Seks za pieniądze, czyli prostytucja, towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Nierząd bywa zwany najstarszą profesją świata. Niemniej nie zawsze zasługiwał na pogardę jak dzisiaj. W niejednej religii starożytnej część kapłanek oddawała się wiernym w świątyniach. Trwają spory, czy do uprawiania prostytucji potrzebne są jakiekolwiek kwalifikacje – jeśli ktoś wątpi, niech wspomni wychwalane pod niebiosa kurtyzany greckie czy z nowszych czasów francuskie midinetki! Do naszych czasów przetrwało określenie „kobieta upadła”, jak gdyby prostytucja była wyłączną domeną kobiet. Nieprawda! Męskie prostytutki istniały i istnieją, aczkolwiek nie ma rodzaju męskiego od samego słowa.
Społeczny wymiar nierządu
Pierwszy stan USA, Wirginia, głównie dzięki prostytutkom został zaludniony. Podobnie Australia. Jak przebiegałaby kolonizacja Syberii, gdyby – obok więźniów politycznych i kryminalnych – nie wysyłano tam pań upadłych?! Penalizacja nie przynosiła efektu, najstarsza profesja świata kwitła wszędzie na kuli ziemskiej, niezależnie od ras, wyznań czy stopnia zamożności poszczególnych społeczeństw. I to prostytucja płci obojga, żeby uspokoić feministki. Czy decydował tu aspekt ekonomiczny? Pewnie w przeważającej mierze, kiedy ktoś nie ma pieniędzy, by utrzymać siebie i najbliższych, desperacja podpowiada mu różne rozwiązania. Nie wiedzieć czemu z prostytucją walczono za pomocą środków prawnych, surowej penalizacji, księżowskich i pastorskich kazań, natomiast nie stosowano rozwiązań ekonomicznych.
XX wiek przyniósł pewnego rodzaju odmianę. Coraz częściej w prostytutkach płci obojga przestawano dostrzegać jedynie „sprawców” czy „sprawczynie” występku, zaczęto widzieć w nich ofiary, głównie niedostatku społecznego. Stąd coraz częstsze próby ratowania prostytutek za pomocą kursów tkactwa czy innego dziergania. Jak wiadomo, bez większego sukcesu. Panów trudniących się tym zajęciem ratować tą drogą nie próbowano. Naziści wysyłali ich jako jednych z pierwszych do swoich Konzentrazionslager. Anglicy skazywali ich jeszcze wcześniej.
Przestępcą jest kupujący
Zapewne pod wpływem ruchów feministycznych oraz ogólnej liberalizacji w społeczeństwach najwyżej uprzemysłowionych, zatem najbogatszych, pojawił się nowy trend, obecnie widoczny w państwach skandynawskich, a już szczególnie w Szwecji. W tym kraju wprowadzono w 1999 roku prawo, które uznaje kupowanie seksu za przestępstwo. Jednak to nie ograniczyło nierządu. Z badań szwedzkich ekspertów wynika, że 7,5 proc. ich rodaków w wieku 18–65 lat przynajmniej raz w życiu zapłaciło za seks, a prawie 1 proc. zrobiło to w ciągu ostatniego roku. – To stabilna wielkość, podobne wyniki zanotowano w 1996 roku – poinformowała Amanda Netscher kierująca projektem „Prostytucja w Szwecji 2014”. Przez osiem lat gwałtownie wzrosła, z 304 do 6965, liczba ogłoszeń w Internecie od osób oferujących usługi seksualne. „W sieci seks jest sprzedawany w sposób otwarty i przez to jest bardziej dostępny niż kiedykolwiek” – podali autorzy raportu. Nie zraża to entuzjastów walki z prostytucją. Podobne prawo obowiązuje także w Norwegii i Islandii. Francja zamierza także wprowadzić kary za zakup seksu. Wprawdzie Pigalle już nie jest tym co dawniej, ale St. Denis czy av. Pressbourg działają pełną parą!
Ekonomia seksu za pieniądze
Polskie prawo karze nie samo uprawianie nierządu, ile czerpanie korzyści z cudzego nierządu. Największy rynek nierządu funkcjonuje w Niemczech, co też przypadkiem nie jest. W Niemczech jest aż 400 tysięcy prostytutek. Obroty z prostytucji w Niemczech wynoszą 14,5 miliarda euro rocznie, a dziennie prostytutki otrzymują od klientów 1,2 miliona euro – pisze „Bild”, powołując się na związek zawodowy Verdi. W Bundesrepublik funkcjonuje od 2001 roku nowatorska ustawa, zgodnie z jej ideą prostytucja jest całkiem normalną działalnością gospodarczą, do której państwo nie powinno się mieszać, z wyjątkiem poboru podatków. To czysta fikcja. Z tysięcy kobiet pracujących na słynnej Reeperbahn w Hamburgu zaledwie 135 zarejestrowało działalność gospodarczą. Do kasy państwa trafia w formie podatków nieznaczny ułamek tej sumy. Do 1 miliona niemieckich mężczyzn korzysta dziennie z usług prostytutek. Bywają dni świąteczne, gdy pracują one 24 go-dziny na dobę. Sporo zarabia nieźle, ale zdecydowana większość zaledwie kilkaset euro tygodniowo. Sporo jest Bułgarek czy Rumunek, ale i Polek nie brakuje. Jak wygląda to życie, wystarczy przeczytać sławne „My, dzieci z dworca ZOO”.
Ilona z Katowic kontra fiskus
Wszystko zaczęło się od kupna luksusowego mieszkania przez osobę pozornie pozbawioną dochodów. Pani Ilona chciała się uczciwie rozliczyć z fiskusem. Skierowała do katowickiej Izby Skarbowej oficjalne pytanie w tej sprawie. Na decyzję czekała kilka miesięcy, po czym dyrektor odmówiła odpowiedzi. Formalne odmówienie odpowiedzi to w końcu też jakaś odpowiedź, więc pani Ilona decyzję zaskarżyła. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. W zaskarżeniu pani Ilona zarzuciła organowi naruszenie art. 14b oraz art. 165a ordynacji podatkowej, poprzez nieuzasadnioną odmowę wszczęcia postępowania w sprawie wydania interpretacji indywidualnej, podczas gdy podany stan faktyczny i prawny był wystarczający do odpowiedzi na zadane we wniosku pytanie – czytamy w uzasadnieniu wyroku.
W sądzie pani Ilona przedstawiła dowody na to, że w branży przez lata pracowała. Podobno dowodami były np. ogłoszenie na stronie internetowej, wyciągi z kont bankowych, na które klienci wpłacali pieniądze. Oprócz tego pani przedstawiła przed sądem umowę najmu mieszkania, gdzie świadczyła usługi, oraz cennik samych usług. Okazało się, że sprawa ta rzuciła światło na bezradność polskiego prawa w przypadku osób, które same czerpią korzyści z tytułu świadczonych przez siebie usług seksualnych. Katowicka Izba Skarbowa również musiała stwierdzić, że dochody ze świadczenia tego typu usług nie podlegają opodatkowaniu.
Skoro luka w prawie istniała już wcześniej, to czemu sprawa pani Ilony jest aż tak przełomowa? W największym skrócie chodzi o to, że otwiera drogę do uniknięcia opodatkowania dla innych kobiet, które tak jak kiedyś pani Ilona, pracowały w branży. Do tej pory, żeby udowodnić, że pieniądze pochodzą z nierządu, trzeba było przedstawić fiskusowi pisemne zeznania klientów, co z wielu powodów było trudne do egzekwowania. Teraz będzie o wiele prościej – panie będą mogły powołać się na oficjalne orzecznictwo katowickiej Izby Skarbowej.
Co dalej?
Można dalej utrzymywać istniejącą fikcję fiskalno-prawną, uważając, że nierząd to „tylko przyjemność”, a nie zawód, nieraz gorzki kawałek chleba. Jak dotąd. Ale można podążyć tropem niemieckim, zaliczyć prostytucję do kręgu zawodów, opodatkować i otoczyć ochroną. Czyli – przestać chować głowy w piasek.

