Wiadomo co najmniej od pół wieku, że nasz kraj znajduje się zaledwie o kroczek od pustynnienia, a teraz prawda ta dobitnie dała znać o sobie.
W Europie pod względem zasobów wody przypadających na mieszkańca, pod względem ilości wody zatrzymywanej przez retencję po opadach deszczu czy pod względem czystości wód słodkich – regularnie lądujemy na miejscach bliskich końca, jeżeli nie na ostatnich. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiedząc o takim stanie, wciąż robimy niewiele, by go odmienić.
– Tegoroczna susza nie jest zjawiskiem ekstremalnym, podobne zjawiska występują co kilka, kilkanaście lat. W Polsce takie suche okresy występowały w latach 50. XX wieku, na początku lat 90. i w pojedynczych latach w XXI wieku. Natomiast postęp cywilizacyjny powoduje, że z tej wody trochę inaczej korzystamy. Dzisiaj ilość wody zużywanej w domach jest zdecydowanie większa. Dlatego brak wody doskwiera nam bardziej, natomiast przyrodniczo zjawisko nie jest intensywniejsze niż kiedyś – powiedział PAP hydrolog dr Damian Absalon z Uniwersytetu Śląskiego.
Woda – dobro wolne?
Przez dziesiątki lat woda należała do tzw. dóbr wolnych, takich jak na przykład powietrze, a jeszcze wcześniej – łąki i lasy. Za poprzedniego ustroju do dóbr quasi-wolnych można było zaliczyć energię elektryczną w gniazdku i ciepło w kaloryferach. „Wolne” znaczy tu: nie trzeba za nie płacić, bądź – jak w przypadku energii i ciepła – wliczane one były do usługi podstawowej, czynszu za mieszkanie, obciążając go w niewielkim stopniu. Przypominam: mówimy o przeszłości!
Dla większości rolników słodka woda do dzisiaj pozostaje dobrem wolnym. Ale już nie dla na przykład energetyków, którzy potrzebują jej znacznych ilości. Energetyka za wodę płaci. Jednak, gdy woda jest zbyt ciepła – jak ostatnio – to do celów chłodzących się nie nadaje, bo grzeje miast oziębiać, a wówczas staje się dobrem bezcennym. O ile tylko odpowiada parametrom czystości i temperatury, za co trzeba zapłacić. Słono, niestety.
Duże miliony w płytką wodę
488 mln zł przeznaczył rząd w ostatnich dniach sierpnia 2015 roku na wsparcie dla rolników z tytułu suszy. Kupa forsy. Tylko – na jak długo? Brak opadów spowodował obniżenie poziomu podskórnych wód gruntowych, tak istotnych dla żyzności gleby. A to jest woda „darmowa”. Tyle że te dotacje jej poziomu nie podniosą. To mogą sprawić jedynie: jesienne opady deszczu, zimowe zaleganie śniegu oraz retencja, w naszym kraju wciąż lekce-ważona. A tym samym kolejne ileś setek milionów trzeba będzie szykować na rok 2016, potem na 2017 itd. Z każdym rokiem – zapewne – coraz więcej. Brytyjscy synoptycy, a ci od II wojny światowej to absolutna światowa czołówka, mówią, że obecny trend pogodowy w Europie może potrwać co najmniej 20 kolejnych lat!
Wartość wody rośnie
W szkołach uczą nas, że około 70 proc. powierzchni naszego globu zajmują wody. Ale – w przygniatającej większości – słone. Człowiek do konsumpcji, higieny, chłodzenia, na potrzeby tuczu zwierząt itp., itd. potrzebuje wody słodkiej. Tej zaś jest tylko niecałe 3 proc. Przy systematycznie rosnącej liczbie ludności staje się ona dobrem coraz bardziej cennym, coraz mniej dostępnym. I będzie coraz droższa. Kiedy? Nikt nie chce podać konkretnej daty. Ja zaryzykuję – nie później niż w 2030 roku, a raczej bliżej 2020 roku. Jeśli zaś zaobserwowane w ostatnim okresie zmiany klimatu będą trwałe, a – nie daj Bóg – nasilą się – to będzie prawdziwy klops.
W Polsce wody ubywa
Mamy zdecydowanie mniej wody niż Europa Zachodnia. Jej ilość zależy w dużej mierze od opadów. Polska średnia oscyluje w okolicach 550–650 mm rocznie. Jest też bardzo zróżnicowana przestrzennie. W górach mamy opady rzędu 1000 mm rocznie, a są też miejsca, np. na Kujawach, gdzie wynoszą one około 500 mm, a nawet mniej. Niewielka pojemność zbiorników retencyjnych w Polsce, wynosząca ok. 4 mld m sześć. (przy pojemności użytkowej wynoszącej niespełna 1 procent…), stanowi niecałe 6 proc. objętości średniego rocznego odpływu z wielolecia. Nie daje ona pełnej możliwości ochrony przed powodzią i suszą, a także nie gwarantuje odpowiedniego zaopatrzenia w wodę. Możliwości retencyjne sztucznych zbiorników wodnych w Polsce są zatem bardzo niewielkie. Warunki fizyczno-geograficzne w Polsce stwarzają możliwość zmagazynowania do 15 proc. średniego rocznego odpływu. Teoretycznie. Trzeba tylko takie zbiorniki zbudować. Nie jest to ani łatwe, ani tanie, ani szybkie do wykonania.
Rachunek za cywilizację
Zatrzymywanie wody natura opanowała sama, bez oglądania się na nadejście człowieka. Bagna, lasy, jeziora, a także uformowane np. przez bobry zalewiska – to wszystko służy retencji. Tylko że natura w pewnym momencie zaczęła przeszkadzać człowiekowi. I ten, niemałym nakładem kosztów, zaczął naturalną retencję demontować: bagna i moczary osuszać, bobry mordować, torfowiska eksploatować, puszcze wycinać, a w jej miejsce sadzić sztuczne lasy jednogatunkowe, rzeki prostować i kierować w betonowo-kamienne rynny. Wszystko w imię dobrodziejstw cywilizacyjnych. Teraz przychodzi za to płacić oraz inwestować w odkręcanie tego, cośmy przez dziesiątki lat namajstrowali.
Ile może kosztować naprawianie błędów?
Od razu należy stwierdzić, że wszelkie szacunki w rzeczywistości – jeżeli w ogóle dojdzie do realizacji hydroinwestycji – okazują się znacznie niedoszacowane. Zbiornik Świnna Poręba na Skawie jest budowany od 24 lat. Inwestycja wciąż nie została ukończona, choć sama zapora jest gotowa od 2008 roku. Ma to być rezerwuar wody słodkiej dla aglomeracji krakowskiej, która – mimo położenia nad Wisłą – cierpi na brak wody. Początkowo zbiornik został zaprojektowany jako zbiornik wody pitnej dla aglomeracji śląskiej. Jak jednak podaje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie, zmiany ustrojowe oraz społeczno–ekonomiczne spowodowały zmniejszenie zapotrzebowania na wodę przez przemysł i mieszkańców Śląska. Dlatego obecnie funkcja główna zbiornika to ochrona przeciwpowodziowa. Chroniona jest dolina Skawy, dolina Wisły poniżej ujścia Skawy oraz Kraków. Zbiornik wykorzystany został także energetycznie poprzez zbudowanie małej elektrowni wodnej oraz hodowlanie poprzez produkcję narybku na potrzeby cieków i zbior-ników regionu wodnego. Próbowałem dociec, ile to kosztowało. Niestety – bez skutku.
Stan faktyczny – jest kiepsko
„Niektóre rzeki są całkowicie lub prawie całkowicie skanalizowane, tzn. zabudowane budowlami piętrzącymi, np.: Bóbr, Nysa Łużycka, Nysa Kłodzka, Soła, Radunia, Gwda. Na Wiśle zbudowano 7 stopni piętrzących, z czego 6 na Wiśle Górnej na odcinku od Oświęcimia do Krakowa i stopień Włocławek na Środkowej Wiśle. Odra jest skanalizowana od Koźla do Brzegu Dolnego na długości 187 km. Większość dużych rzek jest częściowo uregulowana, po roku 1990 praktycznie zaprzestano wykonywania nowych budowli regulacyjnych” – to cytat z raportu Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.
Nie tylko niższe zarobki
Statystyczny Polak ma do dyspozycji jedna trzecią ilości wody, jaką może zużyć na różne potrzeby statystyczny Europejczyk unijny.
Wolny rynek każe płacić
Woda przestała być dobrem wolnym. Dlaczego? Bo w całym systemie społeczno-gospodarczym wdrożyliśmy (lub lepiej – ciągle wdrażamy) system rynkowy. System rynkowy to ładne określenie dla nakazu: „Za wszystko musisz zapłacić!”. Jeśli ktoś uważa, że dobrem wolnym długo pozostanie świeże powietrze, jest w błędzie. Im więcej ludzi, im więcej przemysłu, tym mniej powietrza. Zwłaszcza świeżego. Proszę zatem pamiętać, najpierw zapłacimy za świeże powietrze, a zaraz potem nawet za mniej świeże. Jak dzisiaj w Zakopanem czy Międzyzdrojach, gdzie za amalgamat niskiej emisji spalin motoryzacyjnych i innych „wydechów” musimy uiszczać tzw. taksę klimatyczną… Podobnie będzie z wodą – natura wystawia nam za nią coraz wyższy rachunek. Ktoś go musi uiścić. Kto? Ty, drogi czytelniku, ja oraz wszyscy pozostali polscy podatnicy. Sęk w tym, żeby nie płacić co roku coraz więcej, lecz by z sensem zainwestować. W zbieranie wody.
Z Internetu:
Przy produkcji jednego samochodu zużywa się 379 000 litrów wody.
Do wyprodukowania bochenka chleba trzeba zużyć 462 litry wody.
Aby „wyhodować” szklankę soku pomarańczowego, potrzeba 50 szklanek wody.
Do wyprodukowania 2,2 kg wołowiny potrzeba 9500 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg papieru wymaga ok. 250 litrów wody.
Do wyprodukowania 1 litra piwa potrzeba 8 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg stali wymaga ok. 300 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg nawozów azotowych – 600 litrów wody.
Rafinacja 1 tony ropy naftowej – 15 000 litrów wody.
Do wyprodukowania 1 kg ziaren pszenicy potrzeba 1000 litrów wody, a ryżu – prawie trzy razy więcej.