Kiedy temat został ponownie podniesiony, a prezydent Bronisław Komorowski ogłosił zebranie Rady Gabinetowej w sprawie realnej oceny możliwości przystąpienia do unii walutowej, prof. Krzysztof Rybiński, były prezes NBP, uznał to za temat zastępczy mający odwrócić uwagę od realnych problemów. Taka ocena wynika z faktu, że w tym momencie ilość przeszkód stojących na drodze uczynienia euro obowiązującą walutą w Polsce jest znacznie większa niż miało to miejsce np. w 2005 r. Wówczas to granica spełnienia kryteriów konwergencji zawartych w traktacie z Maastricht (koniecznych do wypełnienia dla krajów aspirujących do strefy euro) była chyba najbliżej, ale rządzący nie zdecydowali się na podjęcie prac w kierunku sfinalizowania procesu. Warto pamiętać, że był to czas, kiedy mało kto prognozował nadchodzący kryzys gospodarczy, ale również mało który z krajów należących do eurostrefy faktycznie spełniał kryteria – wiemy przecież, że chociażby w przypadku państw południa Europy istnieją podejrzenia, a w wielu przypadkach pewność, że wskaźniki były manipulowane, a gospodarcza rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. W latach kryzysu minister Jacek Rostowski wielokrotnie powtarzał, że Polska „kiedyś” przystąpi do strefy, ale dopiero wtedy, kiedy ta rozwiąże swoje największe problemy, a dla naszego kraju będzie to w pełni bezpieczne.
Co się zmieniło i czemu polscy politycy nagle znowu zapałali chęcią przystąpienia do strefy w momencie, kiedy w skali dwóch lat odsetek Polaków popierających takie rozwiązanie spadł z 2/3 do 1/3?
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 5/2013 Eurogospodarki.