– W zeszłym roku wydaliśmy blisko 700 tys. wiz. Cały czas rośnie też liczba przekroczeń granicy. Na wzrost ruchu granicznego wpływa także tzw. mały ruch graniczny. Na przykład we Lwowie wydano już ponad 100 tys. kart małego ruchu, w Łucku – blisko 70 tys. Właściciele tych kart przekraczają granicę wielokrotnie. Rocznie są to rozpiętości rzędu od 1,5 do 2,5 mln przekroczeń.
Polska jest granicą Unii. Obywatele Ukrainy, starając się o wizy unijne, mogą korzystać z wielu zagranicznych placówek. Czy to prawda, że korzystają przede wszystkim z polskich placówek?
– Polskich konsulatów na terenie Ukrainy jest dużo więcej niż innych przedstawicieli unijnych. Poza wydziałem konsularnym w Kijowie mamy jeszcze sześć konsulatów: we Lwowie, Łucku, Winnicy, Odessie, Sewastopolu i Charkowie. Uruchamiamy siódmą placówkę – Konsulat Generalny w Doniecku. Polskie placówki dają łącznie więcej wiz niż wszyscy inni razem wzięci członkowie Unii. Wydawanie wiz przypomina już swego rodzaju fabrykę z dużym potencjałem wzrostu. Z dnia na dzień produkcja wiz staje się wielkim przedsięwzięciem. W ubiegłym roku rozpoczęliśmy działalność centrów wizowych, czyli pośrednictwa wizowego na zasadzie outsourcingu. Decyzja była dyskusyjna, ale przy tak wielkiej ilości składanych wniosków wizowych korzystanie z pośredników było nieuchronne. Jeżeli się wydaje blisko 700 tys. wiz rocznie, to koszt wyposażenia się w odpowiednią ilość biur, sprzętu i ludzi do obsługi tej fali chętnych po wizy byłby znacznie większym obciążeniem niż outsourcing. Postąpiliśmy podobnie jak kraje wydające dużą liczbę wiz za granicą, np. Finlandia w Rosji. Przed pośrednikami może nas uchronić tylko ruch bezwizowy.
Rozmawiając z ukraińskimi przedsiębiorcami, spotkałem się z opinią, że trudniej jest otrzymać polską wizę długoterminową do strefy Schengen niż na przykład litewską. Co jest tego powodem?
– Tu w grę wchodzą wyłącznie mechanizmy techniczne. W tym przypadku polskie konsulaty biorą pod uwagę historię wizową.
Rozmawiali: GRZEGORZ SMOKTUNOWICZ I MIKHAIL KAMIŃSKI
Cały wywiad w numerze 5/2013 Eurogospodarki.

