Jeśli trzeci raz w ciągu jednego roku zostaniemy przyłapani przez kontrolera na jeździe na gapę, a nie zapłacimy poprzednich dwóch mandatów, popełnimy wykroczenie zwane szalbierstwem.
Do Salonu Dłużnika „Eurogospodarki” wpływa od osób zadłużonych coraz więcej próśb o pomoc prawną w związku z posądzeniem ich o szalbierstwo, czyli wykroczenie polegające na wyłudzeniu bez zamiaru płatności świadczenia lub usług.
Szalbierstwem jest m.in. wejście do kina lub teatru bez biletu, spożycie posiłku lub napoju w restauracji bez zapłaty rachunku.
Zawini też ten, kto po wizycie u prywatnego lekarza czy fryzjera nie zapłaci za usługę. Za te czyny grozi kara grzywny od 100 zł do 5 tys. zł, ale według prawa można zasądzić też karę ograniczenia wolności od 1 do 30 dni. Prawodawca wyróżnia dwa typy szalbierstwa. W pierwszym przypadku winowajca musi powtórzyć czynność i trzykrotnie w ciągu jednego roku dokonać wyłudzenia usługi przejazdu koleją lub innym środkiem lokomocji. Często trudno ustalić, czy gapowicz złapany w pociągu nie ma na swoim koncie niezapłaconych mandatów za jazdę autobusami bez biletu. W drugim przypadku wystarczy tylko raz naciągnąć usługodawcę, żeby narazić się na zarzut szalbierstwa. Wykroczenie to obejmuje wyłudzenia świadczeń płatnych od razu lub natychmiast po jego spełnieniu i najczęściej dotyczy drobnych kwot.
Przeciwko sprawcy może zostać skierowany do sądu wniosek o ukaranie o czyn z art. 121 Kodeksu wykroczeń.
Najczęściej sądy orzekają karę grzywny. Wyrok jednak zależy od okoliczności i motywów, jakimi sprawca przewinienia się kierował. Jeśli przed sądem uzasadnimy, dlaczego musieliśmy korzystać z usług komunikacji miejskiej, a niezapłacenie za te usługi jest konsekwencją naszej trudnej sytuacji materialnej, to zasądzona zostanie nam kara niewielkiej grzywny. Jeśli i jej nie zapłacimy, sprawa skończy się na komorniku. W przypadku, gdy sąd nie ma możliwości wyegzekwowania orzeczonej grzywny, najczęściej dochodzi do jej umorzenia. Pokrzywdzony usługodawca (świadczeniodawca) ma 10 lat na dochodzenie swoich należności z tytułu niezapłaconych mandatów. W przypadku, kiedy oskarżony przewinił, pomimo dobrej sytuacji materialnej, sąd może orzec karę grzywny z zamiennikiem na prace społeczne lub pobyt za kratkami.
Osoby o bardzo trudnej sytuacji finansowej, często wybierają pobyt w areszcie.
Jazda bez biletu w Polsce jest coraz częstszym zjawiskiem i stanowi dla przedsiębiorstw transportowych poważny problem. W Częstochowie same należności z niezapłaconych mandatów to ponad 14 mln zł. Zespół windykacji łódzkiego MPK próbuje odzyskać od pasażerów prawie 13 mln zł. Niedaleko od tego miasta, bo w Miejskich Usługach Komunikacyjnych w Zgierzu, przewoźnik walczy o 7 mln zł należności. Natomiast poznańscy pasażerowie dłużnicy mają do oddania ok. 50 mln zł, a tylko w samej stolicy dług komunikacyjny jest trzykrotnie większy. Łącznie w całej Polsce pasażerowie mają do oddania prawie 300 mln zł długów.
Wierzyciele wpisują dłużników do rejestru osób zadłużonych i kierują sprawy do sądów o wydanie nakazów zapłaty.
Wskaźnik ściągalności długów wśród miejskich przewoźników waha się między 10 a 30%. Do tej pory dłużnicy, którzy nie zapłacili jednego mandatu, w większości przypadków spali spokojnie. Przewoźnicy nie występowali o wydanie nakazu zapłaty ze względu na koszty. Do rejestrów zadłużonych też nie można było wnioskować o wpis, bo te miały ustawiony limit na poziomie 200 zł. Obecnie to się zmieniło i w Krajowym Rejestrze Dłużników Biura Informacji Gospodarczej są wpisy osób, których zobowiązania wynoszą nawet 150 zł. Gapowicza nie można jednak ścigać wiecznie. Zgodnie z prawem przewozowym opłata dodatkowa za przejazd (pot. mandat) przedawnia się po upływie roku od dnia tego przejazdu. Jeśli przewoźnik w tym czasie wystąpi do sądu, to do przedawnienia nie dojdzie.