Gdyby polscy piłkarze wygrali Euro 2016, zarobiliby ponad 32 mln zł do podziału. 12 mln dostali za sam awans do finałów mistrzostw Europy. Docierając do ćwierćfinałów zainkasowali ok. 8 mln zł. do podziału.
W puli 301 mln euro
Europejska Federacja Piłkarska (UEFA) przygotowała do podziału między wszystkich uczestników mistrzowskiego turnieju łącznie 301 mln euro. To aż o 54 proc. więcej niż w 2012 roku, kiedy między reprezentacje rozdysponowano 196 mln euro. Wprawdzie w obecnych mistrzostwach uczestniczyła po raz pierwszy rekordowa liczba 24 drużyn, ale i tak każda z nich zarobiła znacznie więcej niż w poprzednich edycjach.
Władze Polskiego Związku Piłki Nożnej z radą drużyny ustaliły, że piłkarze otrzymają w formie premii 40 proc. kwoty, jaką za udział w turnieju przekaże związkowi UEFA. A wysokość tej kwoty uzależniona była od wyników osiągniętych na francuskich boiskach. Za każde zwycięstwo w fazie grupowej UEFA zapłacił milion euro, a pół miliona za remis. Awans do następnej fazy turnieju wyceniono na 1,5 mln euro, a przejście do ćwierćfinału na 2,5 mln.
Kolejne premie miały wyglądać następująco: 4 mln za udział w półfinale, 5 mln za grę w finale, a 8 mln euro za triumf w całym turnieju.
Maksymalnie więc za wygranie wszystkich meczów reprezentacja mogła otrzymać od UEFA 19 mln euro, czyli około 82 mln zł. Gdyby to biało-czerwoni odnieśli historyczny sukces i zdobyli słynny Puchar Delaunaya (symbolicznie wyceniany na ok. 20 tys. euro), wówczas trafiłoby do nich ponad 32 mln zł do podziału.
W sumie PZPN zarobiłby trzy miliony euro – półtora za awans i drugie tyle za zdobyte punkty. Piłkarze mieliby z tego do podziału 1,2 mln euro. To niewiele w zestawieniu z kwotą 8 mln euro, jaką PZPN otrzymał od UEFA za awans do mistrzostw i z trzema milionami z tego, które dostała drużyna. Dla porównania w 2012 roku zespół Franciszka Smudy za dwa remisy 1:1 z Grecją i Rosją oraz porażkę 0:1 z Czechami otrzymał skromne pół miliona euro.
Ile naprawdę są warci?
Oczywiście, pieniądze podniesione z murawy boiska to tylko część tego, co piłkarze grający na Euro 2016 zarobią z indywidualnych kontraktów sponsorskich i reklamowych. Większości z nich, w szczególności występujących na co dzień w zagranicznych klubach, wysokość reprezentacyjnych premii nie może szokować, bo więcej otrzymują miesięcznie w Bundeslidze, Premier League czy Serie A. Jednak gra na Euro nie toczy się tylko o jednorazowe honorarium. Dla zawodników liczy się prestiż i możliwość autopromocji.
Wielu piłkarzy po imprezie zmienia kluby i podpisuje lukratywne kontrakty. Często od udanych występów uzależniona jest ich wartość. Dla Roberta Lewandowskiego, najlepszego polskiego piłkarza, turniej we Francji może okazać się przełomowy dla jego dalszej kariery i zapewne przesądzi, czy nadal będzie strzelał gole dla Bayernu Monachium, czy przejdzie do innego wielkiego klubu.
Zajmujący się rynkiem transferowym niemiecki portal Transfermarkt.de wycenia dzisiaj kapitana reprezentacji na 70 mln euro. To więcej niż wartość wszystkich pozostałych dziesięciu zawodników z podstawowego składu drużyny trenera Adama Nawałki.
Przy ustalaniu jedenastki biało-czerwonych uwzględniono tych piłkarzy, którzy w eliminacjach Euro grali najczęściej i mieli największe szanse na występy we Francji. Zatem w bramce znalazł się Łukasz Fabiański (Swansea City), wyceniony na 7 mln euro. 24,5 mln w sumie kosztuje polska defensywa. Najdroższy w niej jest kapitan AC Torino Kamil Glik, wart 11 mln. Za Łukasza Piszczka należałoby zapłacić Borussii Dortmund 7 mln, a za dwóch zawodników Legii: Macieja Rybusa – 5 mln i Michała Pazdana – 1,5 mln euro. W drugiej linii wszystkich bije Grzegorz Krychowiak, którego FC Sevilla wyceniła na 25 mln euro. Kubę Błaszczykowskiego można odkupić z Fiorentiny za 8 mln, Kamila Grosickiego ze Stade Rennais za 2,5 mln, a Krzysztofa Mączyńskiego z krakowskiej Wisły za milion euro. W ataku Arkadiusz Milik strzelający bramki dla Ajaksu Amsterdam wart jest 7 mln, a wszyscy wymienieni – 68 mln euro. Razem z Lewandowskim daje to sumę 138 mln euro.
Oczywiście, daleko nam do występującej w „polskiej” grupie reprezentacji Niemiec, wycenionej na 420 mln euro, ale nasza drużyna jest droższa od Ukrainy (90 mln) i Irlandii (29,5 mln), z którymi przyjdzie się mierzyć biało-czerwonym. Trudno też – poza Lewandowskim – równać się wybrańcom Nawałki z krezusami, którzy biegać będą po francuskich boiskach. Najcenniejsze wciąż są nogi Portugalczyka Cristiano Ronaldo, warte 120 mln euro. Trzykrotny laureat Złotej Piłki jest najskuteczniejszym zawodnikiem w historii mistrzostw Europy. Biorąc pod uwagę eliminacje i turnieje finałowe, w 41 występach zdobył 26 bramek. Pozostali uczestnicy Euro nie są tak drodzy, ale i tak ich cena może przyprawić o zawrót głowy. Wartość Walijczyka Garetha Bale’a to 80 mln, Niemca Thomasa Muellera – 75 mln, a 20. na tej liście hiszpańskiego obrońcy Jordiego Alby – 35 mln euro.
Czy jednak te rankingi przekładają się na wyniki na boisku? Niekoniecznie, czego dowiedli piłkarze Czechosłowacji w 1976 roku, Danii w 1992 roku i Grecji w 2004 roku. Niedoceniani i niezaliczani do faworytów niespodziewanie zdobyli mistrzostwo…
Profity dla klubów
We Francji zarobiły nie tylko krajowe federacje i piłkarze. Na finansowe korzyści mogły liczyć też kluby, które wysyłały swoich zawodników na spotkania narodowych reprezentacji. UEFA przeznaczyła dla nich aż 150 mln euro, a 60 proc. z tej kwoty zostały przekazane zespołom, których zawodnicy zagrali na Euro. Otrzymały je również polskie kluby. Pieniądze są przyznawane za każdy dzień od momentu pojawienia się zawodnika na zgrupowaniu przed turniejem do chwili odpadnięcia z mistrzostw. Każda reprezentacja spędziła we Francji co najmniej 10 dni w czasie rywalizacji w grupie, do tego należy doliczyć 14 dni poprzedzające pierwszy mecz w turnieju. Jako że każde 24 godziny z kadrą to ok. 7 tys. euro, klub za jednego swego piłkarza zarobił co najmniej 175 tys. euro. Jeśli reprezentacja dotarła do finału, ta kwota niemal się podwoiła. Pełna pula przewidziana była jednak tylko za zawodników grających w danym klubie przynajmniej od dwóch lat. Jeśli w tym czasie występowali oni także w innych zespołach, kwota była proporcjonalnie dzielona między nimi.
Najwięcej z polskich klubów mogła zarobić Legia mająca w składzie potencjalnych reprezentantów nie tylko Polski (Artur Jędrzejczyk, Michał Pazdan, Tomasz Jodłowiec, Ariel Borysiuk, Igor Lewczuk), ale także Czech (Asam Hlousek), Słowacji (Ondrej Duda) i Węgier (Nemanja Nikolić). Jeśli by oni wszyscy pojechali na Euro, kasa legionistów powiększyłaby się nawet o 1,5 mln euro. Sporo mógł też zgarnąć poznański Lech za Karola Linettego i Szymona Pawłowskiego oraz Węgrów Tamasa Kadara i Gergö Lovrencicsa. W sumie kluby ekstraklasy mogły się wzbogacić na mistrzostwach nawet o 2,5 mln euro.
Architektoniczne cuda
Mecze Euro 2016 rozgrywane były na 10 stadionach w dziewięciu miastach, bo dwa z nich – Stade de France i Parc des Princes zlokalizowane są w Paryżu. Pozostałe znajdują się w: Marsylii, Lens, Saint-Etienne, Tuluzie, Lille, Nicei, Lyonie i Bordeaux. Tylko cztery ostatnie areny wznoszono od podstaw. Pozostałe, na których odbywały się mistrzostwa świata w 1998 roku, wymagały jedynie modernizacji. Wydatki na obiekty sportowe pochłonęły 1,8 mld euro, ale to i tak niewiele, zważywszy, że w mistrzostwach po raz pierwszy uczestniczyć będą 24 ekipy. Dla porównania Polska i Ukraina, organizujące w 2012 roku poprzedni turniej dla 16 finalistów, na przygotowanie ośmiu stadionów wydały blisko 3 mld euro. Co ciekawe, dwie trzecie kosztów we Francji ponieśli prywatni inwestorzy, a resztę państwo i samorządy lokalne. W Lyonie stadion wybudował właściciel klubu, w Bordeaux, Nicei i Lille inwestycje realizowano na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego, a na modernizację zabytkowego już obiektu Parc des Princes pieniądze wyłożył katarski właściciel rozgrywającego na nim mecze zespołu PSG. Na tle nowoczesnych obiektów wyróżnia się oryginalnością Bordeaux-Atlantique, na którym odbyło się pięć spotkań. Zaprojektowany przez Szwajcarów Jacques’a Herzoga i Pierre’a de Meurona, autorów m.in. Allianz Areny w Monachium i Ptasiego Gniazda w Pekinie, jest architektoniczną perełką. To dzisiaj jeden z najbardziej funkcjonalnych stadionów na świecie.
Przy pustych trybunach?
Istotne dla organizatorów było to, że nie musieli oni budować autostrad, lotnisk, hoteli, baz treningowych. Jednak o wiele więcej, niż wcześniej planowano, Francuzi wydali na zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom mistrzostw i kibicom. Organizatorzy nie podali, ile kosztowała ta operacja, ale na pewno znacznie więcej niż 2 mld euro, jakie przeznaczyli na nią Anglicy w 2012 roku podczas igrzysk olimpijskich w Londynie. Z logistycznego punktu widzenia przeprowadzenie piłkarskich mistrzostw Europy jest bowiem o wiele bardziej skomplikowane niż ochrona imprezy odbywającej się w jednym mieście. Nie zapominajmy, że po ubiegłorocznych zamachach terrorystycznych we Francji nadal obowiązuje stan wyjątkowy. Zakładając, że przychody z Euro 2016 dwukrotnie przewyższyły te sprzed czterech lat, kiedy osiągnęły ok. 1,4 mld euro, trudno będzie zrekompensować poniesione wydatki.
Strach przed terrorystami nie powstrzymał kibiców. Cena biletów także nie była dla nich barierą. Zarówno te najtańsze – od 25 euro za mecze eliminacyjne, jak i najdroższe – 895 euro za finał, rozeszły się tuż po rozpoczęciu sprzedaży w grudniu ubiegłego roku.