszcze na początku tej dekady niewielu graczy funkcjonujących na naszym rynku stać było na to, by kupić w tym trybie wierzytelności, które zwróciłyby się im za sześć, czy siedem lat.
Sytuacja istotnie się zmieniła w związku z otwarciem się rynku finansowania dłużnego dla firm zarządzających wierzytelnościami, co nastąpiło około 2012 r. Bez wątpienia miało to związek z giełdowym debiutem Grupy Kruk, niekwestionowanego lidera polskiego rynku w segmencie wierzytelności masowych. Spółka weszła na warszawski parkiet w maju 2011 r., jej upublicznienie zaś w stosunkowo niedługim czasie wpłynęło na wiarygodność branży jako całości i spowodowało, że zaczęli się pojawiać chętni do obejmowania papierów dłużnych emitowanych przez takie podmioty.
– Grupa Kruk miała pierwszą możliwość zdobycia takiego finansowania, co istotnie wpłynęło na rynek – uważa Sławomir Szarek. – Trzeba też powiedzieć, że lider stale edukuje rynek przez co istotnie wpływa na jego rozwój.
Dzięki nowym możliwościom pozyskania funduszy branża zarządzania wierzytelnościami jest w stanie w obecnej chwili zaoferować lepsze niż kiedyś ceny, co również ma ogromny wpływ ma rozwój segmentu wierzytelności hipotecznych.
Pakiety hipoteczne z zabezpieczeniem
Banki otworzyły się zatem na sprzedaż takich pakietów m.in. dlatego, że mogą teraz uzyskać za nie satysfakcjonujące ceny, o co trudno było wcześniej. Na rynku zawierane są więc kolejne transakcje, a do gry wchodzą kolejni gracze. W zeszłym roku dwa wielkie pakiety wierzytelności hipotecznych sprzedał Getin Bank. Pakiet długów o wartości 1 mld zł zmienił właściciela za 340 mln zł, przy czym kredyty hipoteczne stanowiły w nim 44 procent. Podobną transakcję zawarł również Bank Zachodni WBK – Grupa Kruk kupiła za 70,2 mln zł portfel długów hipotecznych o wartości 443 mln zł.
Do grupy banków oferujących wierzytelności hipoteczne dołączają kolejne. Najgłośniej mówi się w tym kontekście o spodziewanej transakcji Raiffeisen Polbanku. Rynek szacuje, że pod młotek może pójść pakiet złych długów hipotecznych o wartości ok. 1 mld zł, przy czym transakcja miała być sfinalizowana za około 30 proc. tej wartości. Do kolejnej sprzedaży przygotowuje się już ponownie Getin Bank. Oferta coraz bardziej się rozrasta. Przy czym na sprzedaż wystawiane są pakiety hipoteczne wraz z zabezpieczeniem. To, jak przekonują przedstawiciele firm windykacyjnych, zasadniczo poprawia sytuację dłużników, bo daje im więcej możliwości spłaty zadłużenia bez ryzyka, że stracą kupione na kredyt mieszkanie czy dom.
W opinii prezesa firmy Casus Finanse ten segment rynku będzie się w najbliższej przyszłości dynamicznie rozwijał. – Duże znaczenie może tu mieć fakt, że odsetek zagrożonych kredytów hipotecznych w bankach z roku na rok rośnie – zauważa menedżer. – Ponadto Komisja Nadzoru Finansowego patrzy uważnie na instytucje finansowe i wymaga od nich dotrzymywania określonych parametrów finansowych, w tym zapewnienia rezerw budżetowych gwarantujących odpowiedni poziom kapitału na pokrycie ryzyka związanego z kredytami, zwłaszcza denominowanymi w walutach obcych. Banki muszą więc na bieżąco kontrolować akcję kredytową.
Chodzi po prostu o to, że wierzycielom będzie zależało na jak najszybszej sprzedaży złych długów, bo dzięki temu będą w stanie pochwalić się przed nadzorcą rynku dobrymi wynikami finansowymi.
Według Sławomira Szarka sprzyjać branży będzie podaż na rynku wierzytelności z coraz świeższą datą przeterminowania. W efekcie segment wierzytelności hipotecznych przez najbliższe trzy lata będzie rósł w tempie kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu procent rocznie.
Nie bez znaczenia jest też sytuacja związana z kursem franka do złotego. W opinii ekspertów wpłynie to znacząco na rynek wierzytelności. Już teraz zagrożonych jest kilkanaście tysięcy kredytów frankowych. Problem dotyczy kredytobiorców, którzy już przed skokiem notowań szwajcarskiej waluty mieli problemy z płatnościami. W podobnej sytuacji w krótkim czasie znaleźć się może kolejnych kilka tysięcy gospodarstw domowych.
Portfele wierzytelności SKOK-ów
Jednak hipoteki to niejedyny argument za tym, że rynek windykacyjny ma przed sobą świetlaną przyszłość. Szanse można dostrzec również w innych sektorach rynku finansowego. Mniej więcej przed dwoma laty po usługi firm windykacyjnych zaczęły nieśmiało sięgać spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. Perspektywy współpracy sektora zarządzania wierzytelnościami ze SKOK-ami nie wyglądają oczywiście aż tak optymistycznie jak współpraca z bankami w obszarze długów hipotecznych, ale zdaniem niektórych przedstawicieli sektora windykacji nie są złe. Żeby sprawę naświetlić rzetelnie, trzeba stwierdzić, że zdarzają się i takie firmy zarządzające wierzytelnościami, które z góry deklarują, że nigdy nie współpracowały ze SKOK-ami i nie mają takich planów.
– Grupa Kruk współpracuje ze SKOK-ami na bardzo małą skalę – wyjaśnia reprezentująca to przedsiębiorstwo Karolina Barańska. – Zgodnie z naszą wiedzą SKOK-i koncentrują się przede wszystkim na samodzielnym odzyskiwaniu należności poprzez wewnętrzne struktury. Nie zlecają szeroko tych działań zewnętrznym podmiotom. Nie obserwujemy także na rynku istotnej liczby portfeli wierzytelności wystawianych na sprzedaż przez SKOK-i – doprecyzowuje przedstawicielka Grupy Kruk.
Część firm patrzy jednak i na segment z nadzieją, choć wcześniejsze próby oferowania tego typu usług nie spotykały się z zainteresowaniem z drugiej strony. To był rynek hermetyczny, ale od jakiegoś czasu to się zaczęło zmieniać. Branża windykacyjna dostrzega to, że SKOK-i chcą z nią współpracować. Firma Casus Finanse w 2013 r. podpisała z jedną z tego typu instytucji pierwszą umowę typu inkaso, a w zeszłym roku przedsiębiorstwo otrzymało do wyceny pierwszy pakiet wierzytelności jednego ze SKOK-ów (to czynność poprzedzająca negocjacje dotyczące ewentualnego zbycia długów). Przedsiębiorstwo nie zdecydowało się na zakup tego portfela, ponieważ oferowane w nim wierzytelności nie były dla niego wystarczająco atrakcyjne. Uznało, że te długi są obarczone zbyt dużym ryzykiem. Wskazywały na to analiza składu pakietu i wcześniejsze doświadczenie wynikające ze współpracy przy windykacji na zlecenie. Rozbieżności między oczekiwaną i oferowaną ceną były tak duże, że do transakcji nie doszło.
Problem w tym, że SKOK-i nie mają bazy informatycznej, która dostarczałaby wystarczających danych potrzebnych do wyceny oferowanych pakietów wierzytelności (np. informacje finansowe o dłużniku).
Im mniej danych, tym mniejsza cena
To przypomina sytuację, jaka kilka lat temu panowała na rynku zarządzania wierzytelnościami. Wielu wierzycieli uważało wtedy, że im mniej danych dotyczących należności przekażą firmie windykacyjnej, tym lepszą cenę pakietu mogą uzyskać. Liczyli, że oferenci, nie znając specyfiki wierzytelności, cały pakiet wycenią wysoko. Ale prawda okazała się zupełnie inna. Im mniej danych, tym większy bufor bezpieczeństwa muszą zakładać potencjalni nabywcy, czyli ostrożniej szacować cenę. Dlatego firmy windykacyjne korygują wyceny, uwzględniając w nich ryzyko wynikające z tej niewiedzy, i składają oferty niższe, niż spodziewa się sprzedający.
Przez te lata banki zmieniły podejście i dzisiaj, gdy oferują do sprzedania pakiety wierzytelności, przekazują wraz z nimi bardzo dużo cennych danych. Dzięki tym informacjom możliwa jest precyzyjna wycena. Pozostaje więc mały margines. Obecna sytuacja na rynku oraz postawa Komisji Nadzoru Finansowego spowodują, że i SKOK-i będą musiały zmienić swoją postawę. Środowisko windykatorów ma nadzieję, że nadzorca zdyscyplinuje te instytucje i zobliguje je do tego, by uporządkowały wierzytelności, które posiadają w portfelu.
Prezes EGB Investments Krzysztof Matela wskazuje, że wierzytelności oferowane przez SKOK-i są gorszej jakości niż te bankowe. – W wielu przypadkach udzielają one kredytów podmiotom, które z różnych powodów nie mogą ich zaciągnąć w bankach. Mają zatem o wiele mniej restrykcyjne zasady oceny zdolności kredytowej swoich klientów – wyjaśnia menedżer.
Ponadto pakiety oferowane przez SKOK-i są z reguły znacznie mniejsze niż te sprzedawane przez banki. W pierwszym przypadku chodzi o długi kilkudziesięciu, kilkuset dłużników o wartości kilku milionów złotych. W drugim – o kredyty co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych zaciągniętych przez kilka czy kilkanaście tysięcy dłużników.
– Nie jest jednak tak, jak sądzi się czasami, że SKOK-i nie znają swoich kredytobiorców. Mają o nich na tyle dobrą wiedzę, że jeśli dojdzie do zaburzeń spłaty, są w stanie uruchamiać wiele działań windykacyjnych. To z kolei powoduje, że wystawiany na sprzedaż portfel ma dla firmy windykacyjnej niższą wartość, ponieważ sprzedawca już wcześniej w znaczącym stopniu wykorzystał możliwe do zastosowania narzędzia windykacyjne – mówi szef EGB Investments. Dodaje, że w efekcie ceny oferowane przez nabywców za takie długi są z reguły o ponad połowę niższe niż w przypadku portfeli bankowych.
Konkluzja jest zatem taka: część firm zarządzających wierzytelnościami postawi na współpracę ze SKOK-ami, część – tak jak dotychczas – będzie się trzymać z daleka od tego rodzaju instytucji. Zwolennicy której z powyższych tendencji wyjdą na swych wyborach lepiej, pokaże życie.
Pewne jest jedno: ani windykacja wierzytelności hipotecznych, ani odzyskiwanie długów zaciągniętych przez klientów SKOK-ów nie będą jedynymi motorami napędzającymi w najbliższym okresie rozwój segmentu zarządzania wierzytelnościami.
Firmy leasingowe i pożyczkodawcy
– Bardzo istotnym obszarem dla rozwoju naszej branży jest leasing – mówi Sławomir Szarek. Jego firma w ostatnich latach specjalizowała się w tego rodzaju wierzytelnościach i obecnie – jak deklaruje prezes – obsługuje w trybie inkasa około 70 proc. długów polskiego leasingu. – Miesięcznie obsługujemy dzisiaj około 500 przedmiotów leasingu, a naszymi największymi konkurentami są lokalne firmy, które świadczą usługi pojedynczym spółkom leasingowym – mówi Szarek. Menedżer dostrzega też to, że po okresie kiedy długi leasingowe trafiały na rynek jedynie w formie zlecenia windykacji, nastąpił już ten moment, kiedy zaczynają być oferowane do zakupu. To bardzo nowy proces, którego początek datuje się na przełom lat 2013 i 2014. – Widzimy, że ten rynek będzie się w najbliższych latach dynamicznie rozwijał – zapewnia Sławomir Szarek.
– Kolejnym obszarem podlegającym dynamicznemu wzrostowi są również wierzytelności firm pożyczkowych. W najbliższym latach będziemy obserwować intensywny rozwój tego sektora, widoczny w postaci wielu ofert sprzedaży portfeli ze strony pożyczkodawców – ocenia szef Casus Finanse. Sprzedaż takich długów rozpoczęła się około dwóch lat temu. Mniej więcej wtedy Provident sprzedał duży portfel wierzytelności, o łącznej wartości około 1 mld zł. Casus Finanse już dziś współpracuje z większością tego rodzaju firm działających w Polsce. Uważa ten segment za ciekawy. – Przewidujmy, że w tym roku podaż w tej części rynku ponowne powinna przekroczyć 1 mld zł – podsumowuje Sławomir Szarek.

