Warszawska giełda bez wątpienia przeżywa w 2014 i 2015 roku trudne chwile, które dotyczą głównie rynku akcji. Nie ma na nim w ostatnich miesiącach atrakcyjnych dla inwestorów ofert. W spotkaniu „Nowe spojrzenie na strategie dla rynku kapitałowego” wziął udział prezes GPW Paweł Tamborski. W debacie uczestniczyli także: dr Mirosław Kachniewski – prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, Marcin Petrykowski – dyrektor regionalny na Europę Środkową i Wschodnią Standard & Poor`s – oraz młodzi ludzie – alumni projektu Akademia Liderów Rynku Kapitałowego, realizowanego przez fundację już od dziewięciu lat.
Martwy rynek akcji
Dopływ kapitału do obrotu na GPW jest bardzo mały. Zwykli ciułacze mało rozumieją działanie rynku kapitałowego, mają awersję do ryzyka i wolą lokować swoje oszczędności w bankach, nawet przy bardzo małym oprocentowaniu lokat. Ponadto od dłuższego czasu brakuje atrakcyjnych ofert w postaci nowych spółek – zwłaszcza tych oferowanych przez wiele lat przez Skarb Państwa oraz ciekawych prywatnych. Warto przypomnieć, że jedną z ostatnich „państwowych” ofert była węglowa spółka JSW, na której akcjach można było stracić ponad 80 proc. zainwestowanego kapitału. Natomiast prywatni właściciele liczących się polskich spółek (taką jest np. producent autobusów Solaris), chcąc się rozwijać, wolą korzystać z kredytów bankowych (są one stosunkowo tanie) niż odsłaniać się całkowicie przed potencjalnymi inwestorami. Nie widać też zagranicznych spółek, które chciałyby sprzedawać swoje akcje na polskiej giełdzie. Po prostu jak nie idzie, to nie idzie. Nie pomogła też wymiana szefów GPW. Z wypowiedzi prezesa Pawła Tamborskiego nie wynikało, że ma jakąś koncepcję, która nada rynkowi akcji impuls.
Obligacje to jest to?
Optymizmem powiało natomiast, gdy radca prawny Michał Lasota reprezentujący bankowość inwestycyjną referował sytuację na rynku długu. Rozwija się on dynamicznie, przybywa na nim zarówno emitentów obligacji – głównie korporacyjnych i komunalnych – w tempie między 20 a 30% rocznie, jak i jest coraz więcej chętnych do ich nabywania. Emitenci mogą dość łatwo pozyskać środki finansowe na rozwój firm lub uzupełnienie darmowych środków unijnych na inwestycje, a nabywający obligacje mają szansę uzyskać znacznie większe zyski niż z bankowych lokat. Na rynku Catalyst GPW w obrocie są: obligacje korporacyjne, obligacje spółdzielcze, listy zastawne, obligacje komunalne i obligacje skarbowe. Rynek ten funkcjonuje od 30 września 2009 r. i dostosowany jest do potrzeb bardzo różnych emitentów. Obowiązuje ich zasada przestrzegania obowiązków informacyjnych tak jak innych uczestników rynku kapitałowego. Z analiz oprocentowania obligacji wynika, że najbardziej pewne są oferowane przez ministra finansów obligacje skarbowe, ale zarobić można na ich zakupie i długoterminowym posiadaniu najmniej. Jak wszędzie najwięcej można zyskać, kupując obligacje korporacyjne emitowane przez mało znane lub będące w trudnej sytuacji spółki. Na tych ostatnich można też najwięcej, a nawet wszystko stracić. Obligacje oferowały w przeszłości m.in. najpotężniejsze polskie koncerny z Orlenem i PGNiG na czele, a zapowiadana przez nagłośnioną górniczymi protestami państwową Kompanię Węglową emisja obligacji nie doszła do skutku, bo prawdopodobnie nie byłoby chętnych na ich zakup – nawet przy wysokim oprocentowaniu.
Nowe zabezpieczenia i nowy rodzaj obligacji
Obligacje komunalne uchodzą za bardziej pewne od korporacyjnych, bo samorząd ma niewielkie szanse ogłoszenia upadłości, ale wiemy, że niektórzy burmistrzowie i wójtowie zadłużyli swoje gminy ponad miarę, co wychwyciły kontrole Ministerstwa Finansów. W przypadku emitentów korporacyjnych zdarzały się przypadki upadłości. Stąd w gotowej już do podpisu przez prezydenta RP nowej ustawie, która zacznie obowiązywać od 1 lipca br., dotyczącej rynku obligacji przewidziano możliwość powoływania zgromadzenia obligatariuszy danej spółki, podobnie jak ma to miejsce w przypadku akcjonariuszy. Będzie ono na bieżąco kontrolować poczynania zarządów firm. Nowe prawo ma też ułatwić dochodzenie roszczeń w przypadku upadłości emitenta. Do inwestowania na rynku dłużnym zachęcić ma wprowadzenie do obrotu nowych rodzajów obligacji. Chodzi o tzw. obligacje wieczyste oraz obligacje podporządkowane. Te pierwsze nie będą miały wyznaczonych okresów zapadłości, co nie znaczy, że kiedyś emitent nie będzie chciał ich wykupić. Będą atrakcyjne dla tych, którzy lubią żyć z procentów. Kolejna grupa to obligacje podporządkowane, których spłata będzie możliwa tylko w przypadku upadłości emitenta, a właściciel obligacji (wierzyciel) będzie obsługiwany dopiero po spłacie innych obligacji. Emitent może ich wartość dopisać do kapitałów własnych. Można przypuszczać, że ten rodzaj obligacji będzie funkcjonował między podmiotami zależnymi od siebie, ale dopuszczony jest obrót nimi. Zdaniem uczestników panelu rola obligacji ma wzrosnąć po 2020 r., gdy napływ środków unijnych zdecydowanie się zmniejszy, a nadal będzie trzeba inwestować.

