Gdyby jakimś sposobem rządowi udało się opodatkować nieodpłatną pracę wykonywaną na rzecz domu, taką jak sprzątanie, gotowanie czy opieka nad dziećmi, wszystkie problemy budżetowe zniknęłyby w ciągu jednej chwili. Podatek dochodowy, który z tego tytułu musiałyby zapłacić kobiety, wyniósłby ponad 60 mld zł rocznie! Ta kwota wystarczyłaby na zasypanie w całości tegorocznej dziury budżetowej. Zapłacić musieliby także panowie. Ich praca domowa warta jest co prawda znacznie mniej (przeciętny mężczyzna wypracowuje na rzecz domu nieco ponad 1200 zł miesięcznie), ale w skali całego kraju byłby to zastrzyk na poziomie ok. 25 mld zł. To mniej więcej tyle, ile wyniesie roczny koszt programu Rodzina 500+.
Stawka ratownika medycznego
Aby ustalić, ile wynosi wartość nieodpłatnej pracy domowej polskich kobiet, pracownicy Głównego Urzędu Statystycznego przebadali ponad 28 tys. gospodarstw domowych. Na podstawie zebranych danych ustalili, jaką część dnia zajmują Polkom takie obowiązki, jak utrzymanie w czystości mieszkania, gotowanie czy opieka nad dziećmi. Po przemnożeniu przez rynkowe stawki usług okazało się, że statystyczna kobieta wnosi do domowego budżetu blisko 2200 zł miesięcznie (60 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce). Tak było w 2013 roku. Dziś wartość pracy gospodyń zapewne zdążyła przekroczyć już barierę 2400 zł. To dużo, tym bardziej że – jak wynika z szacunków GUS – praca na rzecz domu zabiera kobietom przeciętnie cztery i pół godziny dziennie. W ciągu tygodnia (o wolnych weekendach i płatnych urlopach można zapomnieć) daje to łączny czas wynoszący ponad 30 godzin, czyli typowe trzy czwarte etatu. Gdyby przeliczyć to na pełny wymiar pracy, okazałoby się, że przeciętne wynagrodzenie na etacie gospodyni domowej wynosi w naszym kraju ponad 3100 zł miesięcznie. To mniej więcej tyle samo, ile według raportu firmy Sedlak & Sedlak zarabia w naszym kraju geodeta, kasjer na lotnisku, lektor języków obcych, a nawet ratownik medyczny. Ogółem wielkość nieodpłatnej pracy wykonywanej na rzecz gospodarstw domowych w naszym kraju warta jest ponad 500 mld zł. Aż 340 mld zł z tej kwoty jest zasługą pań. To przeszło 20 proc. wielkości polskiego PKB!
Przez żołądek do zdrowia
Najcenniejsza jest praca pań domów przy przygotowaniu jedzenia dla rodziny. Przy czym tu liczy się nie tylko samo gotowanie i przygotowywanie zimnych posiłków, ale też zakupy, zmywanie naczyń czy uprawa warzyw i owoców w przydomowym ogródku. Te czynności stanowią aż 45 proc. wszystkich prac wykonywanych przez kobietę w obrębie gospodarstwa domowego. Co ciekawe, na wartość tej pracy praktycznie żadnego wpływu nie ma to, czy kobieta pracuje zarobkowo, czy też jest bierna zawodowo. Panie, dla których jedynym zajęciem jest prowadzenie domu, wykonują pracę o wartości jedynie 15 proc. większej niż te aktywne zawodowo. Powodem tak małej różnicy nie jest lenistwo niepracujących kobiet, ale specyfika gospodarstwa domowego. Niezależnie od innych obowiązków (lub ich braku) pewne czynności po prostu muszą być wykonane. Po wyjściu z pracy kobieta robi zakupy, przygotowuje kolację, gotuje obiad na drugi dzień, wstawia pranie, a potem je wiesza, sprząta, prasuje, przyszywa guzik, który któremuś z domowników odpadł. Pani, która nie pracuje, robi to samo i niewiele czasu wolnego jej pozostaje. Choćby dlatego, że w kuchni stosuje mniej półproduktów, wszystko na ogół przyrządza od podstaw: dla zdrowia i z oszczędności.
Matka z jednym dzieckiem więcej
Ponad jedna trzecia wartości wszystkich prac domowych wiąże się z opieką nad dziećmi i dbaniem o nie. Jeśli kobieta ma jedno już nastoletnie dziecko, wówczas – jak szacuje GUS – jej praca związana z matkowaniem warta jest niespełna 200 zł miesięcznie. Jeśli jednak opiekuje się niemowlęciem, to zajmuje jej tyle czasu, że statystycy wyceniają jej trud na ponad 4 tys. zł miesięcznie. Tyle bowiem należałoby zapłacić prywatnej opiekunce zajmującej się dzieckiem przez 24 godziny na dobę.
Wycena pracy domowej rośnie z liczbą posiadanych dzieci. Według GUS wychowanie i dbanie o czwórkę dzieci przez statystyczną Polkę trzeba wycenić na 2600 zł miesięcznie. Jeśli są to małe dzieci, w tym niemowlęta, wartość jej macierzyńskich czynności sięga 6–8 tys. zł, czyli tyle ile dostaje ordynator szpitala, programista czy profesor uniwersytetu.
Niańka zamiast matki
Jeśli kobieta nie może zwolnić tempa w pracy, by nie wyeliminować się z rynku bądź nie pozbawić szansy na karierę zawodową, do której przecież przygotowała się przez lata dużym wysiłkiem w szkołach, wówczas musi rozejrzeć się za opiekunką dla dziecka. To jednak sporo kosztuje. Według stawek publikowanych przez branżowe serwisy kojarzące rodziców z opiekunkami, przeciętna stawka godzinowa w zależności od miasta wynosi od 10 do ponad 20 zł. Najdrożej jest oczywiście w stolicy. Alternatywą jest oddanie dziecka do żłobka. Ceny prywatnych warszawskich placówek wynoszą od 1000 zł do nawet 2000 zł miesięcznie. Tańsze są żłobki publiczne, ale szczególnie w dużych miastach, trudno znaleźć w nich miejsce.
Opieka nad dziećmi i serwowanie jedzenia domownikom to nie wszystkie obowiązki pani domu. Sprzątanie i dbanie o ubranie (pranie, prasowanie, krawieckie naprawy) to czynności, których wartość wyceniana jest na prawie 400 zł miesięcznie dla każdej przeciętnej Polki. Z braku czasu może wyręczyć się gosposią, jednak jej wynajęcie kosztuje niemal tyle, ile opiekunki dla dziecka.
Rachunki GUS obejmują także prace na rzecz obcych gospodarstw domowych. To domena głównie emerytów oraz niepracujących rodziców, pomagających swoim dzieciom. Ugotowanie obiadu, przypilnowanie wnuków czy zrobienie zakupów również przekłada się na konkretną wartość rynkową, która szacowana jest na 100 zł miesięcznie.
Kobieta w pracy
Nie dość, że kobiety wykonują na rzecz domu niemal dwukrotnie większą pracę niż panowie, na dodatek nie są doceniane w pracy zawodowej. Im wyższe zajmują stanowisko, tym większą odczuwają różnicę pomiędzy swoim wynagrodzeniem a wynagrodzeniem mężczyzny z podobna pozycją. Według serwisu Wynagrodzenia.pl w 2014 roku szeregowa pracownica zarabiała średnio o 11 proc. mniej niż jej męski odpowiednik (2500 zł wobec 2800 zł brutto). Wraz ze zdobywaniem kolejnych szczebli drabiny zawodowej kariery dysproporcje rosną. W przypadku specjalistów i kierowników różnica w pensjach sięga 800–900 zł miesięcznie. Jeśli kobiecie udało się zdobyć dyrektorskie stanowisko, wówczas może liczyć na wynagrodzenie rzędu 10 tys. zł brutto. Dużo, ale jednocześnie o prawie 30 proc. mniej, niż pensja wypłacana za to samo mężczyźnie. Powodem tych dysproporcji mogą być zarówno negatywne stereotypy związane z rolą kobiet w społeczeństwie, jak i obawa pracodawców przed przerwą w pracy spowodowaną np. urlopem macierzyńskim. Im wyższe stanowisko, tym trudniej zastąpić kobietę, która robi roczną lub kilkuletnią przerwę, aby zaopiekować się swoimi dziećmi.
Męskie prace domowe wyżej cenione
Jeśli chodzi o wartość pracy świadczonej przez mężczyzn na rzecz domu, minimalnie wyżej są szacowani w jednej kategorii – utrzymanie mieszkania. Zalicza się do niej nie tylko porządki, ale także drobne prace budowlano-remontowe. Wymiana żarówki, dokręcenie zaworu czy przykręcenie gniazdka to czynności, za które tradycyjnie odpowiadają mężczyźni. Nie są czasochłonne, zresztą statystyczny mężczyzna pracuje na rzecz domu o prawie 2 godz. dziennie mniej niż kobieta. Po prostu stawki rynkowe takich usług są wyższe, niż w przypadku sprzątaczek czy gosposi. Elektryk w naszym kraju może liczyć na 3,5–4 tys. zł brutto wynagrodzenia miesięcznie. Sprzątaczka na dwa razy mniej. W przypadku pozostałych kategorii mężczyźni znacznie ustępują paniom. Największa, bo blisko pięciokrotna różnica dotyczy prania i prasowania. Tu praca panów warta jest tylko 20 zł miesięcznie.
Państwowy garnuszek
Dominująca rola pań w pracach na rzecz gospodarstwa domowego sprawia, że ich przyszłość maluje się w niewesołych barwach. Wykonywanie mnóstwa czynności nieodpłatnie powoduje, że kobiety nie mają z czego odłożyć pieniędzy na czarną godzinę czy zapewnić sobie godziwą emeryturę. W przypadku, gdy umiera ich partner, często zostają bez środków do życia. Bo choć istnieje coś takiego jak renta rodzinna, jednak nie są to pieniądze zaspokajające codzienne potrzeby. Jej minimalna wysokość od stycznia 2016 roku wynosi zaledwie 882 zł miesięcznie (średnia wysokość świadczenia to 1800 zł na miesiąc). Korzystają z niego niemal wyłącznie (89 proc.) kobiety w wieku emerytalnym (średni wiek uprawnionej to prawie 70 lat), które często z braku wymaganego stażu pracy są pozbawione własnej emerytury (lub otrzymują ją w niewielkiej
wysokości). Czy nie czas zreformować system emerytalny, tak aby nieodpłatna praca gospodyń domowych zaliczana była do wysługi lat? Zmniejszyłoby to biurokratyczną machinę, która obecnie co miesiąc obsługuje prawie 1,3 mln płatności z tytułu rent rodzinnych (codziennie dochodzi ponad 100 nowych wniosków). Na razie brzmi to jak utopia. Ale w przyszłości? Kto wie.

