Strona główna Finanse Precz z dyskryminacją!

Precz z dyskryminacją!

0
Precz z dyskryminacją!

Oficjalne pismo z urzędu trudno przeczytać, bo jest na ogół nudne, za długie, napisane drętwym językiem. Gdy pokonamy naturalny odruch, by je odłożyć na później, udaje nam się je zrozumieć dopiero po drugim lub trzecim przeczytaniu. Bywa też, że nawet po wielokrotnej lekturze do końca nie pojmujemy, o co chodzi. Znam absolwentów wydziałów filologicznych świetnych uczelni, którzy są całkowicie bezradni w obliczu słownych harców polskich urzędników i prawników.
Po ludzku, proszę
Tak jakby nie można było napisać normalnie, po ludzku, czyli po polsku. Nikt z żadnego ministerstwa, sądu czy innej państwowej lub samorządowej instytucji nie przekona mnie, że nie można sformułowania „osoba uprawniona do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych” zastąpić określeniem „pacjent finansowany przez państwo”.
Paragrafy dla prawniczej kliki
Konia z rzędem temu, kto zrozumie język serwowany nam w codziennej praktyce sądowej czy prokuratorskiej. Dr Dorota Pudzianowska z Uniwersytetu Warszawskiego, współpracująca z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, potwierdza, że przeciętnemu Polakowi trudno porozumieć się z sądami czy prokuraturami. Sędziowie i prokuratorzy często nie wykazują chęci, a czasem być może brakuje im umiejętności, by formułować jasne dla wszystkich stron postępowania komunikaty. Na przykład wezwanie na sprawę karną do stawienia się w wyznaczonym terminie w sądzie zawiera tylko numer artykułu z odpowiedniego kodeksu. Skąd ktoś, kto nie jest prawnikiem, ma wiedzieć, w jakiej sprawie wzywany jest na przykład na świadka? Taka informacja sądowa jest hermetyczna. Właściwie nie zasługuje nawet na miano informacji, bo nic adresatowi nie mówi. Zresztą okazuje się, że nawet prawnik może nie wiedzieć, o co chodzi w sądowym piśmie. – Kiedyś dostałam wezwanie na sprawę karną, w której występowałam jako pokrzywdzona. Absolutnie nie byłam w stanie zorientować się z pouczenia, czego to postępowanie dotyczy, mimo że mam wykształcenie prawnicze. Jedynie się domyśliłam, że związane jest z kradzieżą radia z mojego samochodu. To wydarzenie otworzyło mi oczy na problem. Komunikaty nie są pisane z intencją, żeby poinformować, doinformować, mają jedynie zadośćuczynić pewnemu wymogowi formalnemu. Niekiedy nawet prawnik nie jest w stanie dojść, o co chodzi – uważa dr Pudzianowska.
Poza prawem
Dr Pudzianowska zauważa, że niejasne formułowanie myśli, zdań w korespondencji, na sali sądowej czy przez prokuratora może wykluczać ludzi, których sprawa dotyczy. Szczególnie narażone są na to na przykład osoby gorzej wykształcone, starsze czy ludzie z niepełnosprawnością intelektualną. Niezrozumiały język prawniczy pogarsza sytuację takich osób.
Czary-mary?
Podejrzewam, że urzędnicy, tak jak niegdyś magowie, pragną być niezrozumiali. I jak oni są przekonani, że tajemniczość zwiększy ich autorytet, konieczność tłumaczenia zbuduje podziw, a oczywistość ubrana w niezrozumiałe słówka może wyglądać jak informacja specjalistyczna, świadcząca o ich wiedzy. Hola! Nie dzisiaj! W społeczeństwie wykształconych ludzi bełkotliwe teksty urzędnicze mogą jedynie wkurzyć. Są też dowodem na kardynalne braki w wykształceniu kadry urzędniczej.
Na celowniku
Językiem urzędniczym zajęła się Rada Języka Polskiego i w 2012 roku opublikowała raport, którego wnioski są niestety aktualne do dziś. – Potwierdziła się opinia o tekstach urzędowych, że są trudne, skomplikowane, niezrozumiałe i nie liczą się z możliwościami odbiorców. To niedobra sytuacja, mówimy wszak o ważnych społecznie tekstach tworzących normy prawne, kreujących wzorce zachowań, regulujących zasady współżycia społecznego, określających relacje międzyludzkie. Mówimy o języku uchwał, zarządzeń, regulaminów, statutów, wezwań, nakazów, zawiadomień, poleceń, bez których trudno wyobrazić sobie całą przestrzeń administracyjną i państwową – stwierdza prof. dr hab. Ewa Kołodziejek, która wówczas przewodniczyła zespołowi językowych badaczy.
Wykroczenia urzędników
Teksty urzędowe, według zasad, które teoretycznie obowiązują, powinny być „precyzyjne, podane bezosobowo, czyli bez emocji, oraz powinny zawierać konkretne, czytelne przesłanie”. A jakie są? Oto przykłady z raportu Rady Języka Polskiego. Można się śmiać do rozpuku albo płakać rzewnymi łzami. Co kto woli. Delegowanie przez rodziców uprawnień do wykonywania czynności związanych z opieką nad dzieckiem oraz zgoda pracownika szkoły i zobowiązanie do sprawowania opieki winny mieć formę umowy. Czyli w wolnym tłumaczeniu: Rodzice lub opiekunowie pisemnie powinni powierzyć szkole opiekę na dzieckiem. Ale czy na pewno o to chodzi? Nie wiem. Albo: Kompleksowa ocena kondycji sztucznego zbiornika zaporowego, zaopatrującego w wodę pitną większość aglomeracji, będzie efektem prowadzonego tam interdyscyplinarnego projektu naukowego. W wolnym tłumaczeniu: Specjaliści różnych dziedzin ocenią stan sztucznego zbiornika, z którego pobierana jest woda pitna dla 100 tys. mieszkańców.
– Od tekstów wysyłanych czy publikowanych przez urząd oczekuje się większej staranności, a od ich autorów – większej sprawności językowej – komentuje prof. Ewa Kołodziejek. – Poza wszystkim autorzy niechlujnie zredagowanych przekazów zdają się nie pamiętać, że językowa poprawność i uroda tekstów tworzą wizerunek instytucji.
Mowa ignorantów
– Teksty urzędowe – choć adresowane do obywateli przeznaczone są raczej dla prawników. Autorzy asekurują się przed ewentualnymi prawnymi i finansowymi konsekwencjami niedopowiedzeń. Na pierwszym planie stawiana jest precyzja, czyli takie zagęszczenie szczegółów, które chroni urzędnika, ale nie służy jasności przekazu. Autorzy tekstów nie stawiają sobie pytania, do kogo piszą. Oznacza to, że jasność przekazu – podstawowa cecha dobrego stylu – jest ignorowana.
Nowomowa ogranicza nasze prawa
Nie w każdej sprawie sądowej strony mają obowiązek mieć u boku prawnika. Kto im wtedy przetłumaczy na literacki czy potoczny język wypowiedzi sędziego? Słuchając tego, co do nas mówi sędzia, bazujemy na swojej wiedzy ogólnej i nie możemy mieć pewności czy zrozumiemy prawidłowo wszystkie komunikaty. Jeżeli sędzia nie potrafi w sposób prosty formułować myśli, jeżeli nie umie oderwać się od prawniczego bełkotu, to osoba uczestnicząca w rozprawie nie zrozumie, o co chodzi. Wtedy język może być barierą w pełnoprawnym, równym udziale w postępowaniu sądowym. Nowoczesne podejście – stosowane już powszechnie w sądach brytyjskich – nakazuje, by sędzia czy prokurator powtórzył swój komunikat, upewnił się, czy strona go zrozumiała, a jeśli trzeba, wyjaśnił przekazaną wcześniej informację, posługując się językiem potocznym. – Bez tego nie ma rzeczywistej równości stron w postępowaniu sądowym – ocenia dr Pudzianowska.
Przykłady do naśladowania
Helsińska Fundacja Praw Człowieka przygotowała ostatnio przewodnik „Równe traktowanie uczestników postępowań. Przewodnik dla sędziów i prokuratorów”. – Inspirowany był podręcznikiem, z którego sędziowie brytyjscy od lat uczą się równo traktować strony postępowania. Między innymi jasności przekazu – mówi dr Pudzianowska. Nikt polskich prawników nie uczy rozmawiać ze stronami postępowania. Na wydziałach prawa liczą się jedynie litery ustaw, przepisów. Nie ma przedmiotów, które nauczyłyby przyszłego prawnika mówić tak, żeby być zrozumianym, przekazywać skomplikowane przepisy z zakresu na przykład prawa pracy, żeby wszyscy je pojęli. Kształcenie w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury nie obejmuje psychologii społecznej czy socjologii. Sędzia z Rzeszowa na spotkaniu z prawnikami Fundacji wyznała, że dla niej przez wiele lat pierwsze wrażenie było zawsze czymś ważnym, czymś, co niesie obiektywną prawdę. Dopiero gdy skończyła studia z psychologii, całkowicie zmieniła podejście do uczestników procesu na sali sądowej.
Ciemność widzę, ciemność
Jak można sądzić sprawiedliwie, kiedy się widzi tylko literę prawa i nie posiada tzw. umiejętności miękkich? Jak bez nich można stanowić dobre prawo? Jak wymagać obywatelskiego zaangażowania w życie samorządu? Sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy państwowi i samorządowi powinni dostać zastrzyk wiedzy z psychologii, socjologii i myślenia prospołecznego. Dobry prawnik, dobry sędzia, dobry ustawodawca, to nie taka osoba, która ma w głowie wszystkie przepisy wszystkich ustaw. To człowiek, który rozumie innych i sam umie być rozumiany. Nicolas Boileau – XVII-wieczny francuski poeta i krytyk literacki, historiograf Ludwika XIV – w „Sztuce poetyckiej” napisał: „Jasność to pierwszy przymiot. Już to źle oznacza, gdy dla zrozumienia treści potrzeba tłumacza”.