Strona główna Archiwum Złote klatki

Złote klatki

0

W 2003 r. Dorota Pyszyńska wygrała konkurs na dyrektora prestiżowej placówki, jaką jest Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w podwarszawskim Skolimowie, i w ostatniej chwili zmieniła decyzję, przyjmując kierowanie placówką w Górze Kalwarii. Jest to jeden z największych DPS-ów w Europie. W tej chwili ma 516 pensjonariuszy. Docelowo, po zakończeniu wszystkich prac związanych z przystosowaniem do norm unijnych, będzie mieć miejsce dla 500 osób.

Jakie kryteria musi spełniać osoba starająca się o skierowanie do waszej placówki i kto takie skierowanie wydaje?

– Najważniejszym kryterium jest to, czy osoba kierowana wymaga całodobowej opieki. Kolejne kryteria to wiek i stan majątkowy. Jesteśmy domem dla dorosłych od 18. roku życia. Są jeszcze placówki dla osób starszych oraz dzieci i młodzieży. W kwestii stanu majątkowego, są sytuacje, że kieruje się do nas osoby, których nie stać na samodzielne utrzymanie. Do nas pensjonariuszy kieruje Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie po uprzednim wywiadzie środowiskowym przeprowadzonym przez ośrodek pomocy społecznej.

Czy pomoc społeczna jest domeną kobiet?

– Myślę, że tak. Przede wszystkim kobieta ma w sobie dużą dawkę wrażliwości, ale przy tym potrafi zachować zimną krew. Potrafi przytulić, porozmawiać, pogłaskać po włosach, wziąć za rękę. Mężczyźni mają więcej oporów, chociaż zdarzają się wyjątki. Osoby mieszkające u nas przez kilkadziesiąt lat potrzebują bliskości. Trzeba umieć to okazać, zachowując jednocześnie odpowiedni dystans.

Czy zmieniłaby pani coś w systemie pomocy społecznej?

– Pomoc społeczna w Polsce idzie w dobrym kierunku. Pochyliłabym się nad kwestią pracy z rodziną. To ważny problem. Pewnym patologiom – choć nie lubię tego słowa – rodzinnym można byłoby zapobiec już w środowisku, gdyby system pracy z rodziną i opieki nad nią opierał się na pracy w środowisku. U nas za mało jest prowadzonej pracy socjalnej w terenie i dlatego jest tak, że ludzie trafiają do tego typu placówek, jak nasza. Każda instytucja, nawet najlepsza, o najwyższym standardzie nie zastąpi rodzinnego domu. To są tzw. złote klatki. Staramy się zapewnić naszym mieszkańcom jak najlepszą opiekę, robimy wszystko, aby wydostać ich na powierzchnię, rozwijamy ich horyzonty, m.in. przez organizację warsztatów sztuki, żeby choć na chwilę nie tęsknili za prawdziwym domem, ale i tak ta tęsknota pozostaje. Tę potrzebę bliskości wyczuwa się instynktownie. Żeby zmniejszyć dystans dzielący naszych mieszkańców i ich rodziny, od kilku lat organizujemy raz w roku piknik rodzinny. Na nasze zaproszenia odpowiadają nawet rodziny, które nie widziały swoich bliskich od 10 lat. Więzy rodzinne są bardzo ważne dla samopoczucia naszych podopiecznych, szczególnie w okresie świątecznym.
Cały wywiad w numerze 12/2010 Eurogospodarki.