Strona główna Archiwum Preludium dla świata dźwięków

Preludium dla świata dźwięków

0

Opracował i wdrożył pan wiele programów – który jest, według pana, największym sukcesem?

– Największym sukcesem, o zasięgu międzynarodowym, było zoperowanie w 2002 r. pierwszego na świecie pacjenta dorosłego z częściową głuchotą, a w 2004 r. pierwszego na świecie dziecka. Program leczenia częściowej głuchoty wyniósł nas na szczyty w elitarnym środowisku naukowym i klinicznym. Przyczyniło się do tego prawie 500 doniesień kongresowych przedstawionych w ciągu 10 lat na całym świecie, ponad 100 publikacji międzynarodowych, przeprowadzenie dla ponad 2000 specjalistów operacji pokazowych w Kajetanach, a także pokazowych operacji w Hanowerze, Manili, Sankt Petersburgu, Mińsku, Kijowie i wielu innych miejscach. W znaczeniu organizacyjnym za największy sukces uznam budowane obecnie w Kajetanach Światowe Centrum Słuchu.

Przebadał pan populację 12-latków w Warszawie oraz innych rejonach Polski. Czy można stwierdzić, że w stolicy młodzież ma gorszy słuch? Czy nadużywanie nowoczesnych technologii, słuchanie głośnej muzyki i wszechobecny hałas są przyczyną złego słuchu?

– Problemy ze słuchem różnego stopnia ma co piąte dziecko w wieku 7-12 lat. To są tzw. twarde dane zebrane z całego kraju, po zrealizowaniu nienotowanego w skali międzynarodowej programu wykrywania zaburzeń słuchu u 7-latków*) oraz prawie całej populacji 12-latków**) w Warszawie. Wyniki warszawskie są zbliżone do krajowych, jeśli patrzymy na dane ilościowe dotyczące rozpoznania ubytków słuchu. Ale już różnią się jakościowo. Dla przykładu: w ankiecie dotyczącej występowania szumów usznych, przemijających lub stałych, co trzecie dziecko w wieku 12 lat zauważa ten problem. Oznacza to, że populacja 12-latków jest bardziej zagrożona. Szumy uszne wskazują na większe zagrożenie wcześniejszym niż fizjologiczny ubytkiem słuchu. Wiąże się to z coraz większym hałasem środowiskowym w szkole, na ulicy i w domu, z wielogodzinnym niekiedy słuchaniem muzyki ze słuchawkami na uszach. To pokolenie przyspiesza u siebie zmęczenie słuchowe i w wieku 50 lat będzie miało słuch na poziomie obecnych 70-latków, z których trzy czwarte ma problemy ze słyszeniem. Nie jestem przeciwnikiem słuchania muzyki, ale nie można tego robić przez wiele godzin dziennie. My wszyscy po części płacimy znaczną cenę za współczesny rozwój naszych społeczeństw w postaci szybciej postępujących zaburzeń słuchu.

Czy przebyte choroby, nieleczone albo źle leczone infekcje górnych dróg oddechowych mają niekorzystny wpływ na słuch? Co najczęściej powoduje choroby uszu, a w konsekwencji głuchotę? Jaka jest obecnie świadomość polskiego społeczeństwa na ten temat?

– U około 10% dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym zaburzenia słuchu są następstwem przebytych infekcji górnych dróg oddechowych. W znacznym stopniu jest to też konsekwencja coraz częściej występujących alergii. Częste infekcje nie muszą prowadzić do głuchoty, ale do znacznych upośledzeń słuchu. Głuchota może wystąpić po zapaleniach opon mózgowo- rdzeniowych jako uszne powikłanie tej choroby. Zdarza się również po antybiotykach ototoksycznych. Wtedy uszkodzenie jest zwykle obuuszne. Na szczęście dziś obserwujemy to rzadko. Znaczący odsetek głębokich niedosłuchów czy głuchoty jest uwarunkowany występowaniem wad genetycznych. Wada słuchu może wystąpić zaraz po urodzeniu lub nawet po kilku latach. W związku z różnymi osiągnięciami, które są następstwem udanego leczenia całkowitej i częściowej głuchoty, dziś problemy te są bardziej znane. Mam nadzieję, że będzie to miało wpływ na docenianie i szanowanie ciszy.

Czy są jakieś symptomy, dzięki którym rodzic może poznać zbliżające się niebezpieczeństwo u dziecka w kwestii słuchu? Jak mu zapobiec? Czy np. przerośnięty trzeci migdał koniecznie trzeba podcinać?

– Tak, rodzice mogą zauważyć wiele wczesnych symptomów postępującego niedosłuchu. Dziecko może być zagubione, słuchać głośniej telewizji, dopytywać się tego, czego nie zrozumiało itd. To można już wykryć w domu. Bardzo często jest to następstwo przerośniętego migdałka gardłowego, a w dalszej kolejności zmian wysiękowych i zarostowych w uszach środkowych. Jeżeli do tego dziecko chrapie, ma często lub prawie zawsze otwartą buzię – to świadczy, że ma upośledzoną drożność nosa i nosogardła. Zwykle skutecznym sposobem leczenia jest usunięcie adenoidu, czasem też przycięcie migdałków podniebiennych. Odblokowuje to nie tylko drogę oddechową lecz również trąbki słuchowe i zapewnia wyrównanie się ciśnienia w uszach. Jeżeli zalega w nich gęsta wydzielina, to też musi być usunięta. Często zakładane są specjalne dreniki do błon bębenkowych, by proces upowietrzenia uszu przebiegał sprawnie.

Dlaczego lekarze tak późno wykrywają choroby uszu? Żeby dostać się do specjalisty laryngologa trzeba długo czekać. Czy nasz system zdrowotny nie powinien ulec zmianie? Bo przecież na tysiąc urodzeń dwoje dzieci rodzi się z trwałymi wadami słuchu, a w wieku szkolnym co piąte dziecko ma problemy ze słuchem…

– Wprawdzie jedno do dwojga dzieci na tysiąc rodzi się z poważną wadą słuchu, ale jak już wspomniałem, różne problemy ze słuchem ma około 20% 6-7-latków. To poważny problem społeczny i ekonomiczny. Myślę, że jednym z ważnych sposobów szybszej diagnozy powinna być możliwość bezpośredniego dostania się, zwłaszcza dziecka, do specjalisty audiologa i foniatry bez potrzeby pośredniczenia lekarza opieki podstawowej. Przy współczesnych możliwościach diagnostycznych nie ma on wielkich szans na dobrą mikrootoskopię, nie mówiąc o obiektywnej diagnostyce słuchu. To pośredniczenie wydłuża czas diagnozowania, opóźnia właściwe leczenie. Tworzą się nieuzasadnione kolejki. Jako konsultant krajowy przygotowuję, wraz z zespołem wielu konsultantów wojewódzkich, stosowną propozycję w tej sprawie dla ministra zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jest pan dyrektorem światowej rangi Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach. Jak kieruje się tak ogromną placówką i jednocześnie godzi pracę z wieloma wyjazdami zagranicznymi? Czy „zwykłemu” pacjentowi trudno dostać się do pana na konsultacje?

– W Instytucie zespół traktuje mnie nie jako dyrektora, lecz profesora, starszego, doświadczonego kolegę, który operuje i konsultuje pacjentów prawie każdego dnia, jeżeli jest w kraju. Jestem bardzo zaangażowany w codzienną pracę kliniczną, stawiam ją zawsze na pierwszym miejscu. To było podstawą wielu moich i zespołu osiągnięć. Pacjentów przygotowują członkowie zespołu. Moja wizyta jest krótka, ale stanowi ostateczne postawienie diagnozy. Przy okazji to bardzo dobra forma edukacji młodych lekarzy. W Instytucie cztery gabinety diagnostyczne są tak zbudowane, że mogę konsultować pacjentów, przechodząc między nimi prawie jednocześnie. To zwiększa dostęp pacjentów do mnie. Innych konsultuję zawsze po wcześniejszym zbadaniu przez kogoś zespołu.
*) Program zrealizowany z KRUS-em we wszystkich polskich wsiach i małych miastach.
**) Program zrealizowany wspólnie z władzami samorządowymi Warszawy.
Cały wywiad w numerze 7/2011 Eurogospodarki