Strona główna Archiwum Rynkowe ssanie

Rynkowe ssanie

0

W tym roku minęło siedem lat funkcjonowania polskiej wsi w unijnych strukturach. Nie widać na europejskich rynkach polskiej żywności ekologicznej. Z wypowiedzi dr Sylwii Żukowskiej- Biemans z SGGW, wygłoszonej na polsko-holenderskiej konferencji odbywającej się podczas tegorocznych Targów POLAGRA FOOD, wynika, że niewielu polskich rolników podjęło się produkcji ekologicznej, a jej rozwój jest mało dynamiczny. Polscy „ekologiczni” rolnicy mają zazwyczaj gospodarstwa małe i bardzo małe, rzadziej średnie. Liczba zarejestrowanych nieznacznie przekracza półtora tysiąca. Przybywa głównie tych małych, mających niewielki wpływ na rynek. Nic dziwnego, że ponad 50% żywności ekologicznej trafiającej na polski rynek pochodzi z importu.
Z badań polskiego rynku wynika, że pojawili się prężni organizatorzy handlu żywnością ekologiczną i to oni są nadzieją. Mogą stworzyć coś, co można nazwać rynkowym ssaniem. Na razie są jednak rozproszeni w kilku organizacjach. Przedstawiciel jednej z nich uczestniczył we wspomnianej polsko-holenderskiej konferencji, podejmując próby integracji zmierzającej do stworzenia sieci handlu produktami ekologicznymi. Od kilku lat stała jest liczba sklepów z taką żywnością – ok. 400. Jak na 38-milionowy kraj to bardzo mało. Mało angażują się sieci supermarketów. Niektóre oferują wprawdzie produkty ekologiczne na wydzielonych stoiskach, ale zazwyczaj bywa tak, że są one wykładane obok żywności konwencjonalnej, a wówczas cena mało zachęca do ich zakupów. Wyjątek stanowią osoby o grubszych portfelach, uważające, że jak coś droższe, to lepsze. Z badań SGGW wynika, że tak myślą głównie kobiety po czterdziestce, najczęściej z wyższym wykształceniem, organizujące zakupy dla 3-4-osobowych rodzin. Co ciekawe, single raczej nie preferują ekologii na talerzu.
Opisani konsumenci uzyskują oczywiście dochody znacznie powyżej średniej krajowej. Statystyczne panie kupują żywność ekologiczną nie dlatego, że jest ona zdrowsza i bardziej bezpieczna od konwencjonalnej, po prostu poszukują lepszego smaku. Pada więc mit o tym, że to, co niesmaczne, trzeba jeść, bo właśnie jest ekologiczne.
Konsumenckie badania wykazały, że smak jest największym atutem żywności ekologicznej i wówczas wyższa cena nie odstrasza. Kategorycznie wykluczone są z tej grupy produkty uzyskiwane z roślin genetycznie modyfikowanych. Za to ważnym atutem jest polskie pochodzenie. Tak do końca nie wiadomo, czy polski konsument to patriota. A może wie, że nasze gleby są mało zatrute chemią? W każdym razie ekologiczna żywność z polskich pól, obór, kurników, sadów i ogrodów ma nadal perspektywy rozwojowe. Szkoda, że to ciągle perspektywy, a nie rzeczywistość. Na czas świątecznych zakupów pomyślmy o niepowtarzalnym smaku – bez chemii!
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 12/2011 Eurogospodarki.