Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) dotyczących Polski w latach 2008–2012 widać, że największym problemem naszego kraju w dziedzinie finansów osobistych jest wolne tempo oszczędzania, a nie tylko niska wartość zgromadzonych aktywów. Przeciętna polska rodzina oszczędzała jedynie 3,02 proc. swojego rocznego dochodu dyspozycyjnego. Rzeczywista stopa oszczędności była nieco większa, ponieważ dochód dyspozycyjny według OECD oprócz pensji netto i dodatkowych wpływów uwzględnia również koszty nieodpłatnej edukacji oraz opieki zdrowotnej (w przeliczeniu na gospodarstwo domowe).
Istnieją jeszcze mniej oszczędni
Uwzględniony w tych szacunkach został bowiem PPP (parytet siły nabywczej w stosunku do dolara amerykańskiego). Informacje o różnicach cen koszyka najważniejszych dóbr i usług dzięki temu zabiegowi lepiej odzwierciedlają realną wartość nabywczą dochodów w danym państwie oraz wyniki dotyczące aktywów finansowych (np. lokat). Od 2008 do 2012 roku mniejszą skłonnością do oszczędzania niż Polacy cechowali się obywatele: Estonii, Wielkiej Brytanii oraz Japonii, a przede wszystkim Grecji. Sytuacja ostatniego z wymienionych krajów zasługuje na szczególną uwagę. W Grecji pięcioletnia stopa oszczędzania była znacznie niższa od zera (-8,58 proc.!). Ten wynik wskazuje na to, że od 2008 do 2012 roku, Grecy systematycznie uszczuplali swoje oszczędności! Liczba Polaków systematycznie co miesiąc odkładających pewne kwoty w różnych formach oszczędzania wzrosła z 7 proc. w 2008 roku do 16 proc. w 2015 roku.
Biedni są nieoszczędni?
OECD publikuje Better Life Index (wskaźnik lepszego życia), analizując sytuację gospodarstw domowych w 23 państwach świata, w tym m.in. w Polsce. Punktem wyjścia są kwoty w dolarach USA, ale skorygowane o wspomniany indeks PPP. W badaniu wzięto pod uwagę kraje znajdujące się nieco niżej niż Polska (Estonię czy Słowację); porównywalne (Węgry, Grecję), stojące ciut wyżej (Czechy, Chile, Słowenię) oraz znacznie wyżej od nas (Koreę Płd., Danię, Australię, Francję, Austrię). Tu dochodzimy do bariery 48 960 dolarów/osobę, czyli przeciętnej poziomu aktywów finansowych w porównywanych 23 krajach OECD (mowa o 2012 roku). 12 państw było poniżej tak wyznaczonej średniej, 11 powyżej. Na czele lepszej jedenastki znajdowały się Stany Zjednoczone z poziomem aktywów finansowych przypadających na statystycznego obywatela w wysokości 145 769 dolarów. Szwajcaria, druga na tej liście, może się pochwalić „tylko” 108 823 dolarami na osobę. A Polska? No cóż, nie jest tego zbyt wiele. Średni poziom aktywów finansowych w polskim gospodarstwie domowym wynosi 10 919 dolarów przy zastosowaniu PPP, ale zaledwie 6148 dolarów amerykańskich na osobę bez uwzględniania parytetu cenowego.
Stereotypowo zwykło się utrzymywać, że biedni są nieoszczędni, a nieoszczędni stają się biedni. Przeświadczenie to nie bierze jednak pod uwagę zdarzeń indywidualnych: choroby, wypadku bądź zjawisk zbiorowych: wojny, kataklizmu czy krachu giełdowego. Ten na nowojorskiej giełdzie 24 października 1929 roku spowodował gwałtowny spadek ceny praktycznie wszystkich akcji, pociągając za sobą łańcuch bankructw i zadłużenia, które rozprzestrzeniły się stopniowo na prawie wszystkie kraje świata. A mimo to w 2012 roku statystyczny Amerykanin wciąż był najbogatszym człowiekiem świata!
Jak oszczędzamy? Tradycyjnie
Narodowy Bank Polski w połowie 2012 roku podawał, że nasze gospodarstwa domowe największą część oszczędności utrzymują w postaci depozytów złotowych i walutowych, które wówczas stanowiły prawie połowę wartości oszczędności. Drugie miejsce zajmowały oszczędności zgromadzone przez otwarte fundusze emerytalne (24 proc.), ale teraz OFE ulegają likwidacji. Gotówka w obiegu poza kasami banków stanowiła 11 proc. oszczędności, środki zgromadzone w tytułach uczestnictwa krajowych funduszy inwestycyjnych 6 proc., akcje spółek publicznych tworzyły 5 proc. wartości oszczędności gospodarstw domowych, a około 4 proc. przypadało na pozostałe formy, np. na złoto.
Teoria wskazuje cztery podstawowe cele oszczędzania. Oszczędzamy dlatego, że zamierzamy coś drogiego kupić, na co nas nie stać: mieszkanie, samochód czy jacht – to oszczędzanie konsumpcyjne. Oszczędzamy „przezornościowo” z kolei wtedy, kiedy część dochodu odkładamy na czarną godzinę. Oszczędzanie transakcyjne związane jest z płatnościami do uregulowania, no i wreszcie tzw. oszczędzanie spekulacyjne, czyli zwiększanie wartości zgromadzonych już oszczędności (lokaty, pewne formy ubezpieczenia itd.). Wydaje się, że dwie pierwsze formy u nas przeważają. Reklamowane są jako „sprawdzone” lub „gwarantowane” różne formy oszczędzania. Należy jednak sobie uzmysłowić, że każda polega na zmniejszeniu konsumpcji bieżącej. Dlatego biedakom tak trudno oszczędzać. Ważne, czy oszczędzasz sam, czy z pomocą instytucji finansowej. W tym drugim przypadku zawsze musisz podzielić się częścią swoich zysków. Odkładając „do słoika” tracisz bankowe procenty, ale zyskujesz dzięki brakowi opłat za prowadzenie rachunku czy lokaty.
Czy możemy stać się oszczędniejsi?
Wielu ekonomistów twierdzi, że polski sukces ekonomiczny w minionym 25-leciu brał się nie tylko z pozostania przy rodzimej walucie, ale również, a może przede wszystkim, z równowagi między wzrostem eksportu a wzrostem konsumpcji wewnętrznej. To drugie zjawisko nie sprzyja wzrostowi stanu oszczędności. No i jeszcze niebagatelna rola stopy dyskontowej, ustalanej przez bank centralny. Im ona niższa, tym mniejsza skłonność do zachowywania pieniędzy. Pod względem stopy oszczędności Szwecja, Szwajcaria, Francja, Belgia oraz Niemcy mogą stanowić wzorzec. W każdym z tych krajów statystyczne gospodarstwo domowe oszczędza przynajmniej 10 proc. rocznego dochodu. Trzeba przyznać, że owe polskie 3 procent to żałośnie mało. Na początek warto byłoby dogonić przynajmniej Włochów czy Czechów.

